poniedziałek, 7 kwietnia 2014

"Bo śmierć to dopiero początek" - "bo prawdziwi artyści doceniani są dopiero po śmierci"

Opowiem dziś Wam pewną opowieść. Nie będzie księżniczek na ziarnku grochu, nie będzie heroicznych książąt, nie będzie smoków. Dzisiaj udamy się do zupełnie innego świata, tak do bólu realnego, że mógłby być tym, co widzimy za oknem. Nie ma tu magii - jest ciężka praca, są choroby, jest trudna miłość, a przede wszystkim: jest szaleństwo, które prowadzi do samozagłady.

Poznajcie Malwinę - rudowłosą, piękną dziewczynę, która pracuje na dwa etaty, by utrzymać siebie i chorą psychicznie matkę. Bohaterka w wolnych chwilach pisze książkę o przystojnym i okrutnym wampirze, dalekim od tej papki, którą serwują nastolatkom obecnie autorki (używam rodzaju żeńskiego, gdyż nie trafiłam jeszcze na romantyczny, wampirzy chłam spłodzony przez mężczyznę) książek z gatunku paranormal romance. Niestety ma problem ze znalezieniem wydawcy - żadne z "szanujących się" wydawnictw nie jest zainteresowane publikacją książki młodej autorki, pozostaje radosne wydanie "ze współfinansowaniem", bardzo ryzykowne posunięcie (proponuję przyjrzeć się obiegowej opinii o self-publishingu, ogromna część nie widziała korekty, ktoś się tylko podpisał, by naiwny autor wierzył, że nie wywala pieniędzy w błoto). Malwina mimo pracy na dwóch etatach nie ma na to pieniędzy. W supermarkecie niestety nie zarobi fortuny, a na utrzymaniu ma przecież chorą psychicznie, załamaną po śmierci męża, matkę. Z pomocą dziewczynie przychodzi Robert, jej chłopak.
Książka ukazuje się, jednak niestety wciąż są problemy - sprzedaż nie osiąga wyczekiwanego pułapu, książka zalega na bocznych półkach w księgarni. Malwina załamuje się. Śni o pojawieniu się jej bohatera w realnym świecie. Pewnego wieczora zasypia i nie budzi się już rano. Policja i prasa odebrały to jako samobójstwo. Momentalnie podskakuje sprzedaż tekstu Malwiny, a opinię publiczną poruszają plotki o rzekomym pośmiertnym ukazywaniu się młodej autorki...

Sylwia Błach w bardzo ciekawy sposób odwróciła relacje między dzieckiem, a rodzicem. Wydaje się normalne, że to właśnie rodzic zajmuje się swoim potomkiem, że stara się mu "uchylić nieba". Tymczasem matka Malwiny jest po prostu pasożytem (używam mocnego słowa, ale takie mam o tej postaci zdanie. Może komuś podpadnę, może nie, ale ile można rozpaczać po utracie bliskiej osoby? Przecież trzeba wziąć się w garść, trzeba działać - życie jest tylko jedno i szkoda czasu na umartwianie się), nie umiejącą się pozbierać po stracie najbliższej osoby (męża) kobietą uzależnioną od leków, na które musi zarobić jej córka. Jadwiga kocha swoje dziecko, jednak nie potrafi panować nad emocjami, podejmuje szaleńcze akcje. Jedna z nich ma na celu wypromowanie talentu jej "małej gwiazdeczki", jednak niesie ze sobą tragiczne konsekwencje. Malwina płaci za swoją popularność "śmiercią" i jest uważana za wampirzycę, na podobieństwo przystojnego bohatera jej powieści.

Szaleństwo, ono jest kluczowym motywem powieści. Jak daleko można się posunąć, by zaistnieć w mediach? Jaka jest cena sławy? Kiedyś na jednym z reklamujących jakąś książkę plakatów w metrze przeczytałam wypowiedź autorki. Kobieta pisała, że ceną duszy autora jest wszystko to, co chcący zaistnieć pisarz poświęcił dla swojego debiutu. W tym momencie dochodzę do wniosku, że Malwina zapłaciła zbyt wiele. Próbowała odzyskać zainwestowane w wydanie książki środki Roberta, chciała wypromować swój debiut, mimo że wydawało się to niemożliwe. Za krótki wywiad w mediach lokalnych redaktor zażądał od dziewczyny korzyści cielesnej, czego Malwina nie potrafiła zrobić. Miała swoje granice, których nie chciała przekroczyć. Do czasu.
Obłęd, niczym złowrogi cień, zapuszcza swe macki dalej, zniekształca znany dziewczynie świat. Z początku porusza się po nim zagubiona, później - niczym Alice Lidell z gry "American McGee's Alice" - podejmuje złowrogą grę. Tylko że w roli marionetki nie zawsze potrafi sobie poradzić.

Pierwszą powieść Sylwii Błach przeczytałam kilka dni temu, pochłonęłam ją niemal momentalnie, a jednak nie potrafiłam znaleźć chwili, by zabrać się za napisanie kilku słów o niej. Czytając ten tekst świetnie się bawiłam, kilka razy po grzbiecie przeszedł mi dziwny dreszcz. Autorka stworzyła naprawdę świetny klimat - obłędny, psychodeliczny... Myślę, że fani thrillerów, horrorów i przedziwnych opowieści powinni znaleźć w tej książce coś dla siebie. Osobom wrażliwym i szukającym w literaturze wyłącznie "trójcy" platońskiej odradzę - niektóre sceny mogą Was odrzucić. Już na uczelni jedna dziewczyna usłyszała, że jej nie polecam tej lektury - "Bo śmierć to dopiero początek" nie trafi według mnie w gusta ludzi czytających lekkie opowieści o zwierzątkach i młodzieżowych przyjaźniach.

Zauważam postęp w warsztacie Sylwii Błach - w porównaniu do wydanego dwa lata wcześniej "Strachu". Owszem, wciąż chciałabym poszaleć na tym tekście, rozszczepić kilka zdań kropką, ale nie postrzegam tego jako coś koniecznego. W kilku miejscach natomiast bym negocjowała w sprawie wymiany "e" na "ę" i na odwrót.

Przy "Strachu" narzekałam na mało grafiki w wydaniu, tym razem znowu chyba przyjdzie mi pogderać. Uwielbiam ilustrację z okładki, rudowłosa dziewczyna stała się dla mnie Malwiną. Intrygują mnie również te rozmazane smugi, bardzo sugestywne, jeśli spojrzeć na nie w kontekście książki.
Brakowało mi jednak grafiki wewnątrz książki. Na rynku jest wielu zdolnych ilustratorów, spora część wciąż czeka na odkrycie. Według mnie fajnym pomysłem byłoby zaangażowanie którejś z rysujących osób w projekt.

Jak już wspomniałam poprzednio, polecam sięgnąć po "Bo śmierć to dopiero początek" autorstwa Sylwii Błach. Dla mnie ta książka była dobrym sposobem na odstresowanie się, a przy okazji ciekawym nakreśleniem problemów autora próbującego zaistnieć za pośrednictwem wydawnictw self-publishingowych (ostatnio mocniej zainteresowałam się tym tematem, lecz nie chodzi mi po głowie publikacja tą drogą). I jeszcze to wszechogarniające szaleństwo...

"Bo śmierć to dopiero początek"

autor: Sylwia Błach
wydawnictwo: radwan
data wydania: 2012

moja ocena: 3,5/5

******
Tekst bierze udział w wyzwaniu Czytam fantastykę.

15 komentarzy:

  1. Na początku myślałam, że opowiadasz o historii wydawniczej tej autorki (tylko coś mi się nie zgadzały imiona). Naprawdę ciekawy pomysł!
    Choć, wybaczcie, ale raczej i tak nie przeczytam ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój wybór ;)
      Zajrzałam na stronę wydawnictwa Radwan i dowiedziałam się trochę o ich metodzie wydawania: autor musi sprzedać przez trzy lata określoną w umowie ilość książek (300) w przeciągu pięciu lat od daty publikacji, nie ponosi kosztów. Jak to wygląda w praktyce - musiałabym poszperać głębiej.

      Self-publishing mnie natomiast niekiedy przeraża. Wśród wydanych w tym trybie książek mało kiedy można trafić na coś dobrego, spora część razi błędami tak karygodnymi, że nawet początkujący czytelnik zauważy. "Jakoś to wydamy", to chyba motto sporej części wydawnictw, przynajmniej takie wrażenie odniosłam po lekturze kilku książek i fragmentów promocyjnych. Tylko że "jakoś" to nie "jakość" - choć różni je tylko jedna litera.

      Usuń
    2. Ajajaj! Namieszałam! Pięć lat od publikacji - nie wiem skąd się te 3 wzięły.

      Usuń
    3. Dowiedziałam się, że praktyka z radwanem nie jest już tak bajkowa. Odsyłam na blog Sylwii i cieszę się, że złapałam obie książki:
      http://sylwiablach.blogspot.com/2013/09/nie-bedzie-dodrukow-wazne.html

      Usuń
  2. Temat self-publishingu jest ostatnio na czasie. Powiedziałabym, że "w tym szaleństwie jest jakaś metoda". Z chęcią poznałabym pióro Pani Błach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie to szaleństwo coś w sobie ma, chyba nawet po mnie macki wyciąga. Rozglądam się za książką wydaną jako "self", która mnie zainteresuje i nie odrzuci ilością błędów. Chyba zaryzykuję z jakimś tytułem od RW2010, zdaje mi się, że to wydawnictwo podchodzi profesjonalnie do tekstu.

      Wracając jednak do twórczości Sylwii - polecam. Jeśli lubisz grozę, możesz znaleźć jej teksty w kilku darmowych antologiach w sieci.

      Usuń
    2. Ale jakie to są błędy? Błędy autora nie poprawione przez korektora (czy kto tam to robi) czy błędy w druku?

      Usuń
    3. Czytałam książki wydawane w trybie "self", w których pojawiała się szeroka gama błędów: interpunkcja, odmiana części mowy, błędy rzeczowe, niewłaściwe zastosowanie słów. Wygląda mi to niekiedy na tekst, który został wysłany do wydawcy od razu po postawieniu ostatniej kropki, wydawca zainkasował pierwszą ratę, korektor podpisał "na odczep się ode mnie" i taki potworek wyruszył w świat.

      Usuń
    4. Dzisiaj w radiu o czymś takim mówili. Nie mogłam jednak wszystkiego wysłuchać. Ale słyszałam, jak ktoś, może jakiś autor lub redaktor, albo w ogóle ktoś inny, powiedział, że autor może czytać tekst i 10 razy i nie wyłapać jakiegoś błędu ortograficznego. Ale ja myślę, że jeśli w ten sposób chce się wydać książkę, to dobrze by było dać komuś znajomemu do przeczytania, komuś oczytanemu, kto choć część błędów wyłapie.

      Usuń
  3. Nazwisko autorki mi nie obce, publikowała chyba swoje opowiadania w darmowych antologiach grozy w sieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, między innymi w "Gorefikacjach" ;)

      Usuń
  4. Podoba mi się sam pomysł na książkę, jest więc spora szansa, że się skuszę w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, jak wygląda sytuacja w książce (ale pewnie się dowiem, bo recenzja zachęca), ale Twoja opinia o chorobach psychicznych jest niestety naiwna. Choroby psychiczne to naprawdę choroby i nie mają wiele wspólnego z ,,braniem się w garść".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak, nie doświadczyłam tego na własnej skórze i nie miałam styczności z cierpiącymi na nie ludźmi. Wiem, są różne odporności na stres związany z utratą bliskich, niedawno w krótkim czasie straciłam dwoje, ale nie można się poddawać. Nie sądzę, by oni chcieli takiego umartwiania się i biernego wstawania, jedzenia i spania.

      Książkę polecam.

      Usuń
  6. Zaciekawiłaś mnie. :) Może kiedyś uda mi się trafić na tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.