piątek, 18 kwietnia 2014

Dożywocie - o pewnym nieoczekiwanym spadku

Opowiem Wam dziś historię o pewnej książce, której nie znajdziecie już na półkach w księgarniach. Fabryka Słów w 2010 roku wypuściła na rynek tylko jedne wydanie, które rozeszło się strasznie szybko i własny egzemplarz tej książki stał się dla wielu kolekcjonerów obiektem westchnień. Bo jej po prostu już nie ma. Owszem, pojawia się czasem na aukcjach i osiąga wówczas trzykrotność ceny katalogowej. Biały kruk, różowy królik.
"Dożywocie", pierwsza książka Marty Kisiel-Małeckiej.

Zdarzyło się, że trzymałam jeden egzemplarz w dłoni, wielce nieświadoma. W Empiku Junior była kiedyś wyprzedaż, wiele książek po symboliczne 10 złotych. Obejrzałam, odłożyłam i pomyślałam, że kupię przy następnej wizycie.
Nie kupiłam (ktoś mnie wyprzedził), przez co regularnie, za każdym razem gdy gdzieś w sieci pojawiła się wzmianka o "Dożywociu", tłukłam się dmuchanym młotkiem ze Spidermanem. Dzwoneczek radośnie pobrzękiwał.Było strasznie niefajnie.
Udało mi się jednak tę książkę złapać dzięki akcji .:Stowarzyszenie Wędrującego "Dożywocia":., o której pisałam już wcześniej. Wzięłam ją ze sobą na uczelnię, bo szykowało mi się gigantyczne okienko i nudny wykład. Zaczęłam czytać.

Konrad Romańczuk, pisarz, odziedziczył po swoim kuzynie tajemniczą posiadłość na odludziu. Spakował się zatem w tico, wynajął mieszkanie w mieście znajomemu i wyruszył do swojego nowego domu. Nie był jeszcze świadomy znaczenia zapisu o dożywociu. Myślał, że Lichotka, posiadłość z gotycką wieżyczką, jest po prostu domostwem położonym daleko od cywilizacji. Szybko okazało się jednak, że w domu nie ma działających instalacji elektrycznych, ani prądu. To akurat najmniejszy problem. Pozna on bowiem grupkę lokatorów, których tyczy się zapis w testamencie. Licho jest słodkim aniołem-stróżem z manią sprzątania i alergią na pierze. Szczęsny to zjawa, powstały z grobu romantyczny panicz, który popełnił kiedyś samobójstwo jak przygnieciony Weltschmerzem Werter. W wolnych chwilach ten dożywotniak dzierga, smaży konfitury i pisze poematy o miłości romantycznej. Jest też kraken Krakers, który zagnieździł się w piwnicy i tam oddaje się swojej kuchennej pasji. Trudno również nie wspomnieć o kocicy Zmorze, która uwielbia spać na Konradzie.

Ta wesoła gromadka będzie musiała zmierzyć się z problemami, które siłą wedrą się do Lichotki: z grupą fanatyków, białym królikiem, agentką literacką i kilkoma innymi. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, by nie psuć nikomu zabawy.
Bo zabawa będzie przednia. Dzięki tej książce udało mi się przebiedować bez szwanku przedłużające się okienko i bez ziewania przesiedzieć wyjątkowo nudny wykład. No dobrze, kilka razy powstrzymywałam się przed wybuchem śmiechu, co każe mi Was ostrzec: to nie jest książka, przy której będziecie cicho. Po prostu się nie da. Zażycie grozi wyrysowaniem obłędnego banana na twarzy.

Miłośników literatury ubawią również liczne nawiązania do dokonań poetów z okresu romantyzmu. Szczęsny co rusz kreśli swoje poematy o miłości cudownej i romantycznej, o pokrewieństwie dusz i zbliżonych temu zagadnieniach. Również Licho ciekawie żartuje, gdy ktoś nieproszony pyta o Konrada - jest przecież Wallenrod. W ziemię wgniotła mnie także refleksja na temat prawdopodobnego losu romantycznego poety dzisiaj:

Współcześnie nawet Mickiewicz musiałby kręcić kiepskie filmiki autopromocyjne i rzucać je gdzie popadnie w sieci, coby się wybić, a wstęp do „Ballad i romansów” zapewne zamieściłby na swoim blogasku. Dostawałby słitaśne komcie, a jakiś palant o przeroście ambicji bądź pragnienia intelektu krytykowałby go za to, że pisze ballady zamiast haiku.

Brakowało mi niestety ilustracji w tej książce. Na wewnętrznej stronie okładki znajduje się szara wersja Konrada u progu Lichotki, poza tym zdjęcie autorki i... nic. W trakcie lektury pomyślałam, że "Dożywocie" ciekawie by się prezentowało jako komiks, o ile zabrałby się za nie doświadczony rysownik. Wśród moich faworytów jest Kasia Babis, rysowniczka odpowiedzialna za graficzną stronę "Tequili" z Wydawnictwa Dobre Historie, czy ilustracje do "Nomen Omen" - drugiej książki Marty Kisiel.

Gdybym powiedziała, że ubawiłam się przy tej książce, z pewnością powiedziałabym za mało. Zakochałam się, gdzieś na marginesie notatnika zaczęłam gryzmolić aniołki w papuciach i koszulkach z Garfieldem. Po prostu się zakochawszy, własnego egzemplarza mocniej zapragnąwszy. Jednym uchem złapałam plotkę, że być może kiedyś książka wyjdzie pod innym szyldem. Jeśli tak się stanie, kupuję w dniu premiery. A tymczasem czekam na "Dożywocie 2", które planowane jest na początek przyszłego roku. Będzie się działo.

Dożywocie

autor: Marta Kisiel
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 2010
seria: Asy Polskiej Fantastyki

moja ocena: 5/5

******
Tekst bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę.

4 komentarze:

  1. Lektura wydaje się dość nietypowa - polska fantastyka to dość specyficzna działka literatury, w której nieodłącznym elementem jest humor. Dziwne, że skoro książka cieszy się taką popularnością na wszelakich aukcjach, Fabryka Słów nie decyduje się na kolejne wydanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby jest ebook, ale 20 zł poświęciłabym raczej na wersję papierową. Osobiście polecam, bo książka jest warta poznania.

      Usuń
  2. Mara Kisiel nadal przede mną. Trudno. Poczekam, ale za jakiś czas przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Did you consider picking the most recommended Bitcoin exchange company - YoBit.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.