wtorek, 10 czerwca 2014

Goniąc cienie - kryminał na lato

Marta Bilewicz to pochodząca z Warszawy, obecnie mieszkająca w Gdańsku autorka książek. Na fanpage'u akcji Polacy nie Gęsi i Swoich Autorów Mają. chwali się, że wydała już trzy książki, kolejne dwie są już gotowe do publikacji oraz trwa praca nad następnymi. Podziwiam tę pracowitość. Marta Bilewicz debiutowała w 2000 roku książką pod tytułem "Tajemnica skarabeusza", kryminału, gdzie przenikają się realia Los Angeles i Egiptu. Autorka wspomina, że nie jest zbytnio zadowolona z tego wydania - tekst został zmieniony, napisano nowe zakończenie.
W 2012 roku ukazała się jej druga powieść - "Zdążyć przed świtem". Na jej kartach agent specjalny DEA Gareth Brown z San Francisco wyrusza do Japonii, by odbić jeńców. Misja nie będzie jednak prosta. Trzecią publikacją jest przedstawiane Wam dziś "Goniąc cienie", trzeci kryminał spod pióra autorki.

Chicago. Lucas Scarlett (Luke, Lucky), były policjant, który przez brutalne potraktowanie w sądzie gwałciciela małych dziewczynek musiał rozstać się z pracą, prowadzi wraz z przyjaciółką Laurą i jej chłopakiem Tomem, dawnym funkcjonariuszem FBI, agencję detektywistyczną Falcon.

   Interes kwitnie od około dziesięciu lat, grupa detektywów odnosi pasmo sukcesów i zdobywa uznanie ogromnej grupy zadowolonych klientów.
Tamtego razu Luke miał randkę z piękną i kształtną kobietą około trzydziestki. Nie łudził się, że będzie tą jedyną. Chciał się tylko zabawić przez noc, po czym zapomnieć. Jak zawsze. Tylko że tym razem było inaczej, do mężczyzny zadzwonił Tom z wiadomością, że wreszcie coś może ruszyć w sprawie, która ciągnęła się już od dłuższego czasu, nareszcie mogli złapać złodzieja drogiej biżuterii.
W trakcie obserwacji antykwariatu trafiają na Laurę. Okazuje się, że dziewczyna dostała cynk, że tutaj ma znajdować się zaginiona kopia "Wenus z Urbino" Tycjana.

Malowidło spod pędzla Tiziano Veccelliego powstało dla przyszłego księcia Urbino - Guidobaldo della Rovere w 1538 roku. Obraz w XVII wieku przeszedł w posiadanie rodu Medyceuszy, by w XVIII wieku znaleźć się we florenckiej Galerii Uffizi. Marta Bilewicz wokół tego dzieła usnuła legendę, że zauroczony pięknem swej pracy Tycjan postanowił stworzyć wierną kopię obrazu, która od wieków rozpala emocje kolekcjonerów sztuki i jest przedmiotem gorących poszukiwań.
No właśnie, teraz podobno pojawiła się w Chicago. Zawisła na ścianie jednego z antykwariatów. Pech chciał, że tego samego, który obserwują Lucky i Tom.
Wenus z Urbino. Źródło: Wikipedia
Po wejściu do środka okazuje się jednak, że niestety nie wszystko idzie po ich myśli. Antykwariusz nie żyje, zginął od strzału w tył głowy. Thomas wyszedł zawiadomić policję. Targnięty jakimś dziwnym impulsem Lucas wyszedł chwilę za przyjacielem, by znaleźć go przy samochodzie w kałuży krwi.
Niespodziewanie na miejscu zdarzenia pojawia się piękna kobieta z burzą ognistorudych loków i oferuje swoją pomoc przy ocaleniu rannego Toma. Wybawicielka przedstawia się Lucasowi jako Chelsea i zabiera mężczyzn do swojego domu.
Luke odkrywa, że z pozoru przypadkowa wybawczyni skrywa przed nimi sekret. Kim jest mężczyzna, który telefonuje do samotnej kobiety po nocach? Co łączy tajemniczą Chelsea z wydarzeniami, w które załoga Falcona już była wplątana wcześniej?

W "Goniąc cienie" uwagę przykuwa kreacja dwójki głównych bohaterów: Lucasa i Chelsea. Luke to około trzydziestoletni kawaler, dziecko ulicy o mrocznej przeszłości, które dało radę odbić się od dna i wyjść na ludzi. W jego wspomnieniach przewija się pies Artie, jego jedyny przyjaciel z ciężkiego okresu dorastania. Obecnie, choć ma dwójkę oddanych przyjaciół, wciąż jest samotny. Nie potrafi zbudować trwałego związku, liczy się tylko zabawa i seks z przygodnymi partnerkami, których i tak nie zapamięta. Bo po co? Laura twierdzi, że Lucky jeszcze nie poznał odpowiedniej kobiety.
Drugą bohaterką goniącą tytułowe cienie jest Chelsea Campion, samotna kobieta około trzydziestki mieszkająca w Crystal Lake. Regularnie dzwoni do niej tajemniczy stalker, który dyszy do słuchawki. Niedługo Lucky ma się przekonać, że Chelsea nie jest kobietą, za którą się podaje. Wciąż ukrywa się przed cieniami przeszłości, które wyciągają po nią złowrogie łapy. Czy będzie w stanie stawić im czoła? Czy może liczyć na pomoc grupy detektywów?

"Goniąc cienie" to trzecia powieść Marty Bilewicz na rynku, a zarazem pierwsza spod szyldu Warszawskiej Firmy Wydawniczej. Gdy po raz pierwszy wzięłam ją do ręki i zważyłam w dłoni, coś mi nie pasowało. Książka jest około dwa centymetry szersza od tych, do których przywykłam, jednak w trakcie czytania nie przysparzało mi to problemów. Przy pierwszym wejrzeniu zachwyciła mnie okładka - tajemnicza, wręcz oniryczna, urzekająca mieszanką zieleni i złota. Wręcz magiczna. W moim odczuciu świetnie wyglądałaby jako ilustracja tytułowa książki fantasy lub - nieco przyciemniona - opowieści o nawiedzonym domu. Według mnie lepiej wyglądałaby panorama Chicago, gdzie mieści się agencja Falcon lub zdjęcie biurka, na którym porozrzucane są przeróżne notatki i zdjęcia. Taka moja mała wizja artystyczna.
W wydaniu ukryły się chochliki. Zdarzały się literówki, czy powtórzenia, ale na szczęście nie przeszkadzało to za mocno w trakcie lektury książki.

W trakcie czytania udzielił mi się wakacyjny nastrój. Z niemałym zaciekawieniem i ogromną radością podróżowałam z bohaterami najpierw po Stanach Zjednoczonych, by wreszcie znaleźć się w Meksyku na jednej z dzikich plaż, poczuć na skórze żar słońca i w ustach sól. Za sprawą tej książki przeżyłam małą przygodę, w trakcie której nie mogłam powstrzymać się od nucenia wakacyjnego przeboju sprzed lat. Udzielił mi się nastrój nadchodzących wakacji, wyczekiwanego nieróbstwa i odpoczynku, na który warto zabrać "Goniąc cienie". Jest to bowiem książka idealnie wpasowująca się w letni wypoczynek: zawiera płomienny romans okraszony dynamiczną akcją, a autorka bardzo sprytnie i pomysłowo splata losy swoich bohaterów, przez co ciężko się oderwać od lektury. Komu polecić? Myślę, że każdemu, kogo zainteresowałam swoim tekstem. Sama natomiast zamierzam przetestować działanie "Goniąc cienie" na mamie, rodzinnej specjalistce do spraw romansu i tajemnicy.

Nostalgicznie postanowiłam podzielić się z Wami tym "wakacyjnym przebojem", który mruczałam od jakiegoś czasu.



Goniąc cienie

autor: Marta Bilewicz
wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
data wydania: 2014
cena okładkowa: 28 zł

moja ocena: 3,5/5


Za możliwość przeczytania książki dziękuję akcji:
oraz autorce:

3 komentarze:

  1. Lubię kryminały, jednak rzadko sięgam po te z rodzimego podwórka. Jeśli znajdę w bibliotece dam mu szansę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem nieźle zapowiada się ta książka :D Jak tylko gdzieś ją dorwę, to na pewno przeczytam! Pozdrawiam i zapraszam również do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa opinia o książce :) Od czasu do czasu lubię poczytać takie książki :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.