sobota, 21 czerwca 2014

Pozytywnie nieobliczalni - o wyścigu szczurów

"Pozytywnie nieobliczalni" to pierwsza powieść Marcina Brzostowskiego, która ukazała się na rynku. Wersja papierowa jest już praktyczne niedostępna w ogólnym obiegu, dlatego w tym roku za sprawą wydawnictwa e-bookowo tekst pojawił się w formie elektronicznej.

Warszawa. Czasy całkiem współczesne, choć z pewnością nie rok 2014. Linia, którą bohater dojeżdżał na przystanek Uniwersytet już tamtędy nie kursuje. Wciąż jednak da się zaobserwować eksodus w stronę ościennych dzielnic. Tak, pozdrawiam z Białołęki. I oczywiście, ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony blisko natury, spokojnie i rodzinnie, z drugiej daleko i już na pętli ciężko rano o miejsce siedzące w autobusie.

Rafał Marlon, młody prawnik pracujący w kancelarii wraca właśnie do domu po wieczorze spędzonym z kumplem, którego dzień wcześniej wyrzucono z pracy. Tej samej, do której uczęszcza Marlon. Oczywiście Robert Świąc nie może puścić pary z ust, że stracił robotę. Przynajmniej teraz, kiedy nie jest zbyt gadatliwy, by ująć to dyplomatycznie. Kiedyś jednak wydać się musi. Przecież od pieniędzy zależy, czy jego Gośka, kobieta wiernie czekająca na powrót swego mężczyzny, zostanie na studiach medycznych.
Dlatego też Marlon odstawia kumpla do jego domu na Żoliborzu, po czym sam łapie tramwaj w kierunku Centrum i wraca do siebie.
W kancelarii zapowiadają się poważne zmiany. Poprzedni przełożony Roberta i Rafała został zwolniony, a Marlon przechodzi pod jurysdykcję pani mecenas Owczarz, kobiety mającej przerost formy nad treścią, lubującej się w wyścigu szczurów, chcącej pozostawić wszystkich w tyle. Dlatego też z dokładnością co do sekundy sprawdza punktualność swoich pracowników. Wyznacza im ambitne, niemal niemożliwe do wykonania cele, wymaga pełnego zaangażowania. Rzeczywistość niemalże korporacyjna. Poświęć się dla pracy, zapomnij kim jesteś, tylko biegnij. I wygryź innych. Jak może być inaczej?


Nie po to urodziłeś się
By z góry patrzeć na tłum szary
Jesteś niewielkim elementem
Z numerem w aktach zapisanym 
(KSU: Pod prąd)

Jest zatem Marlon jako element układanki. Czytelnik poznaje również drugą twarz bohatera: kumpla przejmującego się losem przyjaciół, autora tekstów osiedlowej kapeli, obiekt pożądania sąsiadki. Wizja normalnego faceta, który żyje zamiast egzystować. Jak każdy ma on swoje nawyki, przekonania i dziwnostki. Czasem pije na umór, ma kaca, ale wciąż pamięta o ludziach, którzy są wokół niego.

Wczoraj na czacie autor napisał, że prawnicy są nudziarzami. Nie sądzę. To ludzie, którzy tak samo jak inne grupy zawodowe lubią się zabawić i odstresować. Jak wielu innych są trybikami wielkiej maszyny i jak pracowite mrówki muszą wykonywać swoje obowiązki. Nie wiem, czy około dziesięć lat temu, gdy książka po raz pierwszy ukazała się na rynku, sytuacja pracowników korporacji wyglądała w ten sposób. Wychowałam się w małym mieście, gdzie funkcjonowała jedna duża firma, w której pracowała moja mama. Świat wydawał mi się wtedy spokojny, mama zostawała po godzinach wyłącznie w trakcie kampanii wiosną i jesienią lub przynosiła tony wydruków do domu. Teraz też tak się dzieje, tylko że wykonuje przynajmniej dwa razy tyle obowiązków. Ot, życie.

Urzekła mnie okładka tej powieści. Ewidentnie została ona wykonana w programie graficznym, co z reguły sprawia, że trzymam się na dystans. Z reguły nie pociąga mnie ta estetyka, tylko że tym razem dobór kolorów sprawił, że odnalazłam w tej grafice coś, co mnie urzekło. Uśmiechnięci, pozbawieni twarze panowie w garniturach, którzy gotowi są coś sprzedać każdemu. Byleby tylko wyrobić normę. Byleby dosięgnąć szczytu odwróconej piramidy wartości.

Nie nudziłam się w trakcie lektury tej książki. Zarwałam dla niej kawałek nocy i nie zasnęłam, co według mnie jest nie lada argumentem. Cały czas zastanawiałam się, czy Marlon, do którego poczułam sympatię od początku, zaskoczy mnie swoją pozytywną nieobliczalnością. Podobało mi się, że wciąż pozostawał człowiekiem, choć nieświadomie dołączał się do wyścigu szczurów, chociażby załatwiając sobie dostęp do CV nowej współpracowniczki. I czy pozostanie sobą, czy też podda się machinie? Nie zdradzę, przeczytajcie sami.

Pozytywnie nieobliczalni

autor: Marcin Brzostowski
wydawnictwo: ebookowo
data wydania: 2014 (pierwsze wydanie 2002)

moja ocena: 3,5/5

Za egzemplarz dziękuję Autorowi oraz administracji akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają.


8 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa tej książki, którą zresztą mam, tylko czeka na swoja kolei, jak wiele innych pozycji :) Firma, w której pracowałam wiele lat z biegiem czasu stała się takim torem wyścigowym dla szczurów. Nie wspominam najlepiej szczególnie ostatniego roku w tej pracy, gdyby nie niektórzy ludzie, z którymi pracowałam pewnie bym wcześniej rzuciła pracę. A przez pierwsze lata było tak dobrze, tak po ludzku, przyjacielsko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego wyścigu i próby wygryzienia ze "stołka" doświadczyłam we Włoszech w pracy. Zastanawiałam się skąd w ludziach tyle zawiści i parcia na szkło, przecież praca mało ambitna, nierozwojowa, ale niektórzy chyba po prostu musieli. Bo więcej godzin, bo paradowanie przed Włochami, bo może któraś jakiegoś przystojnego mechanika wyrwie i będzie "la donna di casa". Nie wiem, ja po prostu jestem zrzęda starej daty.

      Usuń
    2. Tak, masz rację! Ludzie dostają szczurzego bzika także tam, gdzie ten wyścig nie ma najmniejszego sensu, bo nie osiągną Bóg wie jakich szczytów, nie czekają ich oszałamiające zaszczy

      Usuń
  2. Posiadam również wersję e-book także będę okazję wyrobić sobie własne zdanie.
    Ps. W tytule postu zjadłaś literkę b, wyszło nieoliczalni ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam niestety po czasie. No cóż, dziękuję za zwrócenie uwagi.

      Usuń
  3. Lubię takie książki :)) ogółem lubię "czuć" książkę, ale zastanawiam się ostatnio czy nie przekonać się do e-book'ów :)) dużo moich znajomych już się na nie przestawiło a ja nadal lubię szeleszczący papier :p

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm akurat szukalam ciekawych ksiazek - moze skorzystam.
    a co do Twojego komentarza u mnie to nie, nie chce rysowac profesjonalnie, robie to tylko jak mi sie nudzi :)
    dorey-doorey.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Interesująca pozycja. Niezmiernie mnie zaintrygowałaś swoją recenzją. Muszę się rozejrzeć za tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.