środa, 30 lipca 2014

Miasteczko Nonstead - bo każdy ma swoje koszmary

Są takie miejsca, gdzie złe moce i targające ludźmi koszmary przybierają na sile. Wielu twierdzi, że są to wejścia do Piekła. Niektórzy nawet starają się je odwiedzać, by przeżyć jakiś trans, wizytę nadprzyrodzonego ducha.

Jednym z takich nadnaturalnych miejsc jest Nonstead, miasteczko położone gdzieś w Ameryce, choć tak naprawdę mogłoby znajdować się gdziekolwiek indziej. Założona przez przybyszy z północnej Europy osada od lat jest miejscem ludzkich dramatów, w których swoje palce maczają istoty spoza świata postrzeganego ludzkimi zmysłami. To właśnie tutaj malutka dziewczynka może rozmawiać przez sen z istotą o dziwnym głosie, do kapłana może dzwonić sam diabeł, mieszkaniec może bać się stłuc pewnego okna, by nie wpuścić demona, a drwal drży na myśl o legendarnym czarnym psie - demonie mającym swoim pojawieniem zwiastować rychłą śmierć. Każde z nich zostało dotknięte przez tajemnicze Zło.

Właśnie do tego miasteczka zmierza Nathan, debiutant, którego książka stała się mroczną legendą. Zbiór opowiadań "Szepty" popchnął jednego z czytelników do samobójstwa, a któryś z krytyków nazwał książkę Nathana "wypluwką Szatana". Bardzo poetyckie określenie. Muszę zapamiętać.
Mężczyzna wyrusza do Nonstead ukrywając się pod fałszywym nazwiskiem Wayne Wobson. Jednak pech chciał, że 6 mil przed celem podróży wypożyczony samochód łapie gumę. Bohaterowi z pomocą przychodzi drwal Skinner. Dzięki temu bohaterowi udaje się dostać do miasteczka, gdzie jakiś czas wcześniej spędził magiczne chwile ze swoją dziewczyną. Niestety później kobieta znikła.
Nieopodal przywołującego miłe wspomnienia motelu Nathan powoduje stłuczkę samochodową. Nie wie jeszcze, że za pośrednictwem Anny Craig, matki dziewczynki rozmawiającej z demonem przez sen, Nonstead wyciągnie po niego swoje złowrogie macki. Od teraz bohater nie będzie miał już czasu na rozpamiętywanie przeszłości i odpoczynek po głośnym debiucie. W jego rękach spocznie odpowiedzialność za rozwikłanie zagadki przeklętego miasteczka Nonstead.

Z pewnością nie raz i nie dwa razy wspominałam, że lubię czytać książki Marcina Mortki. Gdy tylko zachodzi taka możliwość, łapię każdą jego książkę jak młody pelikan i albo walczę z wikingami o stary porządek świata, albo zaśmiewam się do łez czytając o losach piratów, albo daję się porwać urokowi miłego wikinga Tappiego i jego przyjaciela Chichotka, albo odczuwam na grzbiecie dreszcze, gdy czytam horrory w jego wykonaniu. Poprzednio, przy "Domu pod pękniętym niebem" mało brakowało, a zeszłabym z tego padołu łez, gdy w cichym, śpiącym domu nagle otworzyły się drzwi z głośnym trzaskiem. Po prostu w książkach Marcina jest coś, co mnie urzeka. Pochwyciło mnie to przy trylogii "Miecz i kwiaty" i trzyma do dziś.
W "Miasteczku Nonstead", w przeciwieństwie do "Domu pod pękniętym niebem", bohaterowie nie stawiają czoła mutantom, które pojawiły się na ziemi z nie wiadomo jakiej przyczyny. Tym razem przeciwnikiem jest strach. Ten prawdziwy, głęboki, silny. Każdy ma swojego "mola zakrytego", który go gryzie i doprowadza na granicę obłędu.

Równolegle do głównej narracji prowadzona jest rozmowa na forum, gdzie użytkownicy zwierzają się sobie nawzajem ze swoich najbardziej ekstremalnych przeżyć. Doradzają sobie nawzajem i chociaż kojarzą swoje elektroniczne wcielenia, nie znają się w prawdziwym życiu. Każde z nich pisze w swoim indywidualnym stylu. Jeden użytkownik nawet nasadził takich literówek, że nie miałam wątpliwości, że to celowy zabieg (w przeciwnym razie już bym miała zagwozdkę). Nad wszystkim pieczę sprawuje tajemniczy admin, który przedstawia czytelnikowi poszczególnego bohatera, wprowadza go na scenę. Świetny zabieg.

"Miasteczko Nonstead" zabrałam ze sobą w podróż do domu. Szkoda tracić prawie cztery godziny na gapieniu się w tę samą okolicę, co ostatnim razem. Zazwyczaj i tak się oglądam, by zauważyć gdzie teraz się znajduję, jednak tym razem po prostu nie mogłam. Musiałam poznać historię Nathana i razem z nim dociekać co też kryje się za tajemniczymi przypadkami w Nonstead. Strona goniła stronę, a rozdział rozdział. Nie sposób było odłożyć książki na miejsce, bo autor trzymał mnie w napięciu do samego końca.

Przyznam się, że po "Miasteczku..." i rekomendacjach znajomych oczekiwałam, że będzie nieco straszniejsze. Owszem, autor bardzo profesjonalnie i szczegółowo opisał przeróżne oblicza strachu, przerażenia i, hmmm, manii prześladowczej, co mnie przekonywało, ale nie przeraziło. Chyba zaczynam lawirować w kierunku bardziej ekstremalnych odmian horroru...

Mimo iż "Miasteczko Nonstead" nie przestraszyło mnie tak mocno, jak oczekiwałam, i tak polecam się z nim zapoznać. To kawał świetnej literatury, który nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Kolejny powód, by "uMortkowić" biblioteczkę i przy najbliższej okazji wyłudzić dedykację (znowu) od "wielce znużonego autora", jak żartobliwie podpisał mi "Nonstead" sam Marcin.

Miasteczko Nonstead

autor: Marcin Mortka
wydawnictwo: Fabryka Słów
seria wydawnicza: fabryka strachu
oprawa: twarda
cena katalogowa: 34,99
data wydania: 2012

moja ocena: 3,5/5

Tekst bierze udział w wyzwaniach:
- czytam fantastykę,
- historia z trupem.

2 komentarze:

  1. Już je zaczynałam i coś mnie zraziło. Nie pamiętam już dokładnie co, ale jak odłożyłam, tak leży do dziś... Tutaj też widzę, że nota nie za wysoka. Może jeszcze wrócę, szkoda by było tak zostawić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam już wiele dobrego na temat utworów tego autora...

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.