niedziela, 6 lipca 2014

Płacz wilka - o nieoczekiwanym spadku

Zdarza się czasem, że otrzymamy niespodziewany spadek od osoby, o której istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Czasem to bogata ciocia z Ameryki, czasem samotny wujek, który dokonał swych dni w tęsknocie za jedynym krewnym i teraz może dać temu wyraz przekazując niczego nieświadomej osobie fortunę.

Rozmarzyliśmy się? No to proponuję brutalny powrót do rzeczywistości. Czyżby strach gościł na Twej twarzy, Drogi Czytelniku? Nie bój się, opowiem dziś Ci o pewnej książce, która niedługo będzie dostępna szerokiemu gronu odbiorców. Panie i Panowie, bądź Panowie i Panie (jestem zwolenniczką równości, ale o tym może kiedy indziej), przedstawiam Wam książkę "Płacz wilka" autorstwa Ewy Formelli, autorki mającej na koncie już pięć publikacji.
Poznajcie Hannę Sztok, studentkę, która pewnego pięknego dnia po powrocie z uczelni otrzymuje od gospodyni wynajmowanej przez nią stancji list polecony. Okazuje się, że dziewczyna odziedziczyła po swoim zmarłym ojcu pół posiadłości na Warmii. Pół, ponieważ drugim właścicielem jest jej przyrodni brat Marcel Boyer, Francuz o polskich korzeniach. Z nim jednak nie ma wciąż kontaktu i nie wiadomo jakie postanowienia poweźmie mężczyzna wobec swojej części spadku.

Hania wyrusza zatem do Olsztyna, by tam się przesiąść i wyruszyć na poszukiwanie swojej nowej własności, pierwszej rzeczy, którą ma dla siebie. W trakcie podróży dziewczyna nie spodziewa się, że wraz z domem otrzyma w spadku także jego lokatorów - gromadę "wykolejeńców", jak pewnie nazwałoby ich wielu. To ludzie, których doświadczył okrutnie los, a jednak mieli tyle szczęścia, że trafili pod opiekuńcze skrzydła Andrzeja. Pozbawiona managera śpiewaczka, ofiara damskiego boksera, zmuszana do prostytucji Ukrainka i jej dwóch synów, młode małżeństwo odtrącone przez rodziców z powodu niskiego statusu społecznego małżonki, niespokojny artysta oraz dawny przyjaciel ze szkoły morskiej. Ich losy w dziwny sposób przecięły się z ojcem Hanny, o czym dziewczyna dowiaduje się z opowieści każdego z nich. Właśnie na podstawie zasłyszanych od mieszkańców historii buduje sobie obraz ojca, którego nigdy nie dane było jej poznać przez samolubne działania matki.

Pani Ewa miała ciekawy pomysł na stworzenie historii. Pozorna idylla, jaką może jawić się tajemniczy domek na Warmii, ma swoje skazy. Każdy z bohaterów ma swoją smutną historię, którą autorka pozwala poznać czytelnikom. Bohaterowie niczym aktorzy ze starych teatralnych sztuk wychodzą na scenę i recytują swoje kwestie, po czym odsuwają się na dalszy plan.
Niestety jednak nie przypadł mi do gustu sposób, w jaki zostało to wykonane. Rzuciło mi się w oczy, że autorka posiada naprawdę ogromną wiedzę na temat systemów religijnych i wierzeń oraz ich historii. Daje się to odczuć, gdy Hanna słucha opowieści o kapliczkach na Warmii, czy też o Siwie, jednym z bóstw hinduizmu. Tylko że odniosłam wrażenie, że wiedza ta została czytelnikowi przekazana nienaturalnie, tak po belfersku, zbyt dydaktycznie. Szczególnie ubodło mnie to przy wspomnianych wcześniej kapliczkach. Zmierzająca do swojego nowego domu Hania zapytała starszego pana o drogę. Normalny człowiek oczekiwałby prostego wskazania - "tu pójdziesz, tu skręcisz, ale jest skrót". Właśnie, skrót. A nie wykład o historii kapliczek, a także rozważania o ich roli w wiejskich społecznościach, polane refleksją, że coraz mniej krzyży. Nie tego oczekiwałam.

 Główna bohaterka wzbudzała moje emocje. Z początku odczuwałam do niej sympatię - studentka, co lubi placki. Kto nie lubi? Później jednak zaczęły się moje zastrzeżenia. Hannie w dzieciństwie matka śpiewała "The house of the rising sun" zespołu Animals. Piękny kawałek, jeden z moich ulubionych. Aż pozwolę sobie go wrzucić:


Powróćmy zatem do Hanny. Dziewczyna drepta sobie szlakiem wskazanym przez dobrotliwego dziadunia i nagle słyszy ukochany przebój. Okazuje się, że na gitarze gra młody chłopak siedzący z dziewczyną. I co robi Hania? Staje przy parze i tłumaczy tekst piosenki na polski. Dlaczego? Po co? Nie wiem. Gitarzysta zwątpił i zagrał dalej, ale ja pozbyłabym się natrętki inaczej. Po prostu niektórych rzeczy się nie zakłóca, a tekstów się nie tłumaczy. Lepiej brzmi "Alles aus Liebe" Die Toten Hosen niż "A wszystko to..." Ich Troje. Rozumiem, że niektórzy akurat mogą uczyć się języka obcego, ale w dobie komputerów, tabletów oraz tej minionej należącej do słowników papierowych każdy, ale to każdy, bez problemu odnajdzie interesujące go tłumaczenie. Albo zrobi sam.


Wiktor, przyjaciel z czasów szkolnych ojca Hanny, nie dzieli się z dziewczyną całą swoją opowieścią tak od razu. Czytelnik ma okazję poznać ją z perspektywy wspomnień, zanurza się w myślach starszego pana. Naszła mnie refleksja, że jego wspomnienia, skoro każdy opowiadał o sobie osobiście, lepiej wyglądałyby w pierwszej osobie liczby pojedynczej, nie w trzeciej. I bez "dwoje" ze strony 28, co tyczyło się dwóch mężczyzn.

Nie ukrywam, książka mi nie podeszła. Szkoda, bo robiłam do niej kilka podejść i wciąż zgrzytało. Nie polubiłam Hanny i nie sądzę, bym miała zapałać do niej sympatią.
Pierwsze spotkanie z prozą pani Formelli skończyło się średnio. Nie wykluczam, że być może jeszcze sięgnę po teksty tej autorki, ale do "Płaczu wilka" nie sięgnę. Możliwe, że tekst spodoba się innym, do mnie niestety nie trafił.

Płacz wilka

autor: Ewa Formella
wydawnictwo: RW2010
data wydania: 2014

moja ocena: 2/5

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce oraz administracji akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają.


3 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie miejscem.. Warmia to akurat moje rodzinne strony. I tytułem też. Ale skoro całość wypadła tak kiepsko, chyba nie będę zawracać sobie nią głowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, są gusta i guściki, nie każdemu musi się podobać. Dziękuję jednak za szczerość, przyznam, że pierwszy raz przeczytałam negatywną opinię o którejś z moich książek, ale pewnie nie ostatnią. Mam jednak nadzieję, że kiedyś uda się przeczytać inną moją książkę, może okaże się lepsza :) Co do strony 28, to do druku poszedł tekst poprawiony, (na szczęście) nie wiem dlaczego wysłałam do PNGiSAM zły tekst, ale trudno (musztarda po obiedzie).

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.