poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Hasło brzmi: Sailor V!, tom 3 - mówisz b, powiedz c...

Popularne porzekadło mówi, że jeśli wykrzyczysz radośnie literkę "A", niech idzie za nią od razu "B". Tak też uczyniłam, pozostawiając sobie miejsce na "C", o którym wolałam nie myśleć przez naprawdę długi czas. Już dwa poprzednie tomy "Hasło brzmi: Sailor V!" przekonały mnie do tego, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Perspektywa zmienia się przez ponad dekadę, choć naiwnie myślałam, że coś, co pokochałam dawno temu, teraz również zapewni mi mnóstwo rozrywki. I nie mówimy tu o rozrywce typu "kiedy ci nareszcie smutno, chcesz rozerwać się troszeczkę, wsadź se granat między nogi, wyciągnij zawleczkę" (cytuję z "Morskich opowieści" w wersji hard, polecam do nich zajrzeć). Nie, tutaj mówimy o porywach duszy, wzruszeniu, śmiechu, niemożliwości oderwania się od lektury przed ostatnią stroną.

No i właśnie się nie udało. Do ostatniego tomu "Hasło brzmi: Sailor V!" podchodziłam kilkakrotnie. W dniu dzisiejszym, czternastego sierpnia dwa tysiące czternastego roku, byłam gotowa sprawdzić jak daleko ten komiks uleci, gdy puści się go przez okno. Po prostu nerwy mi puściły, zestresowałam się, choć ostatnio stosuję filozofię "Always look on the bright side of life". Wkurzyłam się, żeby ująć rzecz delikatnie. A dlaczego? Zapraszam, lecz ostrzegam, że choć staram się pisać ten tekst na chłodno, może kipieć od emocji.

Tak więc witamy w radosnej krainie zwanej Japonią. To właśnie od tego państwa podbój świata rozpoczynają siły zła, którym na imię MiauMiau, HauHau, BzykBzyk (bez skojarzeń proszę), Mika Mikki (nie, nie Myszka Miki, tylko babka w jednoczęściowym stroju kąpielowym z dziwnym turbanem na głowie), Lin Lin i wielki Danburyt, który ma rozwarstwienie jaźni. Ich szyki, bo jakby inaczej, pokrzyżuje dzielna wojowniczka walcząca o miłość i sprawiedliwość, ubrana w marynarski mundurek Sailor V, prywatnie Minako Aino. Jednak gdyby rzeczywiście los ludzkości zależał od tej pustej, zadufanej w sobie pannicy, która ma wieczną cieczkę i goni za każdym napotkanym chłopakiem, nasza planeta bardzo szybko przestałaby istnieć. Minako jak zwykle ma 13 lat i jak zwykle pcha się wszędzie. Jest najlepsza w sporcie, śpiewa, walczy ku chwale centrum handlowego, rysuje komiksy i stawia pierwsze kroki w aktorstwie. Tak, jedna osoba. Żeby jeszcze podawała tosty z bekonem, byłoby full-serwis. Do tego nawet oddaje krew "dla soku", bo moc wojowniczki pozwala jej się zmienić w każdego, w kogo zechce. I gdyby udało jej się uciec, z pewnością nie zaangażowałaby się w zbiórkę pieniędzy dla biednych. Ot, mała gimbazjalistka.

By przeczytać ostatni tom "Hasło brzmi: Sailor V!" chowałam się niemal po krzakach. Istna partyzantka, atakował gender. Tak, bardzo mocno przymrużam oko. Najpierw kotopodobna suczka okazała się facetem (a już miała zakwitnąć kocio-psia miłość międzygatunkowa). Nie wiem, czy jej właścicielka nie zna metody "zajrzyj pod ogon, to się dowiesz". Widocznie tak ją komiksy pochłonęły, że kobieta popłynęła jak kawiarenki, na na na... Drugim przykładem, a jakże, jest przystojny lekarz Bzykbzyk (nie śmiejcie się z tego tak głośno jak ja, proszę Was), który okazuje się biuściastą komarzycą w stroju przypominającym jakieś dziwne porno parodie KISS. Już nie powiem, że Mina oczywiście miała ochotę na "zabawę w doktora". Tak, ma 13 lat. Tak, jest łatwa. Tak, jestem świadoma hejtu, który jest możliwy po publikacji tego tekstu.
Poza tym pani Naoko wciąż jest niekonsekwentna (pominę, że mówi o sobie w trzeciej osobie liczby pojedynczej, co według mnie już jest powodem do niepokoju) - Minako lata w jakiejkolwiek przybranej formie (gender samuraj wywołuje największe fale śmiechu), potem na chwilę przeskakuje w swój szkolny mundurek, by wykrzyczeć formułkę z "Mocy transformacji, tratatata", zmienić się w Sailor V i uraczyć wroga jakże łzawą przemową, przy której aż chciałoby się ją potraktować jak Indiana Jones jednego szermierza. Dla przypomnienia:

 

Zatem historia do mnie nie trafiła. Jak ze sposobem podania? Też niekoniecznie. Pominę, że fragmenty stron są pourywane, prawdopodobnie komiks został źle przygotowany do druku. Raziła mnie jeszcze inna rzecz. Tak, korekta i redakcja. Zaczęło się niewinnie, o "pół do dziewiątej" na pierwszej stronie komiksu. Jest to forma mi obca, ale wedle PWN poprawna, ale pod warunkiem, że jesteś snobem. Więc albo literówka, albo powód, by nie lubić Minako już na starcie. Następnie Artemis wypowiada się jak bohaterka mu "dokucza" - między innymi wypomina pierwszą scenę pierwszego tomu, w której na nim wylądowała przypadkiem, gdy się popisywała (że go nie rozprasowała po podłożu, cuda jednak się zdarzają). Tak trochę nielogicznie. Dokuczanie jest działaniem celowym. Następne "wow", czyli "zmiany na nowe". Cóż, zmiany, o ile nikt tego nie zaakcentuje jako powrót do czegoś, z natury są "na nowe". Czyli po co to akcentować do przesady?
Ale to nie wszystko: "Ale sensei musi być szczęśliwa lubiąc ogrom!", czyli owa sensei (w tym wypadku rysowniczka komiksów) jest szczęśliwa lubiąc ogrom, bo mieszka w wielkim domu, wróóóóóć, "willi na uboczy". Tak, nie śmiej się, "podelcu" (nie znałam wcześniej takiego słowa, edytor tekstu też. O ile "lejba" z któregoś z poprzednich tomów rzeczywiście była w użytku, tak "podelec" - nie kojarzę). Bo Ci każę napisać "SV w 400 znakach"! O CV zapewne chodziło.

"Tutaj o tej porze, w miejscu gdzie kręciliśmy film, przykrywa mgła", czyli na sam koniec miało być wzniośle. Minako ma wziąć udział w zdjęciach do filmu o jakiejś chińskiej księżniczce, w międzyczasie się okazuje, że uwielbiany przez nią model/ aktor/ piosenkarz As zna jej tożsamość, ale zdjęcia idą. Bohater wypowiada to zdanie, które miało być jakimś romantycznym wprowadzeniem, a jedyne, w co udało mu się mnie wprowadzić, była konsternacja.

Powiedziałam "C" z radością, że nie ma już "D". Powróciłam do serii "Hasło brzmi Sailor V!" i poważnie ją odchorowałam. Do samego trzeciego tomu stosowałam podjazdówkę przez cały dzień, czytałam kilka stron i ze słowami, które powinnam zagwiazdkować, ale ich nie użyję, odrzucałam komiks w kąt. Jednak doczytałam i zastanawiam się teraz co widziało w tym komiksie pewno dziewczę około dziesięć lat temu. Historia leży, wydanie leży, ja też leżę, bo mnie powaliło.
Chcę jeszcze coś dodać, bo w sumie już końcówka. Narzekałam kiedyś, że mangi zdrożały, a takie "Sailor V!" było w bajecznej cenie 13 zł za tomik. Już nie mówię o "grafik płakał, jak projektował", że każdy tom ma inną czcionkę na tyle, tylko o jakości. Na stronie JPF fandom się wykłóca o tłumaczenie jakiś nazw własnych mieczy, technik i innego tałatajstwa, ale powiem szczerze, że do jakości nowych mang tego wydawnictwa nie mam się co czepiać, przynajmniej nie tak mocno jak do sailorów.

Hasło brzmi: Sailor V!, tom 3

autor: Naoko Takeuchi
wydawnictwo: JPF
data wydania: 2000

moja ocena: 1/5

Tekst bierze udział w wyzwaniu Czytam Mangi.

1 komentarz:

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.