poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Po godzinach, czyli kilka pytań do Łukasza Radeckiego

Łukasz Radecki. Zdjęcie z archiwum autora.


Chciałabym dzisiaj zaprosić Was do lektury wywiadu z Łukaszem Radeckim. Akcja Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają. ma przyjemność obejmować papierowe wydanie drugiego tomu cyklu "Bóg Horror Ojczyzna" ("Wszystko spłonie") patronatem i z tej okazji udało nam się zamienić kilka słów.

MG: Witaj. Na początku pierwsze pytanie, które nasuwa się od razu przy analizie Twojej notki biograficznej. Założyłeś rodzinę, udzielasz się na różnych portalach, komponujesz, koncertujesz, uczysz w szkole podstawowej, a także piszesz książki. Dla przeciętnego Kowalskiego brzmi to wręcz nieprawdopodobnie. Jak udaje Ci się znaleźć na to wszystko czas?

ŁR: Witaj! Wszystko jest tylko kwestią dobrej organizacji. Faktem jest, że doba jest dla mnie często za krótka, a większość pracy literackiej wykonuję kosztem snu, ale nie jestem typem człowieka, który lubi siedzieć w kapciach przed fotelem z piwem w jednej, a z pilotem w drugiej dłoni. Zasada jest prosta. Za dnia uczę, bo uwielbiam ten zawód i pracę z dziećmi. Po południu zajmuję się swoją rodziną. Wieczorem przygotowuję się na kolejny dzień do pracy i około dwudziestej drugiej mam czas na pisanie. Trzymam się tego, żeby codziennie napisać co najmniej dwie strony, czyli coś koło ośmiu, dziewięciu tysięcy znaków. Jak nie ma weny, to piszę recenzję. Zwykle zajmuje to około półtorej godziny, czasem dwie. Wtedy mam czas na czytanie przed snem. Muzyką zajmuję się tylko w weekendy, koncertuję też raczej rzadko. Czyli zasadniczo, nie ma w tym nic nieprawdopodobnego. Jak to mówię - jedni łowią ryby, ja piszę książki. Mówię „nie” szaremu życiu, poświęcając się swoim pasjom. Rodzinie i pracy. Z piwkiem w łapie posiedzę na emeryturze, której pewnie w tym kraju nie doczekam.


MG: Mam za sobą już lekturę dwóch tomów serii "BHO", "Pradawnego zła" oraz kilku Twoich opowiadań. Zastanawia mnie co takiego widzisz w grozie, co Cię ku niej ciągnie, że właśnie w tym nurcie tworzysz swoje utwory? Czy pamiętasz od czego to wszystko się zaczęło?

ŁR: Jest w tym na pewno jakaś forma eskapizmu, a także jakiś sposób na odreagowanie stresów wszelakich. W przypadku fantastyki mamy do wyboru science-fiction (za którym nigdy nie przepadałem), fantasy (które zwyczajnie mnie się przejadło) i horror właśnie. Może dlatego, że jest najmniej popularny, że najtrudniej się w nim wybić? Kiedy zaczynałem, w Polsce było dosłownie kilka osób, które pisały horrory, z tego tylko cztery w sposób umiejętny. Zaczęło się zaś banalnie. Jako kilkunastolatek czytałem dużo, za to bardzo mało oglądałem. Moi rodzice uważali, że w zasadzie większość filmów wszelakich jest dla mnie zbyt brutalna, więc poddawali mnie swoistej cenzurze. Tymczasem w szkole wszyscy opowiadali mi najpierw filmy sensacyjne, później horrory, które widzieli, a ja to sobie wyobrażałem. Po latach odkryłem, że moje wyobrażenia były lepsze niż większość tych filmów (śmiech). Z drugiej strony czytać mogłem co chciałem, bardzo szybko więc odkryłem zakazany owoc we wszelkiego rodzaju koszmarnych horrorach Phantom Pressu i nieco lepszych wydawnictwa Amber. Dlatego pierwsze próby pisania zostały zapomniane jeszcze w szkole podstawowej i wróciłem do tego dopiero pod koniec studiów (po równie nieudanych próbach z komiksem i poezją). Byłem już recenzentem i często oceniałem krytycznie dużo różnych tekstów początkujących autorów. Szybko doszedłem do wniosku, że nieładnie oceniać innych, samemu nic nie potrafiąc w danej materii. Rzuciłem więc na żer opowiadanie napisane w jeden wieczór. Przyjęło się, więc zaryzykowałem z drugim. Potem z następnym. I następnym. I tak to się toczy od prawie dziewięciu lat. Z tą różnicą, że już praktycznie nie piszę opowiadań, tylko coraz dłuższe treści. I już nie tak czysto horrorowe.

MG: Akcję cyklu "Bóg Horror Ojczyzna" umieszczasz w nie tak do końca odległej przyszłości, u schyłku XXI wieku. Tworzysz wielkie państwo kościelne ze stolicą w Rzymie, gdzie obowiązuje tyle zakazów, że aż się włos na karku zjeży. Skąd właściwie wziął się pomysł na taki świat?

ŁR: Zaczęło się od horroru, który chciałem pomieszać z kryminałem. Jak już stwierdziłem, że to działa, to dorzuciłem jeszcze science-fiction i urban fantasy. W zasadzie postanowiłem, że w przypadku tego cyklu nie będę miał żadnych zahamowań gatunkowych. A skąd pomysł na takie akurat państwo? To akurat nic specjalnie odkrywczego i zasadniczo nic nieprawdopodobnego. Nasz kraj coraz częściej uwypukla swoją zależność od Kościoła. Ponieważ rzeczywistość odbija się w literaturze, ja tylko spróbowałem sobie wyobrazić do czego może doprowadzić taka skrajna ortodoksja. Zauważ, że ja nie krytykuję ani religii, ani duchowieństwa, co niektórzy uznali za minus książek. Ten utwór nie jest w żadnym momencie satyrą. Zdradzę jeszcze, że ów pomysł był również problemem z wieloma potencjalnymi wydawcami. Zazwyczaj wyglądało to tak: „Wspaniały pomysł! Świetna książka! Bierzemy! Ale niech pan zdecyduje, jaki to będzie gatunek. Proszę się zdecydować na jeden.” Decydowałem się zawsze na szukanie innego.



MG: Wielokrotnie podkreślasz, że budujesz bazę, którą może rozwinąć każdy fan serii. Czy pojawiają już się sygnały, że ten świat się rozrasta?

ŁR: Kilka osób napisało już fanowskie opowiadania, pojawiło się parę ilustracji. Ze Szczecineckim Klubem Fantastyki powoli przygotowuję się do opracowania systemu RPG osadzonego w świecie „BHO”. Wiem, że wiele osób czeka na trzeci tom, by zobaczyć, w którą stronę to wszystko dalej pójdzie. Jest to jednak założenie błędne, bowiem ja oddaję świat, nie bohaterów. Każdy może tworzyć co zechce w konwencji tegoż uniwersum. Na pewno najlepszym dowodem na rozrost świata jest strona „Bóg Horror Ojczyzna” (http://boghorrorojczyzna.pl/) założona przez Bogdana Ruszkowskiego, czy facebookowy fanpage „Cykl książek Bóg Horror Ojczyzna” dowodzony przez Mariusza Wojteczka.


MG: W pierwszym tomie "BHO" Maks i Stonka, agenci Katolickich Służb Specjalnych, rozwiązują zagadkę morderstwa w Liceum Świętego Jarosława oraz starają się powstrzymać psychopatycznego Viga, reżysera filmów snuff (ostatniego tchnienia). Drugi tom ma zupełnie inny klimat - łatwo zauważyć, że jest mniej makabryczny, a jednocześnie udajesz się w nim w kierunku utartych w kulturze motywów: wampirów i zombie. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy czego fani mogą się spodziewać po tomie trzecim i na kiedy planujecie jego premierę?

ŁR: Trzeci tom będzie już typową powieścią, dlatego tym razem pozwolę sobie na szersze przedstawienie świata. Zresztą, obserwując serię można zauważyć schemat. Pierwszy tom był bardzo klaustrofobiczny, rozgrywał się w zasadzie w sali przesłuchań („Złego początki”) czy w ciasnych pokojach („Piękno nie umiera nigdy”), drugi wychodził już w obręb miast i ich dzielnic, tym razem wyjdę poza nie i pokażę co się dzieje na terenach niekontrolowanych przez rząd. Tym razem chłopaki będę mieli do czynienia znów z jak najbardziej rzeczywistymi problemami, ale kilka niespodzianek, szczególnie w finale na pewno się znajdzie. Ujawnią się też inne frakcje religijne i... gatunkowe. Ech, powiedziałem już dosyć. Premierę planujemy na październik, aktualnie rozbiłem tekst granatem i buduję powoli od nowa, nie będąc zadowolonym dostatecznie z poprzednich wersji.



MG: Za tom "Wszystko spłonie" otrzymałeś nagrodę Złoty Kościej 2013: Fantastyka Roku. Czy możesz przybliżyć fanom akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają. co to za wyróżnienie?

ŁR: To nagroda, którą od kilku lat przyznają czytelnicy portalu Kostnica.pl. Jest to dla mnie nagroda o tyle istotna, że o jej przyznaniu decydują czytelnicy, którzy w wolnym głosowaniu wybierają swoim zdaniem najlepszą książkę z kategorii horroru, thrillera, kryminału, fantastyki ogólnej, a dodatkowo mogą zdecydować jeszcze, która okładka i wydawca w danym roku najbardziej przypadli im do gustu. W zeszłym roku oba tomy „Bóg Horror Ojczyzna” startowały w dwóch kategoriach (pierwszy jako thriller, drugi jako fantastyka właśnie). Szczęśliwie się złożyło, że właśnie w tej drugiej kategorii „Wszystko spłonie” okazało się najmilsze czytelnikom. Była to na pewno najmniej „grzeczna” z nominowanych propozycji, konkurencja też nie była banalna, więc uznaję to za sukces.

Dziękuję Autorowi za poświęcenie mi kilku chwil i w imieniu swoim, a także całej ekipy akcji PNGiSAM życzę  mu powodzenia na drodze pisarskiej i realizacji wszystkich planów.
Ze swojej strony mogę obiecać, że na Zapiskach... jeszcze nie raz przeczytacie o twórczości Łukasza Radeckiego.


https://www.facebook.com/PNGiSAM


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.