wtorek, 14 października 2014

Kim tak naprawdę jest Szatan? - A kim nie jest?

Długo milczałam, zdecydowanie zbyt długo. Otrzymałam od autora tę książkę przynajmniej miesiąc temu, w dniu odbioru tylko ją przejrzałam, za czytanie wzięłam się później. Jakoś nie mogłam się przemóc. Całe pozytywne nastawienie do tej publikacji wyparowało momentalnie, po rozchyleniu okładki, a potem było już tylko gorzej. Jak? Zapraszam do lektury notki. Od razu mówię, opowiadam Wam tutaj o książce dotyczącej tematyki chrześcijańskiej, jednak nie mam na celu obrażania uczuć religijnych kogokolwiek, nie będę indoktrynować. Nie mam do tego ani kompetencji, ani chęci, ani zapału. Przyjrzę się natomiast tej publikacji od strony technicznej i merytorycznej. O dziwo, po 70 stronach tekstu (całość), do powiedzenia mam wiele.

Z założenia książka miała być odpowiedziami na wiele nurtujących ludzkość pytań. Kim rzeczywiście jest ta mistyczna i zła istota? Czy rzeczywiście to, co o nim mówią, jest prawdą? Odpowiedzi na te pytania podjął się pan Jarosław Stokłosa. Zakładał, że w sposób przystępny i prosty, w oparciu o Biblię, objaśni wszystko. Założenie całkiem fajne, ale wyszło zupełnie niefajnie. Dlaczego? Już objaśniam.

Kim tak naprawdę (nie) jest Szatan?


"Szatan (hebr. שטן satan – oskarżyciel; arab.الشيطان Szejtan – przeciwnik, złe moce) – w chrześcijaństwie, judaizmie i islamie jest to jeden z aniołów, który zbuntował się przeciwko Bogu i pociągnął do buntu inne anioły, główny sprawca zła na świecie. Niekiedy bywa utożsamiany z Lucyferem lub Belzebubem. Najczęściej uważany jest za najwyższego rangą demona, przywódcę wszystkich złych duchów. Inne imiona Szatana to: Mastema, Gadriel, Satanael, Samaël, Samiel, Siegel, Satan, anioł Edomu. W tradycji rabinicznej nosi on przydomek "szpetny".

Słowo "szatan" (pisane małą literą) może też być rozumiane jako ogólne określenie każdego upadłego anioła (diabła, demona), a nie tylko najwyższego rangą. Poza tym ten termin tłumaczy się czasem jako symbol, personifikację zła, nie jest to jednak tłumaczenie poprawne z punktu widzenia tych trzech religii.
" (informacja przytoczona z Wikipedii)

Przytoczyłam Wam jedną z definicji. W chwili pisania tych słów szatanem nazywa się gender, Behemotha, szereg wykonawców rockowych i metalowych, społeczność LGBT, kucyki Pony, Hello Kitty, lalki Barbie (seria Monster High), ser z Lidla (o zgrozo, kozi!). Pojęcie demona jakimś dziwnym trafem zostało powykrzywiane. Grzechu dopatruje się wszędzie, nawet w tym, że chłopiec pomoże siostrze sprzątać pokój. Aż kusi, by ktoś to skonfrontował z tym, co mówi Pismo Święte, czy też wykształceni i światli teolodzy w swoich "ogromnych filozoficzno-teologicznych księgach dla wybranych" (jak nieco pogardliwie napisane zostało z tyłu "Kim tak naprawdę jest Szatan?"). Lud prosty nie zrozumie wielu rzeczy, ale przecież autor miał wyjaśnić ludziom naturę Szatana. Do tego, co dzieje się obecnie, jednak za specjalnie się nie odniósł. A szkoda, bo szczerze interesuje mnie czy w ogóle czymś (poza głuchotą przy zbyt głośnym odtwarzaniu) grozi słuchanie danego typu muzyki (już nie tylko metal i rock jest wyklęty, teraz jeszcze techno!). Nie dowiedziałam się. Nihil novi.

Zamiast tego po raz kolejny przypomniano mi czym jest Biblia. W końcu na niej i tylko na niej autor zamierza oprzeć swoje rozważania. Kiepsko. Jak już wspomniałam, przydałoby się, aż się prosi, by zajrzeć do jakiegokolwiek innego źródła, czegoś poza "książką nad książkami", bogactwem form literackich, najczęściej czytaną i przetłumaczoną na największą liczbę języków publikacją. Z taką wiedzą zetknęłam się na pierwszych zajęciach z języka polskiego, teraz na nowo z jej cząstkami spotkałam się w tej książce.

Autor  stawia bardzo śmiałą tezę. Starożytność jest okresem "zabobonów i przesądów". Nic bardziej mylnego. W starożytności rozwijała się nauka. Działali wielcy filozofowie, jak na przykład Platon, Arystoteles; Pitagoras rozważał teorię najsłynniejszego trójkąta... Zabobony i przesądy przyszły później, z nastaniem średniowiecza. Teraz ja postawię tezę. "Ciemne" plemiona z Ameryki Południowej potrafiły dokonać prymitywnymi narzędziami trepanacji czaszki, ale biały człowiek przyniósł im religię. "Ciemna" Hypatia z Aleksandrii (genialna matematyczka i astronomka. Według niektórych historyków to ona wynalazła astrolabium) została zamordowana za sprawą "świętego" Cyryla, również z przydomkiem "z Aleksandrii".
W swej ciemnocie lud podobno miał wierzyć w to, że płaska ziemia spoczywa na grzbiecie czterech słoni stojących na skorupie żółwia... Skąd my to znamy? Sir Terry Pratchett, prawda? Jednak gdy pogrzebać w tej teorii trochę bardziej, można trafić na trop, że tę teorię wyznawali hindusi, ale też nie do końca, bo wzmianki o tym pojawiają się - uwaga - w Europie, w wieku XVII.
Autor postawił tezę, że w Biblii napisano, że ziemia jest okrągła. Jako cytat potwierdzający służy "(...) siedzi nad okręgiem ziemi (...)" (Iz, 40:21,22). Tylko że okrąg jest figurą płaską...Według PWNu okręgiem jest "krzywa płaska będąca zbiorem wszystkich punktów płaszczyzny znajdujących się w jednakowej odległości od ustalonego punktu". (źródło)

Autor chciał skupić się głównie na Biblii, dlatego też z niemałym rozczarowaniem przywitałam obecność w tej książce Anneliese Michel (na jej temat powstała oddzielna monografia, mogąca otworzyć oczy na sprawę opętań - klik), a także Sultana Hosena (jeden z najwyższych ludzi świata, obecnie najwyższy żyjący) oraz sfingowanych zdjęć z wykopaliska archeologicznego - te miały ilustrować jak wyglądało potomstwo ludzkich kobiet i aniołów.

Pan Stokłosa pisze (strona 64): "(...) dzikie zwierzęta trafnie ukazują drapieżną naturę Diabła, którego działania są niezwykle agresywne i brutalne. (...)". Nie, autorze! Zwierzęta nie są brutalne. To ich instynkt. Tak już zostały stworzone/ zaprogramowane. Jedne jedzą trawę, inne trawożerców. Bestiami są natomiast ludzie. Będzie obszernie, ale zacytuję fragment "Tajemniczego Przybysza" Marka Twaina (Wydawnictwo Literackie, 1982. Uwierzycie mi na słowo, że Twain daje do myślenia?).

"[Bestialstwo] to iście ludzkie postępowanie. Nie powinieneś obrażać zwierząt przez niewłaściwe użycie tego słowa; nie zasłużyły na to. To typowe dla twego marnego rodu ludzkiego – zawsze zakłamanego, zawsze przypisującego sobie zalety, których nie posiada, a odmawiającego ich wyższym zwierzętom, które jedynie je mają. Żadne zwierzę nie popełnia okrucieństw – to wyłączna cecha tych, co posiadają zmysł moralny. Kiedy zwierzę zadaje ból, robi to nieświadomie, bez złych intencji, bez poczucia, że wyrządza zło, gdyż zło dla niego nie istnieje. Nie zadaje też bólu dla przyjemności – tylko człowiek to czyni. Pod wpływem tego cholernego zmysłu moralnego. To zmysł, który ma za zadanie rozróżnianie dobra od zła, a pozostawia człowiekowi równocześnie całkowitą wolność wyboru tego, co dobre. Jakąż to może dać korzyść? Człowiek bezustannie wybiera i w dziewięciu wypadkach na dziesięć przedkłada zło nad dobro. Zło nie powinno istnieć i bez zmysłu moralnego nie byłoby go. A przy tym człowiek jest na tyle bezmyślny, że nie zdaje sobie sprawy, iż zmysł moralny strąca go aż do najbardziej prymitywnych żyjących stworzeń, a sam ten zmysł jest czymś haniebnym." (przekład Teresy Truszkowskiej)
Źli są ludzie, nie zwierzęta. Taka już nasza natura. W niej też jest złotymi zgłoskami wypisane zwalanie winy na innych. Stąd też "przez Szatana" autorowi źle się tę książkę od jakiegoś czasu pisało: bo wódka, bo kac, bo praca, bo było lub nie było miło. Ewidentnie, strona 53. Przetarłam kilka razy oczy i prychnęłam śmiechem. Po co takie uzewnętrznianie się w książce o tematyce religijnej? Tego pokroju ekshibicjonizm źle jest postrzegany w statusach na portalach społecznościowych, a w książce (podobno) naukowej to już strzał w kolano z ciężkiego buta.

"Wielkie Litery w niewłaściwych Miejscach", "Przecinki w niewłaściwych, miejscach" i styl, a przede wszystkim PRAWA AUTORSKIE...

Chciałabym od razu wyjaśnić obecność nazw dwóch śledzonych przeze mnie stron na portalu społecznościowym facebook. Nie wiem dlaczego autor ładuje w zdania mnóstwo shiftów, naprawdę. A próbowałam. Na przykład na stronie 4 "(...) mierników Bożych w wierze Chrześcijańskiej. (...)". Przymiotniki się z zasady z małej litery pisze. Nie rozumiem również "Jego" w odniesieniu do Szatana (pisanego na przemian z wielkiej i małej litery), nie rozumiem innych przykładów, w które ta książka obfituje. Nie rozumiem dlaczego nie było korekty.

W przypadku przecinków występuje tu podobna losowość, jak z wielkimi literami. Tylko że z reguły ich nie ma. W samym "Od Autora" powinno być według mnie przynajmniej 10 tych miłych znaków przestankowych więcej.

Do tego bolą kwiatki typu "tą książkę" (końcówki muszą ze sobą współgrać. W razie wątpliwości odsyłam do mojego ulubionego PWNu), nagminne powtórzenia, "(...)aby zwieźć Ewę(...)" (strona 22, tylko powiedzcie mi na czym i dokąd zwiózł ktoś Ewę), nadużycie słowa "to" oraz szukanie (na siłę) więzi z czytelnikiem przez stosowanie czasownika w pierwszej osobie liczby mnogiej. I naprawdę proste, krótkie zdania. Odniosłam wrażenie, że to takie moralizowanie z zaznaczeniem, że "Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam, ten nasz najgorszy wróg!" (fragment słynnych "Murów" Kaczmarskiego). Bo jeśli nie pojmujesz toku rozumowania autora, to automatycznie szufladka, że czytasz kiepskie romansidła. Rzeczywiście, "Korupcja w nowym Kodeksie karnym" Przemysława Palki i Małgorzaty Reut oraz sam Kodeks karny to kiepskie romanse, spędzały mi ostatnio sen z powiek. Za to Aleksander Gieysztor napisał naprawdę super romansidło w realiach słowiańskich... Mam nadzieję, że sarkazm jest bardzo dobrze widoczny.

Kolejna rzecz, która rzuciła mi się w oczy od razu, ledwo otworzyłam kopertę i przekartkowałam książkę. Adnotacja, że autor nie jest właścicielem wykorzystanych zdjęć i zostały zaczerpnięte z internetu. Chciałam krzyczeć. Serio. To, że coś jest w necie, nie jest od razu do darmowego wykorzystania (chyba że zostało to zaznaczone przez autora), a objęte jest prawem autorskim. Za każdym razem, gdy ktoś uważa, że zbędnie łamię paznokcie na klawiaturze, "bo wszyscy bjero", przytaczam historię pewnej blogerki i zdjęcia Czesława Miłosza. Ku informacji i przestrodze. Tu natomiast autorów zdjęć nie ma, autorów grafik nie ma. Na kilka trafiłam przez przypadek w trakcie poszukiwania informacji do tego tekstu, ale wciąż nie rozumiem celu ilustracji z biustami. Biust narzędziem Szatana? Wiem, idę w skrajność.

Korekta i redakcja chyba jednak nie zostały poczynione, tego przeczucia nie mogłam się pozbyć od samego początku. Teraz zaryzykuję również podejrzeniem, że nie zrobiono składu. Serio, kto drukuje tekst z wyrównaniem do lewej strony? Rozumiem, że uczeń wypracowanie szkolne, ale w przypadku książki jest to po prostu niedopuszczalne. I nie mówcie mi, że self-publishing ma swoje prawa. Toż nawet nielubiane przeze mnie "wydawnictwo" (firma wydawnicza sławna z pewnego blogerskiego skandalu) justuje tekst. Self-publisherzy walczą o to, by nie byli postrzegani jako pisarze gorszej kategorii. No to trochę profesjonalizmu.

I nie, nie jestem literaturoznawcą. Jestem zwykłym żaczkiem o zacięciu filologicznym, który po prostu kocha czytać i się rozwijać. "Kiepskie romansidła" mą lekturą przodującą, co zresztą widać, bo "Kim tak naprawdę jest Szatan?" do mnie nie trafiło w ogóle. I nie jest to kwestia tylko strony technicznej, która leży. No dobrze. W niektórych momentach wyłączyło mi się rozumienie treści, przeszłam na tryb sprawdzania błędów. Także tych merytorycznych.
Książka miała wyjaśnić mi prosto i logicznie istotę Szatana. Nie udało się.
Zdecydowanie odradzam.


Cytaty wykorzystane są na mocy art. 29 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych: "Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości. Art. 35 ustawy zastrzega, iż realizacja prawa cytatu nie może naruszać praw do eksploatacji utworu przez pierwotnego twórcę."

Kim tak naprawdę jest Szatan?

autor: Jarosław Stokłosa
wydawca: self-publishing
data wydania: 2014

moja ocena: 1/10

34 komentarze:

  1. Szkoda, że lektura prezentuje "taki" poziom. A zapowiadało się tak ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "(...) Później a to nie było czasu, a to się nie chciało, a to wódkę się piło i było miło. Następnie kac czyli znów się nie chciało, praca - nie było kiedy itp. Itd. (...)" - strona 53 i mój "ulubiony" fragment. Jeden z mocniejszych argumentów za tym, by autor plik z książką potraktował klawiszem Delete i zajął się czymś innym.

      Usuń
    2. Jeszcze raz przeczytałem tą recenzje i stwierdzam, ze zupelnie nie zrozumiala pani przeslania ksiazki. Polecam wczytac sie w tekst a nie szukac przecinkow. Odnosnie biustu, ktory tak pani przeszkadza- nie chodzi o to, iz jest on narzedziem szatana a pokazuje piekno kobiet. Nie jest "wywalony" sam biust a postac nagiej kobiety. Czym innym to radze sie zajac pani moze pieczeniem ciasteczek nie wiem. Na pewno nie pisaniem recezji do innych niz romanse ksiazek.

      Usuń
    3. Hmmm... zanim się kogoś odeśle do "pieczenia ciasteczek", warto samemu nauczyć się pisać dobrą polszczyzną.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. A czy autor przeczytał chociaż jeden podręcznik pisania ze zrozumieniem? Czy zgrzeszył przeczytaniem jakiejkolwiek książki poza Biblią? Nie zauważyłam, panie Stokłosa.

      Usuń
    2. Przy okazji, polecam tekst Szczygła z najnowszego numeru "Książek". Naprawdę ciekawy, polecam. O nastawieniu autora do odbiorcy, że tekst koniecznie musi się spodobać.
      I dobrze, nie rozumiem dlaczego nie było redakcji i korekty. Nie rozumiem błędów merytorycznych. Nie rozumiem braku źródeł. Wyjaśni mi to Pan bez fajerwerków?

      Usuń
    3. Redakcja i korekta beda w przyszlym roku. To fakt, ze "Sowa" wydrukowala tylko sam tekst co juz usprawiedliwialem i za co przepraszam wszystkich, ktorzy juz otrzymali ta ksiazke. Ksiazka ta (pomijajac bledy) z zalozenia miala opierac sie tylko i wylacznie na Biblii. Nie chcialbym nikogo tutaj obrazac, ale przeslanie jest bardzo proste a kto go nie rozumie to trudno, prosciej sie nie dalo. Jezeli potrzebuje pani koniecznie filozoficznych bzdur to prosze szukac gdzie indziej. Zlosliwosci prosze zachowac dla siebie. Tak na koniec moja dobra rada: polecam zajac sie tanimi romansidlami bo z taka literatura zupelnie sobie pani nie radzi. Jeszcze jedno- recenzje prosze pisac po okresie a nie przed i przy herbacie a nie kawie.

      Usuń
    4. Panie Stokłosa, nie "filozoficznych bzdur", lecz merytorycznego objaśnienia. Przesłanie może było proste, ale odniosłam wrażenie, że się Pan sam w nim pogubił. Miała to być kolejna broszurka "ku pokrzepieniu serc" w stylu Świadków Jehovy? Polecam, Panie Stokłosa, zgrzeszyć i przeczytać jakiś podręcznik o formułowaniu tez, może pójść na jakieś kursy/ seminaria dotyczące pisania prac naukowych. Rzeczywiście, z literaturą kiepskich lotów sobie nie radzę. Lubię czytać teksty o wielu religiach, bo to naprawdę ciekawe jak ludzkość postrzega swoją genezę, przyczyny pojawiania się chorób, smutku, itp.
      Tylko że skoro mamy szczędzić sobie złośliwości, to znad kiepskiego tekstu (czarna okładka) podpowiem: proszę stosować polskie znaki i odrobinkę, "mini-mini", kultury. Bez psychoanaliz i okresów, bez włażenia na nawyki dotyczące kawy lub herbaty, ale za to z "Pani" z wielkiej litery i podręcznikiem do nauki języka polskiego w dłoni.
      Bo teraz widzę grzech. Vanity-publishing, konieczność ujrzenia swojego nazwiska na okładce. Tylko po co? Dla pełnego politowania klepania znajomych po pleckach i "patrz, napisałem książkę"?

      Usuń
    5. Zwraca sie pani do mnie z malej litery "panie Stokłosa", nie widze wiec powodu abym ja mial zwracac sie w inny sposob do pani.

      Usuń
    6. W jednym komentarzu. Pan za to robi to nagminnie. Życzę powodzenia w karierze pozaliterackiej.

      Usuń
    7. Juz mam opinie ludzi, ktorzy ksiazke przeczytali i stwierdzili, ze kompletnie pani nic z tego nie zrozumiala. Mysle, ze ta recenzja to zwykle zlosliwe bzdury. Udam sie do prawnika i zobaczymy czy mozna tak kogos obsmarowac nawet nie zagladajac do tekstu bo tego pani nie zrobila patrzac na komentarz.

      Usuń
    8. A przeskanować Panu całą książkę z zaznaczonymi błędami?

      Usuń
    9. Droga Pani, prosze dalej nasmiewac sie ze mnie jak i z ksiazki, to bardzo pomoze. Bledy to osobna sprawa a przekaz inna. Nie zostawila Pani na tej ksiazce suchej nitki jak i na mnie, ale najciekawsze jest to, ze ten komentarz to zwykla farsa, kpina i drwina. Wyglada na to, ze czytala Pani inna ksiazke bo to co Pani opisuje ma sie nijak do mojej. Wciaz urządza Pani na fejsie niezle przedstawienie drwiac sobie ze mnie jak i z ksiazki. Nie jestem do konca pewien czy tak mozna ale sie dowiem. A co do screnow z "okresem" to mnie Pani rozsmieszyla. Nie znam sie na prawie ale mysle, ze spotkamy sie w sadzie. Odzaluje te kilka stowek ale dowiem sie wszystkiego na temat takiego postepowania jakie stosuje Pani wobec mnie. Informuje tez , ze zrobilem i dla siebie pare screnow. Na tym chcialbym zakonczyc ten konflikt. Zycze powodzenia na drodze sadowej.

      Usuń
    10. W sadzie? Panie Stokłosa, bądźmy dorośli. A może przesłał mi Pan książkę kolegi? Naprawdę odradzam karierę literacką.

      Usuń
    11. Ja nie bardzo rozumiem - w sądzie? na jakiej podstawie do sądu?

      Usuń
    12. Ja też nie rozumiem. Niech idzie i tak nic nie wskóra. Nikomu nikt nie zabroni wyrażenia własnego zdania

      Usuń
    13. Tak wtrącić chciałam, odnośnie tych Świadków Jehowy... Oni opierają się tylko na Biblii ALE wierzą, że osoby, które to piszą zostały natchnione duchem świętym (celowo użyłam tu małej litery, jako że ŚJ uważają ducha świętego za moc Boga, nie zaś za Boga). To nie jest tak, że siadam z Biblią i piszę, co myślę. Oni są święcie przekonani o bezpośredniej ingerencji Boga w biblijne wyjaśnienia.
      P.S. Zgadzam się także z Recenzentką w kwestii bestialstwa ludzi, które ma się nijak do zwierząt - nie tylko dzikich. Zwierzęta nie czynią krzywdy świadomie, działa instynkt. Ludzie krzywdzą i zdają sobie z tego sprawę.

      Usuń
    14. Panie Autor... na pierwszym roku studiów polonistycznych uczy się studenta, że nie ma rozdziały na formę i treść, bo oba te elementy są ze sobą nierozerwalnie połączone: nieudolna forma nie wyrazi mądrej treści. Błędy ortograficzne, interpunkcyjne i rzeczowe, rezygnacja z korekty, niechlujny skład - to wyraz lekceważenia dla czytelników. Wtórność przemyśleń również, chociaż tę ostatnią trudno wyłapać jak się mało czyta.
      Tłumaczenie, że korekta będzie następnym razem, to nadużycie. Książka bez korekty jest półfabrykatem, takim jak buty bez podeszwy, ubranie bez szycia, samochód bez kół czy silnika. Ten, kto uważa inaczej powinien czym prędzej wymontować silnik i koła ze swojego samochodu i jechać za siódmą górę, pogryzając w drodze nieupieczony chlebek.
      Jeśli następnym razem chce Pan troszczyć się o wydanie książki w porządny sposób, to teraz powinien Pan oddać pieniądze tym, którzy kupili półprodukt.
      Dla uspokojenia Pana egocentryzmu informuję, że ta uwaga ma charakter ogólny i ponadczasowy a nie stosuje się wyłącznie do Pana.

      Publikując, oglądając swoje nazwisko na okładce, autor musi liczyć się z tym, że jego książkę ktoś przeczyta. "Przeczyta" - to nie znaczy: "zachwyci się". Słowo "oceni" jest bliższe. Oceny bywają negatywne, jak to w szkole, kiedy uczeń pracuje nierzetelnie.
      Lepiej się z tym pogodzić przed wypuszczeniem czegoś między ludzi.

      Usuń
  3. A ja z chęcią przeczytałabym tę książkę i wyrobiła własne zdanie. Panie autorze nie Pan pierwszy który kiepsko znosi krytykę. Trudno. Nie uprawnia to Pana do traktowania kogoś po chamsku. Czemu bo książka się nie podobała? Nie na miejscu są Pańskie komentarze. Małgorzata Pana nie obraża. Wypowiada własne zdanie. Pan ją owszem. Niesmaczne to jakieś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Magdaleno zapraszam na mojego facebooka z checia przesle Pani jeden egzemplarz (niestety z bledami) za darmo oczywiscie. Oceni Pani wtedy kto mial racje. https://www.facebook.com/liszowy

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem w szoku, a nawet w kilku. ;) Po pierwsze myślałam, że tylko mnie się trafiła kiedyś do przeczytania książka bez żadnej korekty i redakcji, w dodatku bez porządnego składu (wyjustowana lewostronnie). Myślałam, że to jakiś wyjątek. Błędów było co niemiara, napisałam o tym w recenzji i zostałam prawie okrzyknięta hejterem. A nie wyobrażam sobie przejść obok tego obojętnie. Nie chodzi o to, żeby doszukiwać się błędów na siłę, bo wiadomo, nie ma idealnie zredagowanych książek, ale jeżeli błędy są nagminne, uniemożliwiają czytanie! Z Twojej recenzji wynika, że jednak zdarza się to częściej. Po drugie zachowanie autora jest lekko żenujące. Sama piszę, więc wiem, jak trudno znieść krytykę, ale straszenie sądem za bardzo rzeczową opinię na temat tekstu, to już szczyt wszystkiego.
    Do sądu to ewentualnie autor może podać wydawcę, jeżeli ten w umowie obiecał redakcję i korektę oraz profesjonalny skład (nawet jeżeli jest to self-publishing.
    A tak to niestety pozostaje jedno wrażenie: żenady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Losowa strona, akurat 43. Powtórzenia "więc", brak przynajmniej dwóch przecinków (i myślnika lub dwukropka), "Syna" z wielkiej litery. Pominę, że autor ma braki w słownictwie, bo pisze tak prostym językiem, że płacz i zgrzytanie zębów. Do tego, jeśli nie zna jakiegoś słowa, na przykład "harcownik" (użyte w przytoczonym przez niego fragmencie Biblii), to i tak użyje go w swoim tekście, w bardzo bliskim odstępie. Ta książka jest błędem. Jednym, wielkim błędem. I nie, nie ma co mydlić oczu, że treść wzniosła. Intencje może były wzniosłe, ale treść kuleje.

      Usuń
  6. Już za sam tytuł bym się nie skusiła aby sięgnąć po tą pozycję. Szkoda marnować papier na takie gnioty, jakoś nie rozumiem dlaczego ludzie/wydawnictwa coś takiego wydają...

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety, różne kwiatki ludzie sadzą. Ja raczej nie sięgnę po książkę... nie mój temat.
    No i jak czytam o warstwie technicznej, to mi się przypomina od razu jeden self sprzed kilku lat... Bez wyjustowanego tekstu i masą błędów na każdej stronie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja, Małgorzata Gwara, oświadczam, iż nie nadszarpnęłam dobrego imienia autora. Zrobił to sam.

    OdpowiedzUsuń
  9. A tutaj dalsza czesc sporu gdzie publicznie przeprosilem za osobiste uwagi w kierunku Pani recenzentki czego Ona niestety nie uczynila. Nie dziwie sie bo przeciez jest niewinna ;)
    A tak na marginesie Pani Malgorzato, szarpnac sie sam to ja moge za nos.

    https://www.facebook.com/PNGiSAM/posts/318393785011936?comment_id=318665154984799&reply_comment_id=318672301650751&offset=0&total_comments=37&notif_t=share_reply

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedyny sposób, w który może Pan wypromować swoją grafomanię - robiąc wokół szum i rzucając wokół chamskimi obelgami, bo przykro, ale pisać Pan nie potrafi. Nie mam za co przepraszać, wypiłam kawę, nie upiekłam ciastek.
      Już nie będę machiny napędzać. Życzę powodzenia w pracy ochroniarskiej, bo pisarskiej kariery nie widzę, skoro zaczyna Pan zdanie od "A" i roszczeniowo podchodzi, że "napisałem książkę, macie ją promować, jaka by nie była". No właśnie, nie "jakoś napisałem książkę", a jakość się liczy.
      Nie będę odpisywać już na Pana komentarze, bo mam ciekawsze zajęcia. I tak się narobiło dużo szumu o nic.

      Usuń
    2. Nie Pani bedzie mi mowila co mam robic i czym sie zajac. Ja Pani polecam kariere kulinarna bo do pisania recenzji to sie Pani nie nadaje. Do tego trzeba dorosnac.

      Usuń
  10. Już wiele razy natknęłam się na podobne sytuacje jak ta powyżej. Gdzie autor nie jest usatysfakcjonowany opinią, oceną swojej książki. I posuwa się do krytyki osoby wyrażającej swoje zdanie na temat jego dzieła. Szczerze - lepiej byłoby drogi Autorze pominąć umieszczanie tego rodzaju komentarzy. To z pewnością nie spowoduje, że będzie Pan lepiej odbierany przez potencjalnych czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Ago jak juz pisalem rozdaje wadliwe ksiazki do oceny zainteresowanym sprawa. Opisalem to tutaj: https://www.facebook.com/PNGiSAM/posts/318393785011936?comment_id=318918501626131&offset=0&total_comments=60&notif_t=share_reply
      Aby zrozumiec moje pretensje trzeba ksiazke przeczytac czego nie zrobila Pani recenzentka.

      Usuń
    2. Recenzentka uczciwie przyznała się do przerwania lektury, podała powody a swoje uwagi ograniczyła do partii tekstu, z którą się zapoznała.
      W tej sytuacji może Pan sobie darować uwagi o jej nierzetelności, bo są nierzetelne i bezpodstawne.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.