piątek, 7 listopada 2014

Arlin - w domu na wzgórzu leży chłopiec, który nieprzerwalnie śpi...

Cześć,
dzisiaj zacznę nieco nietypowo, ale właśnie o książce nietypowej będę Wam opowiadać. Recenzuję ją w ramach akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają., gdyż ten tydzień poświęcony jest promocji prozy Adriana Atamańczuka, rodowitego Krakusa, miłośnika przyrody, przygody, podróży, "z wyboru" mieszkańca Wiednia. Autor niniejszej publikacji nie jest już debiutantem. Na swoim koncie ma także zbiór opowiadań pod tytułem "Bestia" (mówią, że gdzieś w internecie można dostać ebooka za darmo i legalnie) oraz kilka sensacyjnych historii i felietonów.

Poznajcie Arlin, małą dziewczynkę mieszkającą z ojcem i bratem w małej wiosce w krainie Konkondaria. Wiodło im się niezbyt dobrze, rodzic pracował jako strażnik i starał się utrzymać rodzinę ze skromnego żołdu.
Pewnego dnia o jej wioski przywieziono urodziwą czarodziejkę, by tu ją osądzić i uśmiercić. Taki los "wiedźmy", zresztą historia naszego świata też w podobne przykłady obfituje. Tytułowa bohaterka postanawia jednak uratować przepiękną Szeramis, za co wymusza na potężnej magiczce, by ta nie krzywdziła jej bliskich. Ocalona kobieta w podzięce daje dziewczynce niezwykły pierścień Dallilli z obrotowym oczkiem (jego wyobrażenie przedstawione jest na okładce książki) i obietnicę, że przybędzie w sytuacji, gdy Arlin będzie jej potrzebować.

Mijają lata. Mała dziewczynka rozkwita i wychodzi za mąż za Lamartha, młodego oficera. Tajemnica pierścienia jednak nie daje jej spokoju. Wielu napotkanych mędrców, kupców i wróżbitów bezradnie rozkłada ręce lub próbuje odkupić cenny przedmiot od młodej kobiety. Ta jednak chce poznać prawdę, dlatego też udaje się do zakonnika Barguixa. Od niego dowiaduje się o Księciu Cienia, półbogu Yskaizerze, który obłożony jest klątwą wiecznego snu. Przed śmiercią chroni go jego ogromna moc. Szeramis dzięki swoim magicznym umiejętnościom zmniejszyła wymiar przekleństwa i Książę śpi nieprzerwanie tylko kilka dni w roku.
W Konkorii grupka rebeliantów, w tym Lamarth, próbują obalić obecnego władcę. Niestety to się nie udaje, dlatego też Arlin i jej bliscy muszą uciekać. W momencie, gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, przybywa obiecana niegdyś pomoc. Bohaterowie zostają przeniesieni do domeny Księcia Cienia, gdzie poznają przedstawicieli różnych ras, w tym także ludzi, którzy dostali się do tej krainy wieki przed najbliższymi Arlin. Wiele lat później jednak będą musieli powrócić do swojej ojczyzny, gdyż ktoś lekkomyślnie wypuścił na wolność potężnego i niebezpiecznego demona, który chce zburzyć dotychczasowy ład i porządek. Czy uda im się powstrzymać złą istotę?

"Arlin" to moje pierwsze spotkanie z twórczością pana Adriana Atamańczuka, na dodatek spotkanie udane. Książka ta bez dwóch zdań odróżnia się od wielu tytułów z nurtu fantasy, które zdarzyło mi się przeczytać. Autor w sposób bardzo zręczny bawi się konwencjami. Arlin, główna bohaterka, jest szczęśliwą mężatką i nie rozgląda się na boki za jakąkolwiek okazją do romansu. Tęskni jedynie za swoim mężem, Lamarthem, co też pan Atamańczuk podkreśla kilkakrotnie, dając swojej bohaterce głos i pozwalając jej wprowadzać czytelnika do magicznego świata, poznawać obyczaje zamieszkujących tu ludów, ale przede wszystkim z ust samej Arlin dowiedzieć się o kluczowych wydarzeniach i jej emocjach. Nie będzie zbędnego patosu, nie będzie pretensjonalnego "porywu serca". Będzie dobrze.
Dodatkowo ciekawą kreacją jest sam Yskaizer, śpiący książę, którego moc może zmienić losy świata. W trakcie lektury przywoływało mi to wielokrotnie na myśl wszelakie mity o śpiących rycerzach lub królach, które od wieków pobudzają wyobraźnię wielu narodów. W Polsce mamy swojego "Śpiącego Rycerza", według Legend Arturiańskich sam syn Pendragona również ma przybyć z pomocą, gdy sytuacja zrobi się trudna. Stąd też w tytule notki pojawiło się nawiązanie do Helloweenowego "Light the Universe", jednego z niewielu kawałków, których mogę słuchać na "Kepper of the seven Keys: Legacy". Nie będę już gderać, że wolę unikać Helloween na żywo po koncercie na Masters of Rock 2014, gdzie podobno pan Deris był w formie i mało brakowało, że swoim wykonaniem "I want out" i "Halloween" doprowadziłby mnie do samobójstwa. Ale nie o tym.
Jest jeszcze jedno skojarzenie, o ile wziąć pod uwagę opiekującą się księciem Szeramis, mianowicie baśń o Śpiącej Królewnie, tutaj wywróconą o przynajmniej 180 stopni. Nie ma pięknej, śpiącej trzpiotki, tutaj śni dzielny książę, a kochająca go kobieta szuka sposobu, by zdjąć z niego klątwę. Zdecydowanie ciekawszy obrót spraw. Wreszcie coś się dzieje.

Książkę czytało mi się niezwykle miło, porwała mnie historia, ale niestety czasem pojawiały się zgrzyty. "Oboje", gdy mowa o dwóch postaciach płci męskiej. W sieci toczyły się już wielokrotnie dyskusje na ten temat, mi niegdyś pewna moderatorka z uporem maniaka zmieniała każde "obaj/ obydwaj" na "oboje", co jest formą prawidłową, gdy mowa jest o dwójce osobników płci przeciwnej. Dlatego też obecnie, gdy na przykład wchodzę na strony wydawnictw mangowych wypuszczających komiksy o gejach (gdzie ja zawędrowałam z tym swoim gderaniem?) i widzę "oboje bohaterów", od razu, może trochę brutalnie, pytam któremu urwało atrybuty. No cóż, wyszło przy "Arlin", ale ten problem jest dość powszechny, więc nie wytaczam ciężkich dział przeciwko panu Atamańczukowi.
Język. Widać, że autor posiada naprawdę duży zasób słownictwa i sprawnie je stosuje. Niestety czasem coś mi zgrzytało, czytało się średnio, niekiedy się dłużyło. Wydaje mi się, że w niektórych miejscach można było napisać to trochę lżej, wyciąć jakąś sentencję lub powiedzenie.

Moje spotkanie z "Arlin" dobiegło już końca, ale wiem doskonale, że nie będzie ono jednocześnie ostatnim razem, gdy przysiądę nad prozą pana Adriana. Zamierzam powęszyć za tą darmową "Bestią" i bardziej ogólnie przyjrzeć się twórczości osoby, o której naprawdę wiele dobrego usłyszałam. Bardzo miło mi było poznać bohaterów zrodzonych w umyśle autora i dałam porwać się niezwykłej historii. Książkę polecam i Wam. Podejrzewam, że znajdziecie w niej coś dla siebie.

Arlin

autor: Adrian Atamańczuk
wydawca: self-publishing
data wydania: 2014 (wydanie IV pod patronatem PNGiSAM)

moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Autorowi:

https://www.facebook.com/a.atamanczuk?fref=ts
Zapraszam na fanpage Autora - kliknijcie w obrazek.


... oraz akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają.

https://www.facebook.com/PNGiSAM


Tekst bierze udział w wyzwaniach:

2 komentarze:

  1. Okładka ani trochę mi się nie spodobała, dlatego sceptycznie podchodziłam do opisu i... przepadłam :) fabuła bardzo mi się podoba. I jednak miałam rację - Polacy potrafią dobrze pisać :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Tematyka nie moja, ale przyznam, że Twoją recenzję przeczytałam z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.