niedziela, 9 listopada 2014

Czarodziejka z księżyca, tom 1 - a jednak wspomnienia

Dawno, dawno temu, gdy nawet taki zgred jak ja był malutkim zgredkiem, na Polsacie emitowano serial "Sailor Moon: Czarodziejka z księżyca", który przyciągał przed telewizory tłumy i pobudzał wyobraźnię malutkiego wówczas gderacza, radośnie uczęszczającego do jednego z łomżyńskich przedszkoli. Zresztą nie tylko moją: razem z dziewczynami udawałyśmy wojowniczki i próbowałyśmy ratować świat przed złem. Zdarzało nam się również zamazywać każdą dostępną kartkę rysunkami inspirowanymi przygodami niezwykłych czarodziejek. Piękne nam one nie wychodziły, ale liczyła się idea, historia, która zawładnęła sercami milionów ludzi na całym świecie.

A zaczęło się niepozornie, od tego wspomnianego serialu emitowanego nad Wisłą w latach 1994-1995 oraz 1999-2000 (z niezapomnianą lektorką Danutą Stachyrą). Na fali popularności tej serii pojawiały się przeróżne komiksy będące wyselekcjonowanymi kadrami z anime. Na prawdziwą mangę, w Japonii wydawaną od 1992 roku, Polacy musieli zaczekać do 1997, gdy w kioskach i salonikach prasowych pojawił się pierwszy tom sygnowany przez oficynę, która już niedługo miała przybrać logo ze stworzonkiem przypominającym słonika.
Sporo czasu minęło zanim wzięłam się za przeczytanie niniejszej mangi. Pomna ogromnej kraksy z serią poboczną - "Hasło brzmi: Sailor V!", jakoś specjalnie się nie rwałam do poznania komiksowych losów Usagi Tsukino. Jednak gdy koleżanka z roku zaproponowała pożyczenie, pomyślałam, że można dać Czarodziejce szansę. Jak wyszło? Zobaczcie sami.

Oto Usagi Cukino (cukinia? o.0), czternastolatka, która ma problemy z nauką. Jest ciapowata, wiecznie się spóźnia i często płacze. Nie wiem czemu, ale naszła mnie myśl, że pani Naoko Takeuchi lubi tego typu bohaterki czynić głównymi postaciami swoich fabuł. Przecież Minako Aino, o której było wspomniane wcześniej "Hasło brzmi: Sailor V!", też średnio radzi sobie z lekcjami, spóźnia się. Ok, nie płacze. Jest silniejsza od Bunny.
Wróćmy jednak do "Czarodziejki z Księżyca". Spóźniona Usagi w trakcie biegu przypadkiem nadepnęła na czarną kotkę (serio?! Pani Naoko, czy nie można tego rozegrać inaczej?! Minako spadła na Artemisa, Bunny nadepnęła na Lunę. Czuć "kreatywne pomysły" na kilometr). Okazuje się, że kiciuś ma przyklejone do czoła plasterki, które bohaterka ściąga, następuje coś w stylu przebłysku, ale Usagi musi gnać do szkoły, bo już  się spóźniła, za co zostanie postawiona do kąta. W tym momencie pragnę wspomnieć, że pomysł twórców anime, by Luna została uratowana przed grupką znęcających się nad nią dzieciaków, był o wiele lepszy od pierwowzoru.
No dobrze, ale wracamy do historii. Usagi źle poszło na teście, co wielką niespodzianką nie jest. Dlatego też z Naru, przyjaciółką z klasy, wybierają się do sklepu z biżuterią (przy okazji prowadzonym przez mamę koleżanki głównej bohaterki), gdyż tam odbywa się wyprzedaż (znowu naszła mnie myśl, by porównać z "Sailor V" i wyciągnąć wnioski na temat "oryginalności" historii). W tłumie podekscytowanych dziewczyn pojawia się tajemniczy przystojniak poszukujący Czarodziejskiego Srebrnego Kryształu. Oczywiście już na samym początku wchodzi w konflikt z Usagi, jednak na powiedzenie "kto się czubi, ten się lubi" czytelnicy będą musieli trochę poczekać.
Podłamana wynikiem testu Usagi nie chce wracać jeszcze do domu, dlatego też idzie do znanego czytelnikom mangi o Minako salonu, gdzie bawi się na znajomym automacie. Nadchodzi jednak czas, by w końcu pojawić się w rodzinnym siedlisku. Wściekła z powodu naprawdę kiepskiego wyniku (30%. Może w polskich warunkach i zdałaby maturę, ale to chyba tyle) matka wyrzuca ją za drzwi.
Tymczasem Naru zauważa, że jej mama jest dziwna. Kobieta koncentruje się na jakimś zbieraniu energii. Nie wie jeszcze, że klientki salonu z niewyjaśnionych przyczyn słabną.
Przy łóżku Usagi pojawia się Luna, wierna towarzyszka głównej bohaterki. Przekazuje, że niesforna Bunny została wybrana na księżycową wojowniczkę i od teraz ma walczyć w imieniu miłości, sprawiedliwości i przyległości oraz karać wrogów w imieniu Księżyca. Pomoże jej w tym tajemniczy Taksido oraz wojowniczki, które spotka na kartach tego tomu: Ami (Czarodziejka z Merkurego), Rei (Czarodziejka z Marsa) oraz Mako (Czarodziejka z Jupitera). Drużyna dzielnie stawi czoło czterem generałom oraz ich mrocznej przywódczyni - królowej Beril. Będzie się działo.

Wrażenia. W trakcie przedstawienia Wam pokrótce akcji już pogderałam, że pani Takeuchi się powtarza, się powtarza. Na szczęście jednak nie zostało jej to na zbyt długo. Epizody z nowymi bohaterkami wnoszą do fabuły wiele dobrego, mocno ją ubogacają. Ami Mizuno, nastoletni geniusz, pojawia się w momencie, gdy zło chce opanować świat za pomocą nowej szkoły przygotowawczej. Rei Hino, piękna kapłanka z chramu, zostaje zamieszana w sprawę tajemniczego autobusu porywającego dzieci, natomiast Makoto Kino, "Herkules w spódnicy" (tak ją kiedyś nazwał ktoś z redakcji "Kawaii" w numerze specjalnym dotyczącym "Sailor Moon") ratuje nieuważną Bunny przed bliskim spotkaniem z samochodem. Od tej pory między dziewczynami nawiąże się przyjaźń.
Przyznaję się szczerze. Cieszę się, że czarodziejki pojawiały się stopniowo, by czytelnik mógł się z nimi oswoić, poznać. No dobrze, może i było schematycznie: przewija się postać nowej bohaterki, nadchodzi zagrożenie, pojawia się Sailor Moon, a potem nowa czarodziejka się transformuje, ale tym razem muszę pani Naoko oddać sprawiedliwość - to jej wyszło naprawdę fajnie.

Kreska. Czasami wydaje mi się, że niektóre kadry były rysowane pod presją terminu, wydają się niestaranne, zrobione "od niechcenia", innym razem zachwycam się naprawdę ładnie zrobionym cieniowaniem, starannie nałożonym tuszem i ciekawie zastosowanym rastrem. Pełen misz-masz, jak to w mangach shoujo.

Pierwszy tomik za mną i zabieram się za następne, by Wam je przedstawić. Tym razem spotkanie z twórczością pani Takeuchi nie było bolesne. Ba, nawet całkiem przyjemne, nawet nie muszę przymykać oka na ten pierwszy rozdział, który pewnie tak negatywnie odebrałam z powodu uprzedzenia do Minako (wyrobionego po latach). Mangę polecam. Jest to jeden z pierwszych tytułów, które ukazały się na polskim rynku i według mnie służy za naprawdę dobry materiał podglądowy jak wyglądało wydawanie w latach dziewięćdziesiątych, gdy fani pisali do wydawcy listy, drogą pocztową przesyłali rysunki, które były umieszczane na ostatnich stronach. Niezaprzeczalnie miało to swój klimat.
Powracając jednak do "Sailor Moon": warto do niej zajrzeć. Ot tak, po prostu. Przyszedł mi do głowy pomysł, by zestawić ją z jakąkolwiek mangą wydaną u nas, która wypłynęła na fali popularności "Czarodziejki z księżyca". W sumie czemu nie?

Sailor Moon, tom 1

autor: Naoko Takeuchi
wydawca: JPF
data wydania: sierpień 1997

moja ocena: 6/10

Tekst bierze udział w wyzwaniach:
- czytam mangi,
- czytam fantastykę.

8 komentarzy:

  1. Uwielbiałam Czarodziejki jak byłam mała, wciąż mam do nich sentyment :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiałam Czarodziejkę! Zawsze wyobrażałam sobie, że jestem Sailor Jupiter :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kto by nie znał Czarodziejkę? :D
    Jeju... nigdy nie czytałam oryginału, ale jestem naprawdę go ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, muszę przyznać, że ja również namiętnie oglądałem ten serial :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sailor Moon! Oglądałam tylko serial, ale do dzisiaj pozostały mi miłe wspomnienia. Dotrwałam do stu-któregoś odc, potem dałam sobie spokój, ale pomimo niedociągnięć, powtarzalności fabuły... Sailor Moon i tak wymiata!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam, że oglądałam Czarodziejkę, a mój brat Pokemony :D To były czasy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nadal czekam na profesora Slumpa i Aralkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeś się uparł ;) Niedługo idę do antykwariatu za "Akirą" się porozglądać, to i za Slumpem popatrzę :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.