wtorek, 4 listopada 2014

Kompleks 7215 - Warszawa po zagładzie

Warszawa, metro, dzień powszedni. Na peronach kłębią się tłumy pasażerów. Zmierzają w różne pukty: do szkoły, do pracy, być może na osiedlowy ryneczek po warzywka.
Na peronie stacji Pole Mokotowskie stoi zniecierpliwiona kobieta z synkiem. Ma go zabrać do przedszkola, a podziemna kolejka się spóźnia. Do tego jeszcze mały grymasił, że tęskni za tatą, który stacjonuje w jednostce.
Tego dnia jednak pociąg miał już nie podjechać. Ani żadnego innego. Na Warszawę spadły bomby. Lecz nie był to koniec. Katastrofa stała się dopiero początkiem.

Od tamtego poranka minęło dwadzieścia lat, a mały chłopiec stał się mężczyzną. Stalker Borka wraz ze swoim oddziałem porusza się wzdłuż linii warszawskiego metra, gdzie utworzyły się miniaturowe organizmy na kształt państw-miast. Największym marzeniem bohatera jest odnalezienie zaginionego ojca. Mimo iż mężczyzna może od dawna nie żyć, Borka nie traci nadziei. Stracił już matkę, lata po tragedii i wciąż nie może pogodzić się z tym, że ojca widział dawno temu, jeszcze przed zrzuceniem na stolicę bomb. Dlatego też raz na czas wymyka się w ruiny swojego dawnego mieszkania, gdzie w specjalnej skrytce trzyma pamiątki rodzinne.
Pewnego razu w trakcie wizyty w Świętym Krzyżu (ugrupowaniu urzędującemu na terytorium stacji Ratusz Arsenał, Świętokrzyska, Centrum oraz Rondo Daszyńskiego, Rondo ONZ, Uniwersytet) trafiają na Dziadka, starszego mężczyznę, który jeszcze przed katastrofą hobbystycznie uprawiał survival. Opowiada on bohaterom o pewnym wojskowym obiekcie na północy Warszawy, tytułowym Kompleksie 7215. Bohaterowie postanawiają tam wyruszyć.

Jerzy w chwili katastrofy był bezdomny. Pomieszkiwał w kominie Cegielni Chylickiej i tam też urządził się po wybuchach bomb w Warszawie. Los bywa przewrotny. Z osoby pogardzanej stał się osobistością. Nie musiał już zabiegać o niczyje względy. Wręcz przeciwnie. U wejścia do jego kwatery pewnego dnia pojawiła się znajoma pielęgniarka, jedna z ostatnich ocalałych, wraz z gromadką dzieci.
Od wojny minęło pięć lat, a mieszkańcy cegielni żywią się tym, co udaje im się wyhodować. Niestety nie brakuje im trosk. Hanna, pielęgniarka, która kiedyś przyprowadziła ferajnę na próg schronu Jerzego, choruje na białaczkę. Umiera. Dlatego też dawny kloszard wraz z Markiem, jednym z ocalonych, wyruszają poza bezpieczną przystań, by zdobyć lekarstwa. By Hanna umarła godnie. Ich zadanie jednak przysporzy im wiele trudności.

Dwadzieścia jeden lat po wojnie na stacji Plac Konstytucji (w rzeczywistości takowa nie istnieje i prawdopodobnie istnieć nie będzie) toczy się z pozoru normalne życie. Wartownicy grają w karty, co rusz pojawiają się stalkerzy. Miejsce to pulsuje życiem. Właśnie tutaj mieszka malutka Janka, dziewczynka o zdolnościach paranormalnych. Dzięki telepatii potrafi odczytać myśli i uczucia każdej istoty. Nic dziwnego. Jest dzieckiem atomu, jej geny uległy mutacji.
Tym razem grupka stalkerów wyrusza w tunel. Michaś, dziecięcy przyjaciel Janki, stara się zaimponować dziewczynce, dlatego też zabiera ją na samodzielną wyprawę śladami dorosłych. Nie wie, że w tunelach czai się poważne niebezpieczeństwo.

"Kompleks 7215" to debiutancka książka Bartka Biedrzyckiego, publicysty, szefa IT w produkcji telewizyjnej, scenarzysty i wydawcy komiksowego. Z początku miała ujrzeć światło dzienne jako "self", jednak ukazała się jako piąta publikacja z serii fabrycznazona. O poszczególnych etapach powstawiania można było przeczytać na stronie książki oraz wspomnianej już fabrycznejzony. Co by tu nie mówić, "Kompleks 7215" wyróżnia się na tle poprzednich publikacji. Jego akcja została umiejscowiona w Warszawie oraz jej bliskich okolicach, nie w Czarnobylu lub tunelach moskiewskiego metra. Autor niemal dosłownie "zrównał z ziemią" wiele doskonale znanych mi miejsc, by na ich zgliszczach i w ich podziemiach (przede wszystkim podziemiach) wybudować coś zupełnie nowego. Przyznam, że niekiedy w trakcie lektury pojawiały się zgrzyty. Nie do końca mogłam pojąć skąd stalkerzy biorą amunicję, skoro wszystko wokół zostało zniszczone, nie ma prądu, a co za tym idzie - ogranicza to znacznie możliwości produkcji broni.  Nie wiem, może gdzieś jest jakiś skład, arsenał (Ratusz?). Nie ma też sieci, dlatego też dostęp do wszelakich informacji, w tym jak na przykład taką broń skonstruować, jest ograniczony - pozostaje tradycyjny papier.
Skoro już gderam, przyznam się jeszcze do jednego. Po naprawdę fajnie napisanym prologu czytało mi się ciężko. Tak na oko przez jakieś 100 stron. Klimat fajny, ale coś nie do końca stykało. Bohaterowie niekiedy zlewali mi się w jeden twór, nie wzbudzali większych emocji.

Ponarzekała. Czas oddać sprawiedliwość. Widać, że Bartek Biedrzycki miał pomysł, który w większym lub mniejszym stopniu udało mu się zrealizować. Nie ukrywam, że moją sympatię zyskał epizodem na stacji Słodowiec, historią o Białej Rzeszy. Teraz niemal za każdym razem, gdy lektor w podziemnej kolejce wymawia "następna stacja: Słodowiec", uśmiecham się pod nosem. Fajnie się tam wszystko rozegrało, poszczególne elementy pasowały do siebie jak w układance. 
Tytułowa mikropowieść "Kompleks 7215" ma momenty lepsze i gorsze. Zauważyłam, że nie tylko ja gderałam na te gorsze i nie tylko ja zauważyłam, że później czyta się naprawdę fajnie. Akcja wciąga, końcówka nie rozczarowuje i rozbudza apetyt. Pozytywne emocje wzbudziła we mnie  również historia Jerzego ("I tak warto żyć") oraz moja ulubiona - Janeczki ("Ostatnia posługa"). Podobno są to teksty dopisane na potrzebę wydania z Fabryki. Dobre teksty. Mam nadzieję, że przyjdzie mi spotkać się z ich bohaterami po raz kolejny i że Bartek nie będzie przenosił zdolności Janki na kogoś innego (o ile dobrze autora zrozumiałam w Krakowie), lecz rozwinie tę postać.

"Kompleks 7215" mimo swoich mankamentów uważam za debiut udany.Książka zbiera teraz opinie - od najbardziej pozytywnych po negatywne i bardzo często jest w nich nieco konstruktywnej krytyki. Po tym, co otrzymałam w pierwszej części serii, jestem w stanie powiedzieć, że z pewnością będzie lepiej. Widzę potencjał i właśnie dlatego z chęcią zajrzę do części drugiej, być może w okolicach wakacji (prawdopodobnie wtedy właśnie ukaże się drugi tom). No i w sumie tyle. Pogderawszy.

Kompleks 7215

autor: Bartek Biedrzycki
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 27.08.2014

moja ocena: 6/10

Tekst bierze udział w wyzwaniach:
- czytam fantastykę,
- historia z trupem.

4 komentarze:

  1. nie czytam recenzji, bo czeka na półce w kolejce :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Początek zalatuje mi "Metrem 2033", tj. ta sytuacja z matką i dzieckiem... Ale i tak mam wielką chęć przeczytać tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się smakowita lektura.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.