niedziela, 16 listopada 2014

Spotkanie autorskie z panią Nike Faridą w warszawskim Empiku Arkadia

Stół, przy którym za chwilę miało odbyć się spotkanie autorskie.
Uwagę przykuwają przepiękne dekoracje przyniesione przez panią Nike oraz
otrzymany przez autorkę bukiet róż.
Z prozą autorstwa pani Nike Farida dotychczas niestety nie miałam bezpośredniej styczności. Kiepsko zaczynać tekst w ten sposób, ale sytuacja właśnie tak się przedstawia. Dzięki działaniom w akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają. miałam jednak możliwość przeczytania wielu recenzji tej powieści i za ich sprawą zakupiłam "Pannę młodą" mamie w ramach prezentu gwiazdkowego. Cieszę się, że nie czyta moich Zapisków, dlatego też mogę w tym miejscu od razu wygadać się, że dostanie naprawdę ciekawą książkę. Skąd ta pewność? Przed spotkaniem autorskim w Empiku Arkadia w Warszawie zaczęłam czytać tę opowieść i styl pisania autorki niezwykle przypadł mi do gustu. Późniejsze chwile, spędzone w tym salonie, tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że trafiłam na coś unikalnego, cudownego, porywającego. Jak minął ten piątkowy wieczór? Pozwólcie, że Wam opowiem.

Widok z mojego miejsca na stół, gdzie pani Nike odpowiada na
pytania prowadzącej.
Piątek, około godziny 18.00. Arkadia. O ile wierzyć etymologii, jest to miejsce pełne szczęścia i radości. Tu spełniają się marzenia.
Można powiedzieć, że ta nazwa nie kłamie. Nike Farida, autorka "Panny młodej", pierwszego tomu cyklu "Róża pustyni" (dlaczego unikam słowa "trylogia" umieszczonego na okładce, dowiecie się później), marzyła, by kiedyś zobaczyć swoją książkę w miejscu, gdzie sama nieraz przychodziła na zakupy.
W tym momencie pewnie kilka osób spogląda z niedowierzaniem w ekran monitora i zastanawia się co takiego wypisuję. Spieszę z wyjaśnieniami. Nike Farida to pseudonim sympatycznej i energicznej Polki, która tego wieczoru pojawiła się w księgarni, by wraz z przyjaciółmi oraz gośćmi salonu Empik świętować wydanie swojej książki, a także opowiedzieć przybyłym o życiu w Libii oraz - co oczywiste - o "Pannie młodej". Nike, ponieważ to imię bogini zwycięstwa. Farida, ponieważ tym arabskim słowem oznaczającym "niepowtarzalną" określiła autorkę kiedyś jej przyjaciółka, która zaginęła w trakcie Libijskiej Wiosny Ludów. Idealne miano dla polskiej autorki, z wykształcenia historyczki oraz historyczki sztuki, która wiele lat spędziła w Libii, gdzie jej tata pracował jako lekarz.

Pani Nike Farida na spotkaniu pojawiła się w naprawdę
zjawiskowej sukni.
Na początku lat siedemdziesiątych, po przewrocie Kaddafiego, pani Nike Farida wraz z rodzicami przeniosła się z Polski do Libii. Jej rodzina cieszyła się w tym kraju ogromnym szacunkiem ponieważ tata autorki pracował jako lekarz, dzięki czemu miał wielu przyjaciół. W arabskich kręgach kulturowych jeśli ktoś uratuje komuś życie, automatycznie staje się przyjacielem na zawsze.
Wówczas ten kraj wydawał jej się rajem. Wspominała, że obserwowała tam nieraz jak ludzie wychowani w odrębnych kulturach starają się zbudować coś razem. Wychowywała się w domu, gdzie każdy był otwarty na inne kultury oraz religie, przez co łatwo było jej odnaleźć się w nowej sytuacji. Autorka z początku kształciła się w szkole korespondencyjnej. Z pomocą mamy przyswajała wymagany materiał. Jednak przez pomyłkę przerobiły zagadnienia zaplanowane na cały rok w trzy miesiące. Równocześnie przyszła autorka zaczęła porozumiewać się w języku arabskim, dlatego też zapadła decyzja - by zaczęła uczęszczać do libijskiej szkoły. Tam odziana w skrywający ciało i uszyty z nieprzepuszczającej powietrza tkaniny mundurek odmówiła salutowania portretowi Kaddafiego. To było wbrew jej przekonaniom, nie chciała oddawać czci tyranowi.
Autorka momenty salutowania wspominała niezbyt ciepło. Opowiadała o ogromnej ilości portretów dyktatora, które towarzyszyły jej niemal na każdym kroku. Tym malowidłom trzeba było oddać cześć, a potem udać się na specjalny plac, gdzie kontemplowano i analizowano słowa Mu'ammara al-Kaddafiego z dnia poprzedniego oraz sury Koranu. Później rozpoczynały się normalne lekcje.

Szybko znikały z półki, ale udało mi się jeszcze uchwycić
pokaźną grupkę "Panien młodych".
Nadchodził piątek, w islamie dzień wolny. Wtedy cała rodzina autorki pakowała się, by wyjechać gdzieś w podróż, zobaczyć Saharę, na własne oczy ujrzeć wykopaliska...
W wiosce, w której mieszkała, oglądała wiele zagranicznych filmów, między innymi "Love story" w oryginale. Nike Farida wspominała, że wówczas jej tata, biegle posługujący się kilkoma językami obcymi lekarz, na bieżąco tłumaczył dialogi z angielskiego na arabski.

W życiu autorki ogromną rolę odegrały filmy. Wspominała, że w czasach szkolnych jej tata dawał jej zwolnienie ze szkoły by mogła uczestniczyć w projekcjach i festiwalach, ponieważ uważał, że dzięki nim Nike nauczy się więcej. Pani Farida nie zrezygnowała z tej tradycji również w czasach studenckich, co wspomina z uśmiechem. Po studiach chciała pracować w domu aukcyjnym, jednak los popchnął ją na rozmowę kwalifikacyjną do dużej firmy filmowej, gdzie miała ubiegać się o posadę sekretarki. Została jednak... dyrektorem marketingu.

Autorka w trakcie spotkania autorskiego pokazywała publiczności zdjęcia. Na jednym z nich jako młoda dziewczyna, wzorem bohaterki z filmów Federico Felliniego, kąpie się w Fontannie di  Trevi w Rzymie.

Chociaż początek akcji "Panny młodej" rozgrywa się w podobnym czasie, co przybycie rodziny pani Nike do Libii, jej debiutancka książka nie jest powieścią autobiograficzną. Oczywiście, wplata w karty powieści dwie swoje miłości: sztukę oraz gotowanie (już się nie mogę doczekać, gdy mama odkryje w trakcie lektury przepisy na egzotyczne dania). Mówi się jednak, że autor coś przemyci ze swojego życia do pierwszej książki. Być może panią Nike i jedną z bohaterek łączy poznany za granicą mąż? Barbara dzięki swojemu małżonkowi została "wyzwolona spod jarzma komunizmu". Pani Nike natomiast w Londynie pisała swoją pracę magisterską i tam poznała swojego przyszłego męża, jednak ich historia nie potoczyła się tak jak w książce. Autorka wspomina, że nie chciała wychodzić za mąż i powróciła do Polski, ale jej mężczyzna przyjechał za nią do Polski z zeszytem, a w nim zaznaczone na różowo miał dwie zasady: "Nigdy nie wsiadaj do taksówki na lotnisku ani na Dworcu Centralnym" oraz "Nigdy nie pij wódki jak Polak". Z perspektywy czasu te reguły wydają się być wciąż aktualne.

Różowa okładka tej powieści może zmylić. Dużemu gronu odbiorców skojarzy się z opowieścią o kobiecie w kraju arabskim, która jest być może bita, która cierpi. Pani Nike od zawsze dotykała trudnych tematów, jednak zamiast ukazywać martyrologię takiej postaci, stara się stworzyć powieść wielowątkową, sagę. Autorka była świadkiem ogromnych przemian w Libii, jak kraj będący Idyllą zmienił się w ziemię pijącą krew rozlaną w bratobójczej walce. Mimo że ukazuje szkolenie przyszłych terrorystów w polskiej szkole lotnictwa w Dęblinie (!) oraz ukazuje akty terroru, jej książka niesie przesłanie pokoju. Pani Farida wspomniała również o recenzji jednej blogerki, która napisała o tym, że dzięki tej powieści zauważyła jak rodziło się zło.
"Panna młoda" obejmuje różne miejsca świata, porusza różne tematy, a zawarte w niej wątki łączą się ze sobą jak puzzle. Pani prowadząca porównała pierwszą część serii do cebuli - ponieważ tę powieść trzeba rozkładać na kawałki i przyglądać się każdej jej warstwie, by odkryć coś zupełnie nowego.

Pani Nike, jak już napomknęłam we wstępie, nie poprzestanie na trzech tomach sagi. Część druga została już napisana i teraz jest opracowywana w wydawnictwie (prawdopodobnie ukaże się na wiosnę), część trzecia jest już rozplanowana, a tymczasem autorka zadeklarowała, że chciałaby napisać tom czwarty, w którym zmierzy się z zagadnieniem Libijskiej Wiosny, wydarzeniami nam współczesnymi, aczkolwiek dziejącymi się po tym jak pani Farida rozpoczęła pracę nad "Panną młodą".

Skoro już opowiadam Wam o planach wydawniczych pani Nike Faridy, wygadam się jeszcze o jednym. Autorka pochwaliła się, że ma już złożoną powieść współczesną, której akcja ma dziać się w Warszawie na Saskiej Kępie. Opowiadać ma historię kobiety "na zakręcie, przed zakrętem i po zakręcie". Brzmi intrygująco. Atmosferę podgrzewa również fakt, że na dzień dzisiejszy nie wiadomo jest jeszcze który wydawca będzie miał ten tytuł pod swoimi skrzydłami.

Ze spotkania w Arkadii wracałam zadowolona. Bogatsza nie tylko w niepowtarzalny prezent gwiazdkowy dla mamy (mam nadzieję, że jednak nie będzie czytać Zapisków i się nie dowie, że zaczęłam czytać "Pannę młodą" przed nią), ale także w cudowną opowieść, która zostanie ze mną naprawdę długo. Bardzo się cieszę, że piątkowy wieczór spędziłam właśnie tam, w niepowtarzalnym towarzystwie pani Nike i publiczności. Było warto.

****
Zamieszczone w notce zdjęcia są mojego autorstwa, ale nie będę się gniewać, jeśli ktoś zechce z nich skorzystać w sposób nie obrażający nikogo. Byłabym jednak wdzięczna za powiadomienie mnie o chęci umieszczenia fotografii w swoim albumie, na stronie lub na blogu.

1 komentarz:

  1. Chętnie bym poszła na spotkanie autorskie. Niestety Bielsko jest za małe i do nas rzadko zaglądają autorzy.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.