piątek, 5 grudnia 2014

Samotność Anioła Zagłady - o byciu pozostawionym samemu sobie

Anioł Zagłady. Pod tym wywołującym niekiedy gęsią skórkę mianem ukrywał się w Apokalipsie Św. Jana boży wysłannik wyłaniający się z przepaści, który miał nieść zagładę ludziom nie mającym na czołach pieczęci Boga. W czasach biblijnych jednak ludzkość nie była tak technologicznie zaawansowana. Nie było broni palnej, nie wiedziano wówczas jak destrukcyjną potęgę może mieć atom. Nic dziwnego, że strach wzbudzały siły i byty nadprzyrodzone. Jednak w czasach obecnych bardziej namacalna, prawdopodobna, wydaje się zagłada zapoczątkowana ręką ludzką.

Nic zatem dziwnego, że w literaturze fantastycznej wyodrębnił się nurt fantastyki postapokaliptycznej. Ukazuje on świat i ludzkość po zagładzie - czy to nuklearnej, czy ekologicznej, czy na przykład po pandemii. Ci, którzy przetrwali, na zgliszczach dawnego świata starają się jakoś żyć.
"Samotność Anioła Zagłady" Roberta J. Szmidta wpisuje się w tę konwencję.

Oto porucznik Adam Sawyer. Jak za każdym razem przed zmianą przechodzi szczegółową kontrolę osobistą: pobierane są jego próbki DNA i testowana rogówka. Standardowa procedura w amerykańskiej tajnej bazie wojskowej. Mężczyzna chwilę czeka na Sue, współpracowniczkę, by razem z nią zjechać na miejsce pracy i tam, jak za każdym razem, napić się Blue Mountain (naprawdę droga i wysokiej jakości kawa, który przez wielu uważana jest za najlepszą na świecie). Tego dnia miało być tak samo jak zawsze, ot szara zmiana. Jak za każdym razem mieli odpowiedzieć zgodnie z procedurami na pozorowany atak, jednak tym razem coś poszło nie tak. W stronę Ameryki rzeczywiście zostały wystrzelone głowice, a Wujek Sam nie mógł być dłużny.
W każdej jednostce wojskowej osoby uprawnione, zwane Aniołami Zagłady, miały uruchomić mechanizm, by rakiety poleciały również w stronę wroga. Tylko czy bunkier, w którym znajdują się Adam i Sue, ma połączenie z wyrzutnią? Załogi zaledwie 16 z 52 istniejących fortyfikacji mogą dokonać zagłady. Tylko które? Tego personel nie wie. Dzięki temu ci, którym przyjdzie wydać komendę, nie będą do końca pewni czy to oni skazali na śmierć miliony ludzi. Podobno właśnie dlatego egzekucje dokonywane są przez pluton, a nie przez pojedynczych żołnierzy - by każdy z nich myślał, że to nie on zabił...
Procedura została wykonana, w powietrzu unosił się środek uspokajający. Adam i Sue przeszli do pomieszczenia, gdzie czekało na nich odpowiednie oprzyrządowanie mające na celu podtrzymanie ich funkcji życiowych przez najbliższe 10 lat. Wówczas, gdy mieli się obudzić, ich rolą miała być odbudowa gatunku ludzkiego, zupełnie jak według Biblii odradzały się zwierzęce gatunki po potopie i pobycie na Arce. Nic dziwnego, że całą operację odrodzenia ludzkości ze starannie wyselekcjonowanych osobników nazywa się na cześć okrętu Noego.
Coś poszło jednak źle. Adam budzi się wiele przed czasem. Maszyny alarmują, że coś jest nie tak z komputerem Sue i mężczyzna powinien to sprawdzić. Niestety technologia zawiodła - Sue już dawno nie żyła. Ten jeden jedyny raz przed zapadnięciem w sen bohaterowie się nie zabezpieczyli i kobieta zaszła w ciążę. Zamiast jednej istoty ludzkiej w kapsule znalazły się dwie. Dlatego też komputer co rusz się resetował, a po rozszczelnieniu kapsuły wokół rozniósł się swąd rozkładającego się ciała.
Samotny Adam, o ironio, prawdopodobnie jedyny żyjący (lecz nie poddany hibernacji) człowiek na planecie, wyrusza w podróż przez zniszczone Stany Zjednoczone.

Robert J. Szmidt w bardzo ciekawy sposób zabrał się do ukazania samotności. Tym razem nie jest to wyobcowanie wśród obcego tłumu, "Obcy w obcym kraju", czy też, co być może sugeruje tytuł, "Samotność długodystansowca". Nie nawiązuję tu wyłącznie do podlinkowanych przeze mnie kawałków Iron Maiden. Adam Sawyer z powieści "Samotność Anioła Zagłady" nie popadł w żadne tarapaty z własnej winy, nie wylądował w więzieniu i nie widzi dla siebie nadziei na poprawę losu dzięki jakimkolwiek działaniom. Owszem, zniszczone Stany Zjednoczone mogłyby się stać czymś na kształt więzienia, jednak bohater nie chce się z tego kraju wyrwać. On mknie przed siebie, zatrzymuje się w wielu motelach, spełnia pewne kaprysy natury materialnej, choć nie każdy - w wyniku ataku zniszczeniu uległo praktycznie wszystko, co zawierało w sobie białko. Żegnaj benzyno, nawet ta ukryta głęboko. Z drugiej jednak strony bohater je słone orzeszki w puszce.
Swoistą zagadką w trakcie lektury była dla mnie relacja Adama i Sue. Owszem, odnosił się do niej ciepło, jak do partnerki z pracy, osoby niezwykle bliskiej, jednak - takie moje wrażenie - po odkryciu jej śmierci nie podszedł do tego emocjonalnie, później też to wspomnienie nie powracało do niego tak często. Twardziel? A może przyjmowane przez niego tabletki zapewniające dawkę energii miały skutek uboczny i odganiały od niego takie myśli? Warto się temu aspektowi przyjrzeć, choć już więcej nie będę o nim gderać, by nie zepsuć nikomu przyjemności z odbioru opowieści.

W książce o swoich losach i spostrzeżeniach opowiada sam Adam Sawyer. Jego oczami czytelnik spogląda na spustoszoną ziemię, dostrzega leżące wokoło zwłoki w zaawansowanym stadium rozkładu. Za około siedem lat, gdy wszyscy śpiący w komorach kriogenicznych się obudzą, te kraj ma zostać odbudowany. Życie ma powrócić do normy, ludzkość ma odtworzyć powoli populację. Wizja piękna, niemal jak po słynnym Potopie.

Warto sięgnąć po "Samotność Anioła Zagłady", to mogę powtórzyć każdemu, kto mnie o to zapyta. W książce odnaleźć można nie tylko bardzo szczegółowe opisy zniszczeń dokonanych przez wystrzelone rakiety, nie tylko naturę jako siłę, która sama stara się powrócić powoli do pierwotnego stanu, lecz także przede wszystkim samotnego człowieka, starającego się jakoś oswoić z otaczającą go rzeczywistością. Czy cały czas będzie silny, a może jednak czemuś ulegnie? Tego już nie mogę zdradzić. Polecam sięgnąć po tę książkę. Szczególnie, że sam Robert J. Szmidt sugeruje wznowienie tej powieści, a także... jej kontynuację. Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, niewtajemniczonym szepnę tylko cicho: tak, da się. I koniec spojlerów. Chwytajcie "Samotność..." w dłonie.

Samotność Anioła Zagłady

autor: Robert J. Szmidt
wydawnictwo: Fabryka Słów
seria: Asy Polskiej Fantastyki
data wydania: 2009

moja ocena: 7/10

1 komentarz:

  1. Kocham post-apo, nawet sama chciałam kiedyś coś takiego napisać, więc chętnie się zapoznam^

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.