niedziela, 11 stycznia 2015

Horror klasy B - kręcim horrora!

Kino klasy B. Filmy niskobudżetowe, amatorskie, których nie uświadczycie w kinach (chociaż od tej reguły są wyjątki. "Twoja stara. Baśń" nie zagościła w multiplexach, ale w kinach studyjnych można ją było ujrzeć. Autorka tych słów przykładem na prawdziwość twierdzenia). Niby kiczowate, nieambitne, dobre na popołudnie lub wieczór, by z piwkiem lub jakimkolwiek smakołykiem przesiedzieć w fotelu i oddać się niewymagającej wysiłku umysłowego rozrywce. Horrory lub komedie epatujące scenami przemocy, falującymi biustami, nieskomplikowaną linią fabularną lub/ i chorym poczuciem humoru.

W najnowszej książce Łukasza Radeckiego trzej studenci w wolnych chwilach (w sumie stereotypowy student ma wolne cały czas, jeno coby tym czasem się cieszyć, potrzebuje czasem odpowiednich "bodźców motywujących") na mecie u jednego z nich, z piwem w ręku i papierosami w ustach, planują podjęcie nakręcenia w Polsce tytułowego horroru klasy B. Pomysł ambitny, aczkolwiek wciąż jest w powijakach, gdyż mężczyźni nie potrafią się zdecydować na konwencję. Każdy z nich przedstawia swoje pomysły i omawiają je na forum, wytykają sobie popełnione błędy, wskazują słabości i proponują swoje pomysły na to miejsce. Oscylują między klasycznym slasherem (z niezarysowanymi, a więc niedającymi się polubić widzom, bohaterami), survivalem (mającym łamać schematy), historią z wilkołakiem i wampirem, apokalipsą zombie, gwiazdkowym horrorem (bardzo miłym do przeczytania w okresie poświątecznym), horroru sf, atakiem zmutowanych mikroskopijnych organizmów, zemstą skrzywdzonej wilczycy, historią o duchach, a absurdalną komedią o wściekłych, cycatych zombie i ich rycerskim pogromcy. Niby niepozornie się zaczyna, ale nie wszystko jest takie, jak by się wydawało.

Każdy z proponowanych horrorów pojawia się w książce w oddzielnym rozdziale, chwilę po tym, jak przyjaciele zakończą debatę o poprzedniej propozycji. Nie łudzą się, że ich potencjalne dzieło odmieni oblicze świata. Jak dokonać może tego coś, co od razu wygląda jak kalka oglądanych przez bohaterów filmów, w wielu przypadkach sztandarowych przykładów gatunku? Oni chcą się dobrze bawić, choć są doskonale świadomi ograniczeń, jak skąpy budżet oraz stan polskiej, hmmm, kinematografii. Komentują to w taki sposób, że nieraz w trakcie lektury pokładałam się ze śmiechu i do pokoju wbiegała przerażona współlokatorka.

"- Niech będzie - zgodził się Tomek. - Ale to i tak sprowadza się do jednego. Nieważne, jak dobra będzie koncepcja filmu o zmiennokształtnych, to i tak nastrój i klimat, choćby stanowiły majstersztyk, polegną w konfrontacji z wizerunkiem bestii. To przecież jest film, nie słuchowisko, prawda? A wybaczcie, polskie warunki mówią jasno: dajcie sobie spokój. Nawet gdyby w tym kraju był ktoś, kto potrafiłby tworzyć udane efekty cyfrowe, to w najlepszym wypadku zbliży się do słodkich potworków z „Van Helsinga”.
– Albo co gorsza ze „Zmierzchu” - burknął Marek.
- Jezu, tylko nie ta szmira! - zakrzyknął Łysy. - Ale dobra, rozumiem. Ja tam raczej spodziewałbym się „cudów animacji” na poziomie „Wiedźmina”. I dziękuję. Pomysł dobry, ale odpada ze względów logistycznych.
"

Łukasz Radecki w swojej najnowszej publikacji nawiązuje do wielu tytułów kina grozy - tych mniej, bardziej lub wcale nie niszowych, które pokolenie obecnych 30-40latków mogło oglądać na kasetach VHS, młodsi natomiast niektóre z tych filmów ujrzeli już na innych nośnikach, już nie na zjeżdżonym kawałku plastiku, nieprzewiniętej czasem taśmie przyniesionej z osiedlowej wypożyczalni filmów wideo. To zdanie brzmi tak nieprawdopodobnie, że sama bym w nie nie wierzyła, gdyby nie fakt, że oglądane przeze mnie w dzieciństwie bajki i filmy w większości przynoszone były właśnie z przybytków, gdzie za kilka złotych można było pożyczyć na dobę lub weekend kasetę z wybranym tytułem i wepchnąć ją w magnetowid, z nadzieją, że nie zeżre taśmy. Rozrzewniłam się, ale "Horror klasy B" przywołuje wspomnienia. W moim przypadku nie do końca wyraźne, ale ukryte gdzieś tam w podświadomości.

 Powracając jednak do opowieści snutych przez trzech bohaterów wykreowanych przez Radeckiego: większość ich opowiadań jest kiepskich, ale wartych przeczytania chociażby dla przezabawnej krytyki, rówieśniczej recenzji (w tym miejscu bardziej pasowałby mi termin peer review, ale pozwolę sobie poza nawiasem pozostawić nie do końca oddający znaczenie odpowiednik polski) i - co tu kryć - uwag mogącym przydać się także wielu autorom, którzy chcieliby stawiać swoje kroki na może nie do końca w Polsce wydeptanej, ale krętej ścieżce horroru.

"- Zacznijmy od tego, kto by to w Polsce wydał – dodał Marek. – Nie masz znajomości, nazwiska, kontaktów? No to zapomnij.
- Nie może być tak źle – jęknął Łysy. - Może by to wydać samemu?
- Zapomnij. To jak onanizować się przed lustrem."


Nie mogłam sobie podarować przytoczenia powyższego fragmentu, który może doprowadzić do dyskusji na temat selfu, a może raczej (biorąc pod uwagę pomysły studenciaków) vanity. Niektórych to obrazowe porównanie może wzburzyć, niektórych rozbawić - bez względu na to, czy jest wyrwane z kontekstu, czy też nie.

Komu polecić? To, że polecam, wiadomo. Ubawiłam się przy lekturze najnowszej książki Łukasza Radeckiego, rozpoznałam wiele nawiązań do popkultury, odkryłam kilka tytułów, które z czystej ciekawości postanowiłam obejrzeć i prawdopodobnie spędzę na tym kawałek nadchodzących ferii. Zatem kogo zachęcić? Każdego, kto lubi atmosferę absurdalnej grozy. Nie tylko przedstawicieli Pokolenia Phantom Pressu, z rozrzewnieniem wspominających na facebooku okładki publikowanych w latach dziewięćdziesiątych horrorów, lecz także młodszym, chętnym na zapoznanie się z tym niepowtarzalnym klimatem. Już nie gderam, zapraszam do czytania.

Horror klasy B

autor: Łukasz Radecki
wydawca: Oficyna Wydawnicza Literat
data wydania: 7.01.2014

moja ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania dziękuję Mariuszowi z Oficyny Wydawniczej Literat oraz akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają., w której mam przyjemność działać. Zajrzyjcie na te profile, zostawcie po sobie ślad, będzie mi miło.

Według jedynego kuszącego mnie w tym roku wyzwania 1/52.

Cytaty pochodzą z książki "Horror klasy B" Łukasza Radeckiego, do której praw nie posiadam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.