sobota, 3 stycznia 2015

Świt_ebooków numer 6 - bo wreszcie trzeba się pochwalić

Zdjęcie pobrane z facebookowej strony czasopisma.

Jakiś czas temu na fanpage'u mojego bloga (tak, istnieje coś takiego, ale HTML mi się buntuje i niestety nie mogę zrobić wysuwanego Likebox'a) pojawiła się wieść gminna, iż mój tekst pojawił się wreszcie w internetowym darmowym czasopiśmie "Świt_ebooków". Oczywiście możecie wszystkie numery pobrać ze strony wydawcy (podlinkowuję do najnowszego numeru, ale wiem, że jeśli będziecie chcieli przeczytać resztę tekstów, z pewnością sobie poradzicie i odnajdziecie pozostałe) - logujecie się przez facebooka lub po prostu zakładacie konto na stronie (o ile nie jesteście zwolennikami wrzucania białej "f" na niebieskim tle wszędzie gdzie się tylko da), pobieracie plik i cieszycie się lekturą. Poniżej pozwolę sobie wrzucić fragment mojego tekstu "Kijem w mrowisko", który odnajdziecie w niniejszym numerze na stronie 130.


Niedawno na forum jednej z facebookowych grup wdałam się w dyskusję na temat tego, kto jest pisarzem i kiedy można to z czystym sumieniem stwierdzić.Z uśmiechem na ustach wtykałam kij w mrowisko i czekałam na efekty. Broniłam swojego stanowiska, że pisarz to nie tylko ten, kto coś wyda, ale także wyrobione nazwisko. Takie, które od razu wywołuje w czytelnikach pozytywne emocje na sam widok książki na półkach księgarskich lub w którymkolwiek internetowym kanale dystrybucji. Twórczość takiej osoby cechuje unikalny styl, oryginalne podejście do tematu oraz jakość, co tu nie mówić. Dlatego też kwestionuję sens kolejnych tworów będących kopiami Conana Barbarzyńcy, Apokalipsy serwowanej przez anioły czy też samotnej dziewoi kochanej (bądź też traktowanej jak piesek na trawniku) przez anioła i diabła. Treść podobna do poprzedników, zmieniają się za to imiona bohaterów, krain, niekiedy pojawiają się nowe postacie, ale główna oś fabularna pozostaje taka sama lub złudnie podobna do poprzednika. A jednak tego typu książki są wciąż publikowane, bardzo często za pieniądze ich autorów.

Mój interlokutor we wspomnianej grupie stwierdził, że takie książki są wydawane, ponieważ ludzie wciąż chcą czytać piękne baśnie o smoku więżącym księżniczkę, która zostanie uratowana przez potężnego i pięknego rycerza na białym koniu. Chcą się wzruszać za sprawą miłości nadnaturalnej, pragną podróżować u boku herosa po krainie ogarniętej wojną i przywracać jej ład oraz porządek. To dało mi do myślenia. Bardzo poważnie, nie ukrywam.

Podejrzewam, że tym tekstem mogę dość brutalnie zakręcić kilka razy wspomnianym kijkiem w świecie mrówek. Ponieważ w mojej głowie zaświtała pojedyncza myśl będąca odpowiedzią na – wydaje się – oczywiste stwierdzenie faktu przez mojego rozmówcę. Czy rzeczywiście powstaje wiele wtórnych historii tylko dlatego, że czytelnik chce je czytać? A może dlatego, że to właśnie autor chce zaistnieć, zobaczyć swoje nazwisko na okładce książki i zdobyć sławę, idąc ścieżką tak wiele razy przecieraną, że aż śliską. Bo temat też robi się śliski. Kręcę sękatym kolejną rundkę, idę w największe ekstremum, w „vanity”. (...)

Jeśli Was zaciekawiłam, zapraszam do lektury najnowszego numeru "Świtu_ebooków" (do poprzednich też, ale "szóstka" jest dla mnie z wiadomych przyczyn numerem najbliższym sercu). Zajrzyjcie również na stronę "Świtu_ebooków" i wydawnictwa RW 2010, gdzie na bieżąco będziecie dowiadywać się o nowych publikacjach elektronicznych.

1 komentarz:

  1. Jestem ciekawa :) fajny temat. Zajrzę do czasopisma.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.