niedziela, 1 lutego 2015

Chór zapomnianych głosów - czy czeka nas zagłada?

O twórczości Remigiusza Mroza pisałam już niegdyś na Zapiskach. Wyrażałam swój przeogromny zachwyt, gdy opowiadałam Wam o "Turkusowych szalach", później miałam też szansę zadać kilka pytań autorowi. Okazało się, że pisarz kojarzony przeze mnie z książek historycznych doskonale czuje się także w innych klimatach. Sam zresztą w trakcie rozmowy przyznał się, że lubi "(...) czytać szeroko, stąd także pisać szeroko. Dobrze czuję się przede wszystkim w sferze thrillera – przy czym drugorzędne znaczenie ma to, jakie jest tło dla fabuły. Może być to średniowieczna Aragonia, może być pokład okrętu przemierzającego bezkres kosmosu, czy w końcu ulice jakiegoś amerykańskiego miasteczka. Wszystko to jest tylko dodatkiem, choć stworzenie ów dodatku nieraz kosztuje znacznie więcej pracy, niż skonstruowanie samej osi fabularnej." Przyznacie sami, że po takich słowach aż kusi, by sprawdzić jak Autor poradzi sobie w zupełnie odległych od historycznych klimatach - w tym przypadku fantastyce z akcją osadzoną w odległej galaktyce (chociaż niedługo na rynku pojawi się także "Kasacja" - thriller prawniczy). Jak wyszło stworzenie tego dodatku do osi fabularnej? Pozwólcie, że Wam opowiem.

Odległa przyszłość. Ludzkość wprowadza plan Ara Maxima, wedle założeń którego nasza rasa ma zbadać i założyć Przebywający na pokładzie mającego skolonizować odległą planetę statku Accipiter astrochemik Hakon Lindberg właśnie budzi się ze snu. W sposób niekoniecznie miły, lecz z pewnością za wcześnie. Po jego kabinie kriogenicznej, w której miał spędzić kilkadziesiąt lat, właśnie osuwa się zakrwawione ciało. Zaszokowany mężczyzna stara się wyrwać ze szklanego pojemnika, gdzie dotychczas spał, jednak jego członki nie są jeszcze przyzwyczajone do ruchu, dlatego też swoje przebudzenie kończy majestatycznym spotkaniem z podłożem i podświadomą próbą uniknięcia tego, co zadało śmierć członkowi załogi statku kosmicznego. W tym stanie znajduje go Dija Undin, nawigator zwany również Alhassanem. Wygląda na to, że przeżyli tylko oni dwaj - obywatel Federacji Skandynawskiej oraz mieszkaniec jednego z krajów arabskich.
Bardzo luźno związany z tematem fanart popełniony pod wpływem rozmowy
ze znajomymi.
Owszem, pomimo różnic kulturowych mogą porozumiewać się we wspólnym języku, chociaż Dija Undin wciąż w zwyczajowych modlitwach posługuje się językiem narodowym. Dzięki temu mogą opracować plan jak postępować na Accipiterze, gdzie poza nimi nie przeżył nikt. Czy ta istota, która zamordowała pozostałych, wciąż znajduje się na pokładzie? A może to Alhassan wymordował członków licznej załogi? Pełen niewesołych myśli Lindberg musi jednak podjąć jakieś działania.

Przekaźnik Alfa Centauri odbiera przekaz ze statku, na którym przeżyli tylko dwaj mężczyźni. Wkrótce w kierunku Accipitera wyruszyć ma ekspedycja ratunkowa. Na miejsce dotrze za pięćdziesiąt lat. Dla członków ISS Kennedy oznacza to ostatnie pożegnanie z bliskimi, dlatego też nikt nie jest przymuszany do udziału w wyprawie. Czy będzie to misja spokojna? Po tajemniczym komunikacie o treści "Rah'ma'dul" raczej się nie zanosi. Zlepek głosek budzi niepokój. Chociaż brzmi jakby termin ten zaczerpnięty był z języka arabskiego, tak naprawdę nie oznacza nic konkretnego. Jeszcze nie... Wkrótce jednak bohaterowie poczują grozę tych sylab na własnej skórze. W jaki sposób - tego już Wam nie mogę powiedzieć, bo zepsułabym zabawę.

Od tej książki naprawdę trudno się oderwać, tak zamierzałam zacząć niniejszy tekst, ale postanowiłam choć trochę na początku wprowadzić Was w klimat opowieści. Mogłam zacząć o wartkiej,  przyciągającej do lektury akcji. Dzieje się tyle, ile w Waszym ulubionym filmie sensacyjnym, tym pełnym pościgów. Pojawiają się nowinki technologiczne, przykładowo okulary służące do obsługi social media, na potrzeby bohaterów przerobione na odtwarzacz "filmów przyrodniczych". Jest też miłość, lecz przede wszystkim tajemnica - kto i dlaczego zamordował załogantów Accipitera? Co oznacza tajemnicze "Rah'ma'dul"? I tak właściwie do czyich głosów odnosi się tytuł? Wszystko wyjaśni się w odpowiednim momencie.

Dotychczas nie mogłam sobie wyobrazić jak Remigiusz Mróz poradzi sobie w klimatach fantastyki. Za sprawą promocji "Turkusowych szali" na Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają. oraz entuzjastycznych recenzji cyklu "Parabellum" chyba trochę popadłam w tendencję wrzucania go do szufladki pisarzy historycznych. Teraz jednak to się zmieniło. W "Chór zapomnianych głosów" wsiąkłam i nie mogę się doczekać momentu, kiedy wezmę do ręki drugi tom serii, a wcześniej "Kasację". Polecam i - powiem krótko - jaram się jak metro na Politechnice.
Pozdrowienia z Politechniki.

Chór zapomnianych głosów

autor: Remigiusz Mróz
wydawca: Genius Creations
data wydania: 2014

moja ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję:

http://cdn.smosh.com/sites/default/files/ftpuploads/bloguploads/twilight-meme-scumbag-edward.jpg
https://www.facebook.com/PNGiSAM

1 komentarz:

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.