czwartek, 26 marca 2015

Passion, tom 1 - tam na końcu korytarza bossman gwałcił marynarza...

Ło matuchno! Toż to..! Toż to..! Słów brakuje!
Porzućcie nadzieję ci, którzy tu wchodzicie. Zawędrowaliście bowiem do krainy, gdzie dzieją się cuda, gdzie rury wydechowe bohaterów nawilżają się same, a kręgosłupy nie pękają, nawet przy najbardziej niewykonalnych, lecz jednak narysowanych akrobacjach. Oto świat yaoi, jednego z moich "najnieulubionych" gatunków mang. Podobno komiksy przedstawiające romans homoseksualny mają swój urok, tak przynajmniej tłumaczą mi uparcie mości yaoistki, czyli fanatyczki tematu o ciągnących ku sobie i tak dalej chłopcach. Nawet jeśli ci chłopcy do siebie nie ciągną, ale fanki już o to zadbają, by chłopaki poczuli do siebie miętę przez piętę na wszelakiego rodzaju fanartach, czy też w fanfikach lub doujinshi. Szczegół, że lwia część tych dziewcząt pisze "oboje" zamiast "obydwaj", a "prawdziwy mężczyzna" w większości przypadków ma dla nich nazwisko .jpg. Tak, dzisiaj może być bardzo niesympatycznie, ale nie ukrywam, że po przeczytaniu kilku mang yaoi i dyskusji z przedstawicielkami mangowego fandomu (dzięki, że wiem już, czemu powinnam unikać mangowych imprez) po prostu mi się na tego typu tekst jadu nazbierało.

Crash test. Czy ta manga ssie tak dobrze jak odkurzacz? Przekonajmy się.
Poznajcie Hikaru, wyjątkowo napalonego licealistę, który na wieść o tym, że jego wspaniały nauczyciel się żeni, po prostu chłopa gwałci. "Hyyy, socjopatyy", wyrwało mi się w trakcie lektury niniejszej fanaberii. Nie uważam, by gwałt był najlepszym sposobem na przywiązanie do siebie kogokolwiek, ale co kto lubi. Podpowiem, że sznurek od snopowiązałki jest znacznie skuteczniejszy. No niech stracę, nawet taśma jest lepszym pomysłem.
Zatem przy akompaniamencie "ochów i achów", być może wymuszonych, być może nie, Hikaru wyjawia panu Shimie powód gwałtu. Tak, chajtasz się człowieku, to Cię psychofan dorwie i... eee, nie kontynuuję tematu, bo jeszcze się jakiś psychofan nawinie.
W każdym razie ta manga już w tym momencie nadawałaby się do gromkiego rzutu przed siebie, najlepiej w ogień, oraz do wygłoszenia mądrości NRGeeka, że autorki niniejszej pozycji powinny zasuwać na galerach. No, ale autorki niestety nie poprzestały na scence, gdzie zakochany i pozbawiony już płynów ustrojowych uczeń oświadcza się swojemu nauczycielowi. To byłoby za łatwe.
Wynik obserwacji: ta manga ssie tak bardzo, że pożarła mi
skarpetki. I w czym ja na miasto pójdę?
Zatem rozpoczyna się nawijanie makaronu. Bo Hikaru kocho, a Shima chybo niii, ale może jednok kocho. Nieważne. Ale czy pokocho?

Przeczytałam dwa tomy tej jakże poronionej mangi i w momencie, gdy przybierałam się do napisania o niej tekstu, dowiedziałam się o następnych dwóch książeczkach spod szyldu 'Passion', czy może 'pASSion', co pasowałoby chyba bardziej. Ten komiks jest denny. Po prostu denny. Z założenia miał być słodką historyjką o trudnej miłości nad podziałami rzędu uczeń-nauczyciel, ale wyszło jak wyszło - czyli mogło nie wychodzić wcale, byłoby dla świata o wiele lepiej.
Lajf is brutal, jak mówi popularne porzekadło.

Tak, przyczepiłam się do tego gwałtu. Tak, wkurzyłam się niemiłosiernie. Właśnie przez takie tytuły jak "Passion" ludziom przewraca się we łbach. Deprecjacji ulega stosunek, któremu towarzyszy uczucie, bo przeca gwałt jest taki kawaii i są sparkle i mogą się yaoistki do tego poślinić, bo to przecież full dramatisz i dodaje historii pikanterii. Szkoda tylko, że grzmocenie grzmoceniem, a przeżycia wewnętrzne bohaterów akcentowane nie są. Bo po co? I tak się w sobie zakochają, będą sparkle, a rozegzaltowana fanatyczka komiksów boys' love osunie się z westchnieniem na podłogę, bo to podobno super tytuł. Super, jeśli wyłączysz myślenie.
I nie jest już w tym momencie ważne, jak pięknie (choć pięknie nie jest) narysowany jest ten komiks. Dyskwalifikacja pełna za treść.

Dostałam oba tomy tego przestrasznego i jeden tom jeszcze gorszego tałatajstwa od przyjaciółki. Ostrzegła, że to szajstwo i poprosiła, bym tego nie recenzowała, choć wiedziała, że paluchy mnie zaswędzą i zaczną walić w klawiaturę.
Zdecydowanie odradzam, chyba że jesteś yaoistką, która nie wymaga od życia niczego. Tylko w tym wypadku może Ci się spodobać. Ale czy nie lepiej czytać wtedy składu papieru toaletowego?

Passion, tom 1

wydawca: Digital Manga Publishing
autorzy: Shinobu Gotoh, Shoko Takaku
data wydania: wrzesień 2004
oprawa: miękka z obwolutą

moja ocena: mocno naciągane 1/10

Ok, następnym razem pokażę Wam lepszą mangę.

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Tak, mam takie potwory w kolekcji.

      Usuń
    2. czytanie tego sprawiło, że mój mózg dosłownie przestał funkcjonować i osunęłam się po ścianie ale tylko na chwilę, bo zaraz do mnie doszło, że....no właśnie.."hyyy socjopatyyy"....

      Usuń
    3. Nagram te "Hyyy, socjopatyy", byś mogła ustawić sobie na dzwonek :p

      Usuń
  2. Nie czytam mang i... cóż, teraz to zdecydowanie wolę pozostać przy książkach. Już sama recenzja bolała (choć jest świetna).

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.