poniedziałek, 13 kwietnia 2015

PSYCHOANIOŁ w Dublinie - o walce z przeznaczeniem

Dawno, dawno temu jako początkująca nastolatka oglądałam "Księżniczkę Mononoke" (film znany również jako "Princess Mononoke" lub "Mononoke hime"). Owszem, jest to animacja ponadprzeciętna i polecam obejrzenie jej wielu, ale dzisiaj nie o tym. Otóż we wspomnianej produkcji jedna z postaci wypowiada zapadające w pamięć słowa "Nie możesz zmienić przeznaczenia, ale możesz wyjść mu naprzeciw".  Cytat ten po wielu latach ponownie pojawił się w mojej głowie w trakcie lektury "PSYCHOANIOŁA w Dublinie", najnowszej książce Łukasza Steca.

Poznajcie Wowę, prawie trzydziestoletniego rozwodnika, który mieszka ze swoim kotem w tytułowym Dublinie i pracuje w firmie produkującej pierogi. Wydawałoby się, że wiedzie żywot typowego polskiego emigranta. Ot, nie do końca normalni współlokatorzy ukazują swoje oblicza, a wykastrowany rudzielec Borys po raz kolejny podejmuje próbę samobójczą i wyskakuje z okna...
Tak, w tym momencie życie Wawrzyńca (wiem, że jest to tradycyjne, polskie imię, ale rodzice głównego bohatera musieli mieć specyficzny gust lub niecodzienne poczucie humoru) może wydawać się chlebem lub pierogiem powszednim polskiego emigranta - ot, dzień jak co dzień. W sumie wszystko byłoby ok, gdyby tydzień przed urodzinami Wowy nie pojawił się psychoanioł wyglądający jak Indianin w białym fartuchu, zielonych kaloszach, z ogromnymi skrzydłami na plecach. To widoczny tylko dla Wowy i jego kota posłaniec, anioł dla ateistów, którzy wierzą w potęgę umysłu, nie w Boga. Ów byt nadprzyrodzony przynosi Wowie niezwykłą wiadomość, niemal objawienie - za tydzień, w dzień swoich trzydziestych urodzin, mężczyzna zostanie zamordowany. Przez kogo? W jaki sposób? Tego musi dowiedzieć się jak najszybciej, a może jednak uda mu się to nieszczęsne przeznaczenie zmienić.
Tylko że jak ratować własny tyłek, gdy nagle w Dublinie pojawia się wiele osób z jego przeszłości, w tym była żona? I co babskiem kieruje?

Tutaj się zastanawiałam, którędy wleciał do mego domostwa, ponieważ
odnalazłam go na biurku, nawet nie nabłocił.
Opowieść o niespełna trzydziestoletnim Wawrzyńcu to naprawdę dobra lektura na wieczór, by się odstresować po ciężkim dniu. Z pozoru popularne motywy, jak na przykład dowcipne tłumaczenie (swego czasu popularny był list od kolegów z Włoch odczytywany na weselach, stąd tez moje skojarzenie) wypowiedzi - w tym przypadku Niemca - na język angielski. Od początku wiedziałam jakiego tonu wypowiedzi mogę się spodziewać, a jednak ubawiłam się do łez.
Ciekawe są również postacie wykreowane przez pana Łukasza: powykręcane i przejaskrawione, jednak życie w Warszawie udowodniło mi, że mimo wszystko możliwe do spotkania na ulicy większego miasta. Maniakalnie obstawiający zakłady na wyścigach konnych detektyw, czeski współlokator-gitarzysta i jego niezauważająca licznych zdrad dziewczyna, nachalny sprzedawca broni... Nie wymieniłam wszystkich, pozostawię Wam możliwość odkrycia każdej z postaci.
To również specyficzny kryminał. Przestępstwo teoretycznie nie zostało popełnione, a już trwa śledztwo. "Teoretycznie", ponieważ Wowa w praktyce już raz umarł, ale dane mu zostało przeżyć ostatni tydzień jeszcze raz, by spróbować ocalić skórę.

Warto wspomnieć o stronie technicznej książki. Wydawnictwo Akurat po raz kolejny pozytywnie zaskoczyło mnie estetycznym wydaniem - na przyciągającej wzrok okładce błyszczą foliowe paski. Oznaczenie miejsca, gdzie nastąpiła przerwa w czytaniu, ułatwiają skrzydełka: na jednym przedstawiona została sylwetka autora, na drugim umieszczono fragment powieści. Zmysł estetyki został jeszcze połechtany przyjemnie przez siedem zdjęć umieszczonych na początkach rozdziałów

Ostatnio do mych drzwi pukają różne dziwne stworzenia. Świadkowie Jehovy przestali już mnie nawiedzać, bo nasze wizje szczęścia się nie pokrywają. Chyba nie lubią kawy w takich ilościach. No, mało kto wytrzymuje kawę w takich ilościach.
Ale... obijał się gołąb o okno, teraz obijają się anioły. Jednego nawet moja współlokatorka wpuściła, bo chociaż psycho, to zakamuflował się pod postacią rudzielca. Skrył się na biurku, nieśmiało wyjrzał z koperty i tak już został. Wam także polecam przygarnięcie Wowy, Borysa i towarzyszącego im psychoanioła, z pewnością nie pożałujecie spędzonych z nimi chwil. To jak? Wychodzicie naprzeciw przeznaczeniu?

PSYCHOANIOŁ w Dublinie

autor: Łukasz Stec
wydawca: Akurat
data wydania: 2014

moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akurat
https://www.facebook.com/wydawnictwoakurat?fref=ts


Oraz akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają.
https://www.facebook.com/PNGiSAM?fref=ts

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.