środa, 6 maja 2015

Na skraju jutra/ All you need is kill - padłeś? Powstań..?! To ta bajka?

Nie podobała mi się jakość okładki z lc, więc macie kawałek
dywanu mojej koleżanki jako gratis.
Wyobraź sobie, że budzisz się rano, w głowie huczą Ci wciąż żywe wspomnienia z dnia wczorajszego, a jutro masz do wykonania coś bardzo ważnego, od czego zależeć ma Twoje przyszłe życie. Może jakiś egzamin, rozmowa o pracę, a może randka z kimś naprawdę atrakcyjnym, kto potrafi przyciągnąć Cię samym spojrzeniem.
Super, zatem mija "dziś" zaczyna się jutro, a Ty w stresie podchodzisz do tego punktu. Uda się lub nie, wiadomo. Tylko że się nie martw, jeśli Ci się nie uda...
Obudzisz się rano, a w głowie wciąż będą huczeć wspomnienia z dnia poprzedniego. Następnego dnia natomiast czeka Cię bardzo ważny moment.
Walnięty Dzień Świstaka, prawda? Na takim schemacie oparta została powieść "All you need is kill" Hiroshiego Sakurazaki, w Polsce wydana pod filmowym tytułem "Na skraju jutra".

Ziemię napadły stwory z kosmosu, które wydzielają substancje szkodliwe dla środowiska naturalnego. Niszcząc wszystko wokół starają się podporządkować sobie ludzkość. Człowiek jednak nie jest istotą tchórzliwą i słabą. Każdy kraj, który posiada możliwości obrony, formuje specjalne oddziały do walki z najeźdźcami, na kartach powieści nazywanych Mimami.
Oto Keiji Kiriya, młody rekrut, który niedawno przeszedł szkolenie wojskowe. Mężczyzna, zupełnie jak wielu podobnych mu "świeżaków", może i potrafi strzelać z karabinu, ale brak mu umiejętności bojowych. Jest przerażony, obserwuje śmierć kolegów z oddziału, sam też zostaje ciężko ranny i za chwilę ma umrzeć. Nim jednak odejdzie, na polu bitwy spotyka jeszcze słynną Ritę Vrataski, ubraną w szkarłatny kombinezon wojowniczkę, która wsławiła się zabiciem największej ilości Mimów w czasie trwania wojny. Kobieta zobowiązała się, że zostanie z bohaterem do momentu, gdy ten zamknie oczy na zawsze, wtedy będzie mogła zabrać baterię z jego kombinezonu.
Ostatkiem sił Kiriya podrywa się do ataku i zabija jednego z napastników. Skąpany we krwi przeciwnika umiera.
I budzi się ponownie w przeddzień bitwy, w trakcie której zginął. Zauważa, że ma założony palcem fragment kryminału, który chciał doczytać. Roześmiany kolega z łóżka nad jego pryczą podaje mu zaświadczenie mówiące, że jeśli zginie w bitwie, na niego zrzucą winę za ukradziony poprzedniego dnia alkohol.
Keiji Kiriya wpadł w pętlę czasową. Od teraz na nowo będzie przechodził przez cykl przebudzenia się z palcem w książce, przygotowaniem do bitwy, bitwą i śmiercią. Będzie pamiętał poprzednie "pobudki", jednak nikt poza nim nie będzie świadom, że takie zjawisko następuje. Każdy będzie zachowywał się na swój sposób normalnie. No, prawie każdy. Poza Keijim świadomą istnienia pętli jest jeszcze Rita. Czy dwójce bohaterów uda się wyrwać z tej matni i uniknąć ostatecznej śmierci?

Niezbędny atrybut light novel.
Zdjęcie: Zapiski z przypomnianych krain
W Polsce, jak już wspomniałam, powieść ukazała się nakładem wydawnictwa Galeria Książki. Pamiętam wrzenie w światku mangowym, gdy okazało się, że pierwszą na polskim rynku light novel jest "Na skraju jutra", które wypuszczone zostało przez oficynę niemangową. Czytelnikom niebędącym w temacie od razu wyjaśnię - termin light novel oznacza powieści gatunku dowolnego, które zawierają mangowe ilustracje. W przypadku "All you need is kill" grafiką zajął się Yoshitoshi ABe, artysta znany polskim fanom mangi z takich serii jak "Serial Experiments Lain", "NieA under 7", czy wydanego przez Anime Gate "Haibane Renmei". W anglojęzycznym wydaniu książki zachowano oryginalną ilustrację okładkową wykonaną przez pana ABe. W polskim natomiast... No dobrze, ja wiem, że chwyt marketingowy, że nadzieja na wyższą sprzedaż książki z okazji wejścia filmu z "jak zwykle przystojnym Tomem" (nie, nie kierujcie mnie do okulisty, celowo cudzysłów dałam) do kin, ale no... no paskudnie to wygląda. 

No właśnie. Na kanwie powieści powstały dwa tomy mangi "All you need is kill" narysowane przez Takeshiego Obatę (grafik znany z serii "Hikaru no go", czy też "Death Note"), wydane w naszym pięknym kraju przez JPF; a także film kinowy z Tomem Cruise'm. No właśnie, na niego miałam się wybrać, ale się nie złożyło. Później miałam obejrzeć, nawet po części przekonał mnie do tego Ataman z +AtaTV. Zresztą sami zobaczcie:

                                                    
Ok, rozgadałam się o fabule książki, Ataman o filmie. Mangę pozostawię na deser. Pomimo popularnego w moim dzieciństwie filmu "Dzień Świstaka", bardziej przyzwyczaiłam się do filozofii wyznawanej w wierszu "Nic dwa razy" Wisławy Szymborskiej. W "All you need is kill" śmierć staje się czynnością rutynową, niemal jak reset komputera, gdy ten już się zawiesi. Znika cała unikalność tego wydarzenia, staje się ono po prostu końcem pewnego procesu, który na nowo zostanie zainicjowany w punkcie ostatniego zapisu. Tak, zupełnie jak w grze. Nie poszło? To hyc "do sejwa". I jedziesz dalej.
Tylko że w trakcie akcji, choć porywającej, zaczęłam się gubić kto i co może pamiętać po "wczytaniu" poprzedniego stanu. To, czego świadoma była niekiedy Rita, wydawało mi się czasem podejrzane, po prostu czy mogła pamiętać, że facet, który do niej zagaduje, pamięta o zielonej herbacie, o którą ona go pytała, gdy ten umierał przed poprzednim resetem, szczególnie gdy sama (tu był spojler)?

Pełna entuzjazmu po przeczytaniu mangi, chciałam zabrać się za film, jednak lektura książki ostudziła mój zapał. Dobrze, nazwijcie to naziolstwem, warcholstwem, ksenofobią, czymkolwiek, ale wystarczyło mi kilka wyciągniętych od Atamana i zaobserwowanych w trailerze i na plakacie szczegółów na temat wersji aktorskiej, że jakoś za specjalnie mnie już nie ciągnie:
  • Keiji Kiriya nie jest Keijim. Nie jest nawet Japończykiem, tylko panem Amerykaninem Cage'm (nie Nicolasem), majorem wciągniętym do armii pomimo jakiś tam swoich oporów,
  • Rita jest blondynką. Ok, nie mam na celu dyskryminacji blondynek, ale manga i książka przyzwyczaiły mnie do filigranowego rudzielca ubranego w szkarłatny kombinezon, a nie potężnej kobiety typu "Helga" z... maczetą..?
  • właśnie, kombinezony. Miały być to piękne, przemalowane maszyny do zabijania, a w wersji aktorskiej wyglądają jak wyginane przez "szwagra" zderzaki szwagrnięte sprayem,
  • film jest produkcji amerykańskiej. Widzieliście amerykańskiego "Dragon Balla", "The Ring", czy "The Grudge"? Jeśli nie, nie oglądajcie, chyba że już jesteście w takim stanie upojenia, że za rogiem chcecie otworzyć fabrykę papieru toaletowego lub  oficynę "pisarzotwórczą".
Wracając jednak do książki, która stała się "kamieniem węgielnym" całego uniwersum, o ile można o uniwersum w tym przypadku mówić. Jeśli wyłączyć myślenie i skupić się tylko na akcji, może być to naprawdę udana lektura na odstresowanie po ciężkim dniu. Natomiast w przypływie weny i chęci rozłożenia fabuły na czynniki pierwsze, można pomazać kartkę i zagubić się zupełnie w zależnościach między bohaterami.Osobiście odczucia mam mieszane, książka do przeczytania na jeden raz i do odłożenia.

Na skraju jutra/ All you need is kill

autor: Hiroshi Sakurazaka
ilustrator: Yoshitoshi ABe
wydawca: Galeria Książki
oprawa: miękka
cena okładkowa: 34,90
data wydania: 2014

moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.