wtorek, 12 maja 2015

Szczury Wrocławia - o piekle na Ziemi

W chwili, gdy piszę te słowa, za oknem rozkrzyczała się syrena. Dzisiaj alarm to niby tylko ćwiczenia, ale ten wbijający się w mózg dźwięk stał się pretekstem, by wreszcie przysiąść i napisać kilka słów o "Szczurach Wrocławia". Chyba inaczej się nie da. To po prostu ten dzień. Goszcząca mnie koleżanka stwierdziła, że to trąbienie i świdrowanie strasznie ją niepokoi. W odpowiedzi usłyszała ode mnie, by wyciągnęła maść na zombie.
Upiornie.

 Wrocław, dziewiąty sierpnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego trzeciego roku. W izolatorium przy ulicy Kiełckowskiej 43a sierżant Patryk Mielech zamiast zastanawiać się nad obroną obywateli swojego miasta przed epidemią, myśli o tym, że już niedługo Agnieszka Krokowicz, młoda pielęgniarka, zakończy praktyki i powróci do rodzinnego Opola. Lada moment zakończyć ma się kwarantanna, odizolowani sąsiedzi "pacjenta zero" - staruszka z objawami ospy - mają wrócić do swoich domów. Koszmar ma się skończyć, życie będzie się toczyć normalnie, tak myślą wszyscy.
I myślą tak jeszcze w momencie, gdy siostra Ina Młocicka wypadła z okna jednego z budynków izolatorium. Czar znika, gdy kobieta pokracznie podnosi się z ziemi, choć nie powinna tego upadku przeżyć. Chwilę później ginie Agnieszka, zaatakowana przez zmartwychwstałą pielęgniarkę. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Wkrótce nie tylko ludność przebywająca w odosobnieniu zostanie zainfekowana wirusem tajemniczej, potrafiącej postawić na nogi nawet umarłego, choroby. Jeszcze ospa, czy może już coś innego?
Cokolwiek to jest, do walki z tajemniczą epidemią stanie zbrojne ramię władzy ludowej oraz konkurujący z nim Kościół katolicki. Milicjanci, księża, czy szarzy ludzie - każdy z nich na swój sposób spróbuje poradzić sobie na swój sposób z zagrożeniem. Na pierwszy plan wysuwają się karczmarz Konofol oraz spędzający we Wrocławiu urlop z rodziną Schröder. 
Zaraza rozprzestrzeni się wszędzie - w izolatoriach, w internatach, na komisariatach, w knajpach, na ulicach, na dworcach... Istne Pandemonium.
"Chaos" to pierwszy tom opowieści. Obejmuje on dwanaście godzin od wybuchu epidemii. To chwile, gdy bohaterowie próbują przejąć kontrolę nad sytuacją. Nie jest to łatwe zadanie.

"Szczury Wrocławia" są eksperymentem literackim, książką kultową już przed ukazaniem się na rynku. Robert J. Szmidt jakoś na początku czerwca 2014 wysłał mi zaproszenie do polubienia strony jego najnowszego projektu, gdzie według założenia zabijać miał na kartach powieści realnych ludzi. "Ok, Szmidt mi nigdy kitu nie wcisnął", pomyślałam, klikając na łapkę  z kciukiem w górę. Niedługo potem dowiedziałam się, że już jestem trupem. Specjalnie mnie to nie zasmuciło. Wręcz przeciwnie, ucieszyłam się jak przygłupek, że jakiś stworzak o moich personaliach będzie się pałętał gdzieś w opanowanym przez wirus ospy Wrocławiu '63, tym alternatywnym Wrocławiu '63.
Czy ospa jest ospą? A może to co innego daje przysłowiowego kopa truposzom, że wstają i włóczą się po ulicach, atakują wciąż żywych mieszkańców? Nie zostało to jeszcze wyjaśnione, lecz major Bartosz Biedrzycki i jego współpracownicy starają się odpowiedzieć na to pytanie.

Moje wrażenia po pierwszych dwunastu godzinach epidemii? Ogólnie pozytywne, choć mam kilka zastrzeżeń. Wiem, że postaci miały być luźnym odwzorowaniem swoich chodzących w rzeczywistości pierwowzorów, jednak z przymrużeniem oka patrzyłam na scenę, w której atakuję pazurami Dominikę Tarczoń, w książce kierowniczkę internatu dla pielęgniarek. Popatrzyłam na swoje marne pazurki. Potem na odpowiedni akapit. I na pazurki. I na akapit. I wzruszyłam ramionami. Musiałabym chyba jakieś tipsy, aka noże do mięsa, dokleić, bo strasznie łamliwe te paznokcie, ale ok, o tym na fejsie nie pisałam. Fejs. Od tego się zaczęło i to z tego źródła Robert Szmidt pobierał informacje o swoich bohaterach, niektórych dopytywał o detale. No cóż, to pełzam w okolicach strony 130 po wyższej kondygnacji internatu.
Uśmiercić ponad 200 osób w książce i wymienić je z imienia i nazwiska, to było trudne wyzwanie. Czasami odnosiłam wrażenie, że było za gęsto od personaliów, na czym cierpiała akcja. Przyznaję się, że momentami aż widziało mi się pójście w jakieś niemal absurdalne, hardkorowe bizarro (no co? Trzymałam kciuki, że niektórym znajomym zejdzie się naprawdę widowiskowo, w końcu niektóre postacie kojarzyłam już przed powstaniem książki), ale wtedy chyba niewielu czytelników wytrzymałoby aż tak krwawe sceny. "Naczytała się Mitki i spółki", pewnie powiecie. Ano, naczytała się i czytać dalej zamierza. A właśnie, Karol Mitka też się przez "Szczury..." przewija.
Naziol mode on, na stronie 357 wykwitł chochlik, "dostali po dwa zwierzali". Tyczyło się to królików, którymi podzielili się bohaterowie. 

Ale ok, by nie było, że tylko narzekam, choć jestem kobietą, w 1/4 Kurpianką i do tego Polką (jak się bawić w combo, to się bawić). Książka jest dobra. Jest przełamaniem mojej złej passy, jeśli idzie o ostatnie doświadczenia związane z lekturą polskiej fantastyki. Wiem, poszłam niepotrzebnie w vanity, przez co bolała mnie głowa od facepalmów i jęków zawodu. "Szczury Wrocławia" były detoksem. Świetnym, skutecznym detoksem, które może są momentami lepsze, momentami gorsze, ale nie męczą. Odpoczęłam przy nich. Z zaciekawieniem śledziłam scenę w kościele, obserwowałam ją pod kątem manipulacji - jak uwalnianie od jednego systemu i walka z komunizmem staje się popadaniem w drugą skrajność, która ostatecznie też nie przynosi ratunku. Nie, nie ładujcie mnie na stos, ani na rozstawione w tym alternatywnym Wrocławiu krematoria.
I tak, pośmiałam się, że Gomułka dostał się do książki poza losowaniem. Ot, skubany!

Po "Szczurach Wrocławia" spodziewałam się trochę więcej, ale nie powiem, bym się zawiodła. Dostałam kawał dobrej rozrywki, historię o zombie z bohaterami, których kojarzę ze świata realnego lub z sieci. Warto było na tę książkę zaczekać i warto było po nią sięgnąć. Teraz, kiedy "Chaos" już minął, czekam na ciąg dalszy. Ciekawi mnie jak poradzą sobie bohaterowie, kto przetrwa, a kto zostanie "zzombiony". W planach podobno jest tom 1,5 oraz 2.
Osobiście polecam.

Szczury Wrocławia: Chaos

autor: Robert J. Szmidt
wydawnictwo: Insignis
data wydania: 22 kwietnia 2015

moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.