niedziela, 28 czerwca 2015

Bóg Horror Ojczyzna: Tych Troje, część 2 - fanfik w realiach uniwersum Łukasza Radeckiego

Cześć, ponieważ tekst o bardzo fajnej i wartej polecenia książce jest w przygotowaniu (przez maraton w pracy nie miałam czasu), proponuję Wam dzisiaj lekturę drugiej części fanfika do "Bóg Horror Ojczyzna" Łukasza Radeckiego. Nie ukrywam, że przejdzie on redakcję, naniosę sporo zmian, niektóre fragmenty chyba skończą w sposób "Ctrl + A, backspace". Dzisiaj serwuję Wam w miarę oryginalny i prawie niezmieniony tekst. Wdzięcznam za uwagi.

            "Werka przyszła do KSS bezpośrednio po studiach. Owszem, zrobiła tę swoją śmieszną anglistykę, ale równolegle skończyła także szkołę detektywistyczną, co zadecydowało o przyjęciu jej tutaj. Pamiętam jak szef piał ze szczęścia, że ma wreszcie niepozorną agentkę, która z niewinnym, dziecinnym uśmiechem potrafi spacyfikować grupę przestępców. Wera była geniuszem, cudownym dzieckiem KSS, kartą atutową. W stu procentach skuteczną kartą atutową. Do tego jeszcze snajperem.
Na tym cudownym obrazku była jednak jedna skaza, rysa pogłębiająca się od naszej pierwszej wspólnej akcji. Przeze mnie Wera została porwana i przez trzy miesiące nie dawała znaku życia. Już myśleliśmy, że nie żyje, nawet jej symboliczną mogiłę na cmentarzu postawiliśmy, opłakaliśmy, w knajpach wspominaliśmy przy kielichu. A ona pewnego dnia po prostu przyszła do pracy jak gdyby nigdy nic. Jak byśmy ducha zobaczyli. A szef... aż wybłagał u góry dyspensę, byśmy mogli chlać przez tydzień, taka radość zapanowała, gdy opadły emocje.
            W trakcie jednej z popijaw udało mi się wreszcie odciągnąć Werkę na bok, by dowiedzieć się nieco o jej dotychczasowym miejscu pobytu. Nikomu bowiem nie pisnęła na ten temat ani słowa.
Dolej sobie, Maks, należy Ci się. Zaraz usłyszysz coś niekatolickiego. Zgorszysz się, wiem.
Słyszałeś o syndromie sztokholmskim? To, że ofiara zakochuje się w swoim porywaczu? No właśnie, tak też było w przypadku Werki.
Tylko że jej porywacz miał piękne, blond loczki i miseczkę F. Oficjalnie Anka była jej współlokatorką, ale od tamtego pamiętnego chlania stałem się powiernikiem tajemnic Weroniki. Dziewczyna żaliła mi się nieraz, że jej, hmm, współlokatorka sprawia problemy - to coś ukradnie, to bronią pogrozi, to napadnie. Taki mały bandyta, który nie daje się zresocjalizować.
Co nie pijesz? Pij. Najlepsze przed nami. Wera wróciła do czynnej służby, razem ze mną szukała złodzieja sztuki sakralnej. Wydawałoby się, że naprawdę błaha sprawa, ale spędzała nam sen z powiek, bo winowajca cały czas jakoś nam się wymykał. Okazało się, że nie bez powodu.
Wreszcie dorwaliśmy sprawcę na gorącym uczynku. Bandyta połasił się na ołtarz Wita Stwosza.
Mierzyłem do jakiegoś dresiarza w przyluźnej bluzie z czterema paskami, aż ten się odwrócił, a spod kaptura wymknął się blond kosmyk. Zamurowało mnie. Jakoś nie mogłem uwierzyć, że to właśnie Anka kradła te wszystkie dzieła.
Wypiłeś? To doleję.
No to skoczyłem do niej, chciałem ją skuć, ale coś mi strzyknęło w stawie, zawahałem się i chwilę potem czułem zimną lufę przyciśniętą do skroni. A zaraz usłyszałem strzał i ciało przestępczyni zsunęło się po moim ramieniu. Werka wystrzeliła. Broniła mnie. Patrzyła na mnie chłodnymi oczami, oddychała głęboko. Po chwili podbiegła do ołtarza.
Gdy zsunęła kaptur z głowy trupa, rozpętało się piekło. Krzyczała, płakała, rwała włosy.
Ten hałas przywołał zakonnice i agentów KSS. Ktoś wyrwał ją z moich ramion i pociągnął w boczną nawę."

***

- ... i właściwie wtedy przyszło do szefa pismo z zakładu psychiatrycznego, że Wera zabawi u nich na długo. - Stonka wyzerował butelkę. - No nic. Odpocznij sobie, partnerze. Niedługo zrobi się niezwykle pracowicie.
- A ciebie gdzie niesie?
- Zobaczę czy Radecki z Wojteczkiem dostali już próbki tego "Absyntu 2.0" z jakiegokolwiek miejsca zbrodni.

***

            Monika Mirota przywitała nowy semestr roku akademickiego z zaciętym wyrazem twarzy i patelnią w dłoni. Ciągnęła się z nią i resztą bagaży przez kilka godzin, ale wreszcie dotarła pod akademik.  O dziwo, tym razem odbyło się bez perturbacji. I dobrze, bo okres sesji był dla niej naprawdę stresogenny, przestała jeść i wylądowała na pogotowiu. Jednak ona była silna. Jej poprzednia współlokatorka, pierwszoroczniak z polonistyki, nie wytrzymała presji studiów i zaginęła tuż przed sesją. Mogła chociaż przypalonego woka odkupić, ale już trudno, było, minęło. Nie ma co płakać nad spaloną patelnią.
            Przywitała się ze znajomą portierką, nawet nie musiała pokazywać legitymacji studenckiej. Ją tu po prostu znali. Nie dziwota, udzielała się w większości studenckich inicjatyw, miała do tego rękę.
Wepchnęła ciężką walizkę do windy, wcisnęła przycisk z numerem piętra i odetchnęła z ulgą, gdy drzwi się zamknęły. Niby XXI wiek się kończy, a technika w akademikach zatrzymała się gdzieś w połowie XX. Stary metalowy dźwig buczał złowrogo, ale wznosił się ku górze.
Nie rozważała tego jednak. Metalowa puszka zatrzymała się na jej kondygnacji z cichym brzdęknięciem. Drzwi się otworzyły, więc popchnęła walizę z wałówką i ruszyła dalej. Do pokoju miała już blisko, praktycznie tylko skręcić.
Gdy wychylała się zza zakrętu, z niemałym zdziwieniem zaobserwowała, że drzwi jej pokoju są otwarte na oścież. Czyżby Magda urządziła komitet powitalny? A może znowu naważyła jakiegoś bimbru z drugiego końca tęczy i będzie w pokoju śmierdzieć? Mówią, że anglistyka zobowiązuje do bycia życiowym nieogarem. Ale nawet to ma swoje granice - nie robi się stylizowanego na Irlandię cydru ze śliwek spod akademika. Szczególnie, że te śliwki z Irlandią nie miały nic wspólnego. Nawet nie leżały obok mapy Zjednoczonego Królestwa. Nie zdążyły.
Tylko że zapach tym razem nie unosił się na korytarzu, więc raczej chodziło o coś innego. Czyżby sprzątała w pokoju? Niemożliwe.
Ledwo dociągnęła swój pakunek, w końcu trzeba być twardym, a nie miękkim. Zajrzała do środka. Zauważyła, że po pomieszczeniu krzątała się jakaś farbowana na rudo dziewczyna. Chyba nowa współlokatorka. Czyżby jednak plotki o tym, że ta Ola z polonistyki próbowała tego nowego alkoholu były prawdą i, niczym Witkacy, przetestowała na swym organizmie substancję psychoaktywną? To powód jej nieobecności? Nieważne.
- Cześć - zaczęła Julita wciągając walizkę do środka.  - Dostałaś tu przeniesienie?
Teraz dopiero ta nowa zauważyła swoją współlokatorkę. Uśmiechnęła się promiennie i wyciągnęła przed siebie dłoń.
- Weronika Wiśniewska. Miło mi.
- Mi również. Na czym jesteś?
- Na anglistyce.
- To tak jak Magda Rynkiewicz. Obie jesteście na najbardziej chlającym wydziale na tej uczelni. - zauważyła konsternację na twarzy świeżo poznanej koleżanki. - No tak, Magda... Powinna przyjechać dzisiaj, może jutro. Może i za trzy dni, o ile zaprzyjaźni się z duszkami, wróżkami i innym magicznym tałatajstwem, szczególnie tym zielonym. Czasem zapomina wysiąść na tej stacji, co trzeba.
- Wy tu macie absynt? - wystarczyło wspomnienie czegoś zielonego, by byłej agentce KSS skojarzyło się z piołunówką.
- Ano jest podobno, ale jakoś mnie nigdy do tego nie ciągnęło. Szczególnie, że ludziom po tym odwala, a zdarzyło się parę "zaginięć" - ostatniego słowa Monika starała się nie akcentować jakoś przesadnie, ale wzrok Werki zbystrzał. Była na tropie. - Twoja poprzedniczka mi patelnię wisi i nie wiem, czy jeszcze się pojawi i odda.
- A ty na czym jesteś? I, o ile mogę zapytać, przy czym odpoczywasz?
- Odpoczywam? - gospodyni pokoju zaśmiała się. - Na germanistyce się nie da. Jak nie zajęcia, to Oktoberfest, a jak nie to, zaraz Magda jakiś alkohol przyniesie.
- Ale absyntu nie miałaś w rękach? - Werka włożyła do szafy kilka swoich koszulek. W sumie powinna zacząć się rozpakowywać i coś robić, by tamta studentka nie zwróciła zbytnio uwagi na to, co Wera chciała z niej wyciągnąć.
- Nie, czemu pytasz? - Monia zaczęła się robić podejrzliwa.
- Zawsze się zastanawiałam jak to smakuje.
- Nie martw się, w trakcie tego semestru będziesz miała niejedną okazję, by się o tym przekonać.
Oby, pomyślała dawna agentka. Oby w pakiecie do trunku dołączono bimbrownika.

Ciąg dalszy nastąpi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.