wtorek, 14 lipca 2015

Bibliomania. Antykwariat Taniej Książki na Solcu - nowe miejsce na mojej prywatnej mapie

Kamienica jest w trakcie remontu, dlatego zamiast zdjęcia mojego autorstwa
serwuję Wam zapożyczone ze strony antykwariatu.
Jest taki port, wielki jak świat...

No, może nie do końca mogę to miejsce nazwać portem, choć znajduje się zaledwie kilka minut spacerkiem od Wisły. Słyszałam o nim legendy, znajomi dzielili się opowieściami chętnie. Czytałam również wpisy na forach i portalach społecznościowych o tym punkcie na mapie. Praktycznie każdy ukazywał Antykwariat na Solcu jako miejsce niezwykłe, z przysłowiową duszą, ze stosami książek sięgającymi sufitu.
Pragnęłam odwiedzić ten przytułek słowa pisanego, jednak dotychczas jakoś się nie składało. To nie było czasu, to chęci, to się gotówka pod koniec miesiąca skończyła i trzeba było wbić zęby w tynk. "Wymówków jak mróków".

Zdarzyło się nawet, że o rzeczonym antykwariacie zapomniałam. Tak na długo. Praktycznie przez trzy lata nie planowałam wyprawy na Solec 103, do księgarni prowadzonej przez państwa Hannę i Janusza Szostakowskich.
A jednak stało się. Przypadkiem. Zupełnym przypadkiem. Cóż, wychodzi na to, że przypadki jednak rządzą moim życiem. Ponieważ "przypadkowo" do końca tego tygodnia pracuję niemalże naprzeciwko, wystarczy jedynie przejść przez ulicę.
W chwili pisania tych słów mam za sobą jedną wizytę w tym miejscu i jedną przeczytaną książkę z tych, które widzicie po lewej stronie.
Kiedyś miałam "Ptaśka" Williama Whartona. Dostałam od dawnej miłości i miałam go przeczytać, ale dawna współlokatorka położyła na nim łapska i przepadło. Słyszałam jednak mnóstwo pozytywnych opinii o twórczości tego autora, stąd też w mojej kolekcji pojawiła się publikacja "W księżycową jasną noc". Stan mogę ocenić na dobry z minusem, ale hej, zakupiona za 4 złote. 

W tej samej cenie zakupiłam "Wrzesień" Tomasza Pacyńskiego. Słyszałam o tej książce legendy, strasznie zależało mi na złapaniu jej, a jak zwykle skleroza dała o sobie znać. Jednak gdy tylko ujrzałam książkę sygnowaną nazwiskiem nieżyjącego autora, nie powstrzymałam się. Teraz tylko trochę czasu, bym mogła napisać zaległe recenzje i wziąć się za lekturę. 

Nie kryję się ze swoimi zapędami do słowiańszczyzny, dlatego wystarczył mi tylko jeden rzut okiem, by wiedzieć, że mój portfel będzie lżejszy o trzy złote, a torebka cięższa o "Arkonę" napisaną przez Annę Świrszczyńską. Lubimyczytac.pl o niej milczy, zatem chyba mi się o niej pogada, o ile będzie tego warta.

"Brudny Harry" Phillipa Rocka pokazał mi, zupełnie jak inne książki z tego nurtu, że kopia lub adaptacja praktycznie nie ma szans przerosnąć oryginału. Nie wiem, czy znajdzie się jakiś krzykacz, który zacznie głosić, że papier jest lepszy od filmowej taśmy. Zazwyczaj jest, ale nie tym razem.
Ok, pominę fakt, że w filmowej wersji jest specyficznie brzydki Clint Eastwood, którego twarz jest dla mnie gwarantem dobrej zabawy w trakcie oglądania jakiejkolwiek produkcji. W książce go nie uświadczyłam. Nie czułam z bohaterem jakiejś specjalnej więzi. Nie było też sceny z samobójcą, tak lubianej przeze mnie w filmie. Ogólnie za złotówkę dostałam typowego paperbacka, niezbyt ambitnego, ale dobrego, by poczytać sobie dla relaksu w robocie, w przerwie między telefonami.

Wydałam zatem 12 złotych. Poznałam nowe miejsce i zachwyciłam się nim. Nie będę dużo mówić. Jeszcze tu wrócę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.