wtorek, 7 lipca 2015

Bohatyr. Żelazny kostur - ponownie po słowiańsku

Mówią, że nie ma czegoś takiego, jak fantasy słowiańska. W myśl tego twierdzenia nie istnieje także fantasy celtycka, czy też wikińska. Światy te jednak wielokrotnie przenikają się z opowieściami snutymi przez autorów heroicznych powieści i sag. Czy to się komuś podoba, czy też nie, świat - niekiedy pogardzanych - słowiańskich mitów i legend aż się prosi, by jego elementy wpleść w historię i na ich kanwie zbudować coś, co dotrze do czytelników, nie wpatrujących się z założonymi na oczy klapeczkami w zachód.
Dzisiaj zamierzam opowiedzieć Wam o książce wpisującej się we wspomniany przeze mnie nurt. W dniu dzisiejszym Juraj  Červenák, wydawnictwo Erica oraz biuro podróży Zapiski z przypomnianych krain zabiorą Was na południowy wschód, na tereny dawnej Rusi i Bułgaru. Chwytajcie zatem miecze, oblekajcie skóry, bo z pewnością głaskać po łebkach nikogo nie będziemy.

Rok 965. Karaczarowo, wioska zamieszkiwana przez plemię Muromców. Noc przesilenia letniego miała być zwykłym świętem, reliktem czasów pogańskich. Ogień, tańce i radość, jak za dawnych lat. Niestety klimat nie mógł udzielić się Ilji, kalekiemu synowi przywódcy wioski. Mężczyzna, w przeciwieństwie do ojca i przybranego brata, modli się do bogów pogańskich, a nie Allaha. Ponieważ jego ciało już od narodzin jest powykręcane, w wiosce nie akceptuje go nikt, poza piękną Dinarą, narzeczoną jego brata. Ta akceptacja ma smak słodko-gorzki, dziewczyna jako jedyna lituje się nad kaleką.
Tej nocy na wioskę napada banda Czeremisów i Kipczaków, ludu zajmującego się wyłapywaniem i handlem niewolnikami. Wyłapują młode dziewczęta, resztę zabijają. Z pogromu ostał się jedynie Ilja, upokorzony przez przywódcę watahy. Pełen bezsilnej złości stara się pochować współmieszkańców. Dinarze i innym uwiezionym z wioski niewolnicom już pomóc nie może.
Tymczasem do wioski trafia trzech tajemniczych wędrowców. Nie, nie ze złotem, kadzidłem i mirrą, ale Ilja i tak postanawia ugościć ich tak, jak tylko potrafi. W nagrodę przybysze ściągają z mężczyzny rzucone przed laty przekleństwo. Jego ciało prostuje się, staje się silne i potężne. Teraz Ijla może dołączyć do drużyny bohatyrów, elitarnego oddziału kijowskiego księcia Świetosława. Czy uda mu się dokonać zemsty za rzeź w wiosce? Czy Dinara żyje? Oraz czy Muromiec może zostać najsławniejszym bohatyrem ze wszystkich?

Juraj  Červenák akcję pierwszej części trylogii "Bohatyr" (w Polsce dostępny jest już tom drugi pod tytułem "Smocza cesarzowa") osadza na terenach Bułgarii Nadwołżańskiej. Wrzuca czytelnika w sam środek konfliktu z okrutnym ludem Suwarów, plemieniem wyznającym smoka, zwanego również żmijem. Pieczę nad tą poczwarą trzyma dzierżący tytułowy żelazny kostur czarnoksiężnik Tugarin Drakowicz. Brzmi znajomo? Ano brzmi. Zaryzykuję stwierdzeniem, że zmiennokształtny, przybierający postać ludzką (bohatyra) i smoczą Tugarin Zmeyevich, który w nieco zmodyfikowanej formie przewija się na kartach "Żelaznego kostura", stał się również inspiracją dla jednego z rodów Westeros. Tak, tego z trzygłowym smokiem w godle. Tak, zupełnie jak w rosyjskich i ukraińskich podaniach o żmijach...

Na kartach "Bohatyra" spotykają się przedstawiciele trzech religii. Oczywiście, dominuje islam, choć nie w takiej postaci, jaka serwowana jest obecnie w mediach. Muromców podejście do nowego wyznania przywołuje skojarzenia z mieszkającymi na naszych terenach Słowianami - owszem, może i przyjęli nowego boga (Boga) do swego panteonu, może i wyznają go za dnia, ale przecież jest tradycja i starzy bogowie, jest przecież Kupała.
Zmierzchem pójdę do kościoła, wyspowiadam grzeszki,
Nocą przejdę się po rynku i pozbieram resztki.
(Jacek Kaczmarski, "Wojna postu z karnawałem")
Wyznawcy islamu, chrześcijaństwa i pogańskich bogów wchodzą w interakcję, często walczą ramię w ramię, jednak czasami sobie docinają i starają się udowodnić interlokutorom, że ich religia jest jedyną słuszną, a oni sami są godniejsi.

"Żelazny kostur", jak już wspomniałam, to pierwszy tom wydawanej w Polsce od 2012 roku trylogii. Równolegle ukazuje się również inny tytuł autora, seria "Czarnoksiężnik". Niestety na zwieńczenie obu tych tytułów trzeba zaczekać. Ile? Licho wie, ale chyba długo. Zupełnie jak na nowe "Wojny wikingów" Cornwella.
Skoro już o Erice, polskim wydawcy zajmującym się książkami Juraja  Červenáka, dorzucę kilka słów o rodzimej edycji. Graficznie bardzo mi się podoba. Kwiecisty pasek u góry i dołu każdej strony wywołuje pozytywne odczucia, łechce poczucie estetyki. Tylko ta spacja przed przecinkiem pod koniec blurba... I kilka drobniejszych wpadek korektorskich wewnątrz książki...

Do "Bohatyra: Żelaznego kostura" powróciłam, przeczytałam go ponownie po około roku. Z pierwszego razu pamiętałam niewiele, jedynie pozytywne odczucia towarzyszące lekturze. Moje notatki o książce wcięło, znaczy lubimyczytac.pl zostało spatrolowane przez szeryfa i moją szanowną opinię trafił przysłowiowy szlag.
To stało się bodźcem do ponownego spotkania z Ilją i spółką. Spotkania udanego, pełnego przygód i zwrotów akcji.
Serdecznie polecam wszystkim lekturę i trzymam kciuki, że niedługo obie serie słowackiego autora zostaną domknięte.

Bohatyr: Żelazny kostur

autor: Juraj  Červenák
wydawca: Erica
numer tomu w serii: 1/3
oprawa: miękka ze skrzydełkami

moja ocena: 7/10
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.