środa, 8 lipca 2015

Wakacje - plany, konkursy, wyzwania. I bazgroły, bo czemu nie.

Cześć,
dzisiaj będzie zupełnie nieformalnie, bo jeszcze nie przygotowałam dla Was żadnej recenzji. Pisze się kilka słów o antologii "Wolsung" (połączenie świata fantasy i realiów steampunkowych. Da się? Da się i to z jakim skutkiem!) oraz o "Rodzie" Emila Strzeszewskiego (zauważam, że czytelnicy mają nieco mieszane uczucia co do tej lektury. Jak będzie w moim przypadku - dowiecie się wkrótce). Moja obecna praca jest strasznie zajmująca, ale do 21 lipca muszę jakoś doczekać. Tak, trochę prywaty. Od tego dnia będę zajmować się usługami Google. Nauczę się być może czegoś, co rozrusza te Zapiski.

Miała być Ce'Seline, ale nie wyszła.
A do tego czasu... Oczy na zapałki. Do tego momentu staram się nie zasnąć, jakoś oszukać organizm, jakoś przeżyć. Jest wesoło, jak w ruskim czołgu, gdzie załoga wsuwa fasolkę po bretońsku ze słoika. Szczególnie, że jakaś małpa zaspawała właz.
Myślałam, że moja poprzednia praca, polegająca na wciskaniu kitu, była czymś kuriozalnym. Podpisałam klauzulę sumienia, więc nie za bardzo mogę chlapać o tym i owym.
Potem byłam na dniu próbnym w innej firmie. Miało być super: praca w biurze, pozyskiwanie sponsorów dla fundacji zajmujących się dziećmi z autyzmem (gdy usłyszałam o tym, rwałam się do tej roboty jak przygłupek. Nie mam potomstwa, ale łatwiej mnie przekonać do pomocy dziecku niż jakiemuś bezdomnemu psu) lub zagrożonymi gatunkami zwierząt. Miały być kontakty z firmami, więc wystroiłam się "jak stróż w Boże Ciało", w obcas, koszulę w kant i dżinsy. Miało być super, a tymczasem zostałam wywieziona na jedno z warszawskich osiedli, ubrana w kapok z logiem zwierzaka i poinstruowana, że mam pukać od drzwi do drzwi i wciskać ludziom kity, że rysie giną i trzeba je przecież ratować. Entuzjazm wyparował, a ręce i cycki opadły, gdy nikt z zespołu (łącznie z szefową) nie był mi w stanie wyjaśnić ile zarobię. Takie coś dla idei. Idea jednak nie opłaci mi mieszkania i nie zaparzy kawy. A skoro nie ma kawy, nie ma satysfakcji.
Hmm, kiedyś już orałam dla idei i nie dość, że żerowano na mojej pracy, nie podpisywano jej wytworów (czyli mogłabym użyć bardziej hardkorowego słowa), to uczyniono ze mnie największą bestię, co źle życzy literaturze polskiej. Eee tam. Chcę dobrej literatury, bez względu na narodowość.

Loretta. Widziała mi się jako laleczka z loczkami,
a tymczasem to feminazistka (czyli najbardziej bzdurny
i krzykliwy typ feministki) i trucicielka.
Ale... Trzeba skończyć temat roboty. W mojej obecnej dzieją się cyrki. Świadkowie Jehovy wciskają kity, że mam naście lat (w sumie to miłe, ale mogłabym podnieść histerię, że podrywajom!), Włosi szczekają głośniej od psów (nigdy nie miałam dobrego zdania o tej nacji. Teraz się w tym przekonaniu utwierdzam. "Podrywajo" jednym i tym samym tekstem: "jaka ty piękna i inteligentna". Nic nowego nie powiedzą), Chińczycy łażą jak ninja i próbują zwerbować kogokolwiek do bycia tourist information, a Polacy...
Straciłam oddech.
To macie Loretkę obok, podobnie jak Ce'Seline jest ona postacią z książki "Krew i srebrne oczy" Pawła Atamańczuka. Autor zapowiada, że niedługo będę w tym tekście grzebać. Give it to me, baby! Aha! Aha!
Piąteczka tym, którzy zauważyli inspirację muzyczną.

Wyzwania. Pojawiło ich się kilka w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Ok, od początku roku funkcjonuje to z 52 książkami. Nawet się do niego zapisałam, ale moje posty zaczęły znikać, więc mi się odechciało. 
Od początku wakacji natomiast funkcjonuje kilka wyzwań blogerskich. Są do siebie podobne, choć założenia nieco się różnią. Niektóre są nagradzane, inne nie. Polegają na przeczytaniu polskiego autora, zagranicznego autora, debiutanta, wyjadacza, żyjącego, nieżyjącego, jakiegoś bestsellera, dzieła niszowego...
Nie zapiszę się, choć wykonam kilka punktów z tej listy.

Zresztą... 
Sama rzuciłam wyzwanie. Bardzo prywatne, niezależne, o którym do tej pory wiedział mało kto.
Nie chodzi o czytanie. No, może nie bezpośrednio, choć czytanie i pisanie jest ze sobą połączone integralnie.
Drzwi od lodówki spełniają swoją rolę. Po co ja wywiozłam skaner
do rodziców?
Poznajcie Annę. Ania jest bohaterką powstającego opowiadania konkursowego. Kim dokładnie jest i czym się zajmuje - nie zdradzę Wam w tej chwili. Mogę powiedzieć tylko tyle, że pojawi się w utworze, gdzie ważną rolę będzie pełnił motyw światła oraz girls' love. Tak, tęczowo. Zastanawiam się, co wyjdzie przy moim babowstręcie.

Opowiadanie, wyzwanie, konkurs... Czas chyba wyjaśnić Wam o co tak dokładnie chodzi.
Otóż, wydawnictwo mangowo-literackie The Cold Desire (nie wiem, czy ktoś kojarzy podtytuł nieistniejącej już strony yaoi.pl, ale podejrzewam, że administracja może mieć coś wspólnego z niniejszym wydawnictwem) co jakiś czas wypuszcza antologie opowiadań z motywem miłości męsko-męskiej lub damsko-damskiej, zawierających jakiś element wspólny, który autor zgłoszonego opowiadania interpretuje po swojemu.
Udało mi się wyrobić z deadline'm do antologii "Lustra". Napisałam 15 stron opowieści o Wiktorze, który cierpi na pewną nietypową przypadłość... W trakcie pisania dowiedziałam się, że ma ona nawet swoją naukową nazwę. Ale nie będę kłapać dziobem, czekam na wyniki naboru. I drapię się po głowie, bo mam pomysł na "Życzenia", ale będzie, że znowu o psychopatach piszę.

Logo ze strony The Cold Desire.
Wyzwanie. Tak, konkrety.
Jakiś czas temu w domu rodzinnym zostałam zwerbowana do układania drewna. Nie lubię tego zajęcia, ale w trakcie pracy fizycznej przychodzą mi dość ciekawe myśli. Zaświtało wówczas, by napisać znajomym autorkom o małym, prywatnym wyzwaniu. Na czym ono polega?
Sprawa prosta.
Po pierwsze należy wejść tu, i po prawej stronie odnaleźć "Plan przyszłych antologii".
Należy wybrać tytuł. Wiadomo, że "Lustra" i "Boginie" odpadają, bo skończył się termin.
Zdecydowałyśmy się zatem na "Światła". Wytyczne znajdują się na stronie wydawcy.

Po drugie - trzeba to napisać. Od 10 do 30 stron czcionką 12, Times New Roman, standardowe odstępy.
Jestem na etapie researchu. Kto wie, jeśli będę na siłach, pójdę na próbę grupy zajmującej się firedance. Mam do nich kilka pytań i nie ukrywam, że sama bym spróbowała swoich sił. Imiona obu dziewczyn już mam, ta druga wciąż kształtuje się w moim umyśle. Niedługo zacznę pisać.

Po trzecie i najważniejsze - należy się zakwalifikować. Jeśli kiedyś się spotkamy, drodzy Potencjalni Autorzy, wypijemy razem piwo, miód lub soczek (do wyboru) i uściśniemy sobie dłonie.
Nagród z mojej strony nie przewiduję, jestem biednym studenciakiem (uwielbiam to stwierdzenie, ale nie chcę go już używać). Wydawca obiecuje każdemu zakwalifikowanemu egzemplarz antologii oraz możliwość zakupu 5 dodatkowych sztuk ze zniżką 35%.
To jak? Piszecie i piszecie się? A może bierzecie udział w innych wyzwaniach? 

A, tak na koniec. Atamanowi pogadało się na temat "Samotności Anioła Zagłady" Roberta Szmidta. Ma inne podejście od mojego, ale... Sami zobaczcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.