wtorek, 1 września 2015

Ród - bo z rodziną czasem lepiej i na zdjęciach nie wychodzić..?

Popularne porzekadło mówi, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, pod warunkiem oczywiście, że stoisz gdzieś na boku, by bez problemu w nagłych wypadkach móc się z tego zdjęcia usunąć. Tak, zapewne za chwilę podniosą się krzyki sprzeciwu, może gdzieś w oddali ktoś na klacie rozerwie koszulinę i ochoczo zaprotestuje, że ród to najważniejsze, co nas określa, determinuje nasz los. 
Bo co by było, gdyby Twoi rodzice w ogóle by się nie spotkali? Czy wtedy byś istniał/ istniała? Czy byłyby szanse, by Twoje istnienie było lepsze? Jeśli tak, czy dałoby się wyrwać z Miasta? 

Autostrada nocą. Samotne auto z kobietą i jej synem ucieka przed pogonią. Matka wie, że nie uda jej się uratować siebie i dziecka, ale jednak dociska pedał gazu. W ostatnim odruchu.
Bezimienna dama stolikowa. Przesiaduje w knajpie Babilon, by napędzać ruch. Wyłapuje spojrzenia mężczyzn, pozwala im się przysiąść do siebie, by ci mogli upić się do nieprzytomności. I tak za każdym razem, gdy jest na służbie.
Nie mówi wiele. Woli milczeć, choć nie ufa ciszy. Po prostu spełnia swój obowiązek. Milczy i pozwala innym pić. Bo za to jej płacą. Nie przywiązuje się do nikogo. Tego jej nie każą.
Nie ma za sobą łatwego życia. Rodziny zastępcze, potem imanie się różnych zajęć. Gdyby "E" (jej imię nie zostało w pełni wypowiedziane, jednak czytelnik może się go domyślić) była bohaterką kiepskiego czytadła dla "wrażliwych" kobiet, z pewnością spotkałaby księcia z bajki i żyłaby długo i szczęśliwie. Zapomnijcie jednak o szczęśliwych zakończeniach. To nie seria z kwiatkami lub cukierniami. To opowieść o Mieście, miejscu brudnym i plugawym, niepokojącym, pełnym sekciarzy i nałogowców. To opowieść o miejscu, w którym żyje "E".
Jej uwagę przyciąga Adam, młody barman, mistrz swojego fachu. Mistrzowsko miesza drinki, zna doskonale ich recepturę, mimo że twierdzi, iż sam nigdy nie posmakował alkoholu. Chłopak tajemniczo odpowiada, że nie musi. Co zatem go przyciąga? Czym jest tajemnicza apateja serwowana w barze Stoik?

Hospicjum, w którym z pewnego powodu nie umiera nikt. Ironicznie miejsce to nazywa się Umieralnią. Tutaj pojawia się ON, wolontariusz, który za każdym razem uspokaja zacietrzewionych staruszków, dogląda zniedołężniałych, a wieczorami grywa w szachy z Z.W., mężczyzną cierpiącym na niemalże całkowity paraliż. Mimo słabo funkcjonującego ciała, staruszek wciąż jest w pełni sprawny i nieraz zaskakuje bohatera technikami gry. Jednak zawsze przegrywa z wolontariuszem. Z tym mężczyzną wygrał tylko jeden przeciwnik, osoba jeszcze czytelnikowi nieznana. 
A młody mężczyzna wychodzi, by zabawić się na uczęszczanym przez niewielu wesołym miasteczku. Tam mieści się gabinet luster, gdzie wreszcie może poczuć się sobą. A wraca do domu, by na nowo otworzyć pracownię jubilerską i po pracy ruszyć do domu opieki.
A w tle rozbrzmiewa program o tytule "Opowieści nieprawdopodobne". Niedługo ma zostać wyemitowany program o partii z nieżyjącym szachistą...

Został porwany rok przed wypadkiem. Przyszła po niego ona. Nie znał jej, ale jej zaufał. Wiedział, kim jest ta kobieta. Niby pozbawiona emocji, lecz ciepła. Nawet jeśli trzymała w ręku pistolet, tak łudząco podobny do zabawki. Ufał jej. To były jego urodziny.
Wypadek na autostradzie zdarzył się rok później.
Przepytujący młodego chłopaka policjanci. Używają swoich technik, wydobywają z niego informacje na temat przynależności do FejsKlubu, sekty,  której członkowie zakrywają całe ciało, poza głową i umartwiają się. Przesłuchujący drwią. W ten sposób chcą wyciągnąć z młodego cenne informacje, jednak nie udaje się.
Jednym z gliniarzy jest narrator, niegdyś porwany w swoje urodziny. Ojciec problematycznej nastolatki, były mąż pisarki. Jego partnerem jest Mark, mężczyzna skrywający mroczny sekret, w pewien sposób związany z... Nie powiem, nie chcę podawać gotowej ścieżki.
Obaj starają się rozwikłać zagadkę śmierci niedawno nawróconej dziewiętnastolatki, która dotychczas lubiła się zabawić i chciała iść na robotykę. Jaki był motyw mordu?

Dziecko porażki. Tak właśnie prezentował się w oczach ojca. Mężczyzny obwiniającego, szukającego w swoim synu i partnerce przyczyny nieudanego życia. Mimo tego jednak nie potrafił opuścić swojej rodziny. Zrobiła to za niego ona. Pozostawiła swojego mężczyznę i jedynego syna. Później tego żałowała, ale szczęśliwy powrót nie był możliwy.

Przyznaję się, bardzo ciężko powiedzieć o tej książce, by przedstawić ją Wam w sposób jak najjaśniejszy, a zarazem nie zdradzić kluczowych elementów fabuły, nie wrzucać do tekstu tych paskudnych spojlerów. Dlatego pominęłam motyw mostu, nie wyjawię też czym dokładnie jest apateja. Elementy te są kluczowe, dlatego też pozwolę Wam odkryć to na własną rękę.

Cztery opowiadania, z pozoru ledwo połączone ze sobą opowieści. Akcja ich wszystkich dzieje się w tajemniczym Mieście, miejscu zepsutym, gdzie nie można być szczęśliwym. Namiastkę szczęścia daje wizyta w barze Stoik, gdzie można napić się tajemniczej apatei i pogrążyć się w zbliżonym do narkotycznego stanu. Można przemawiać, a nie mówić nic. Można smakować, pogrążyć się w nałogu i zapomnieć o innych namiętnościach.
"Matka", "Ojciec", "Syn" i "Tron". Mimo tak prostych tytułów z początku ciężko było mi połączyć wątki. Składałam je jak układankę, wyłapywałam elementy, które mają naprowadzić czytelnika na trop, pomóc rozwikłać zagadkę. I wreszcie ten okładkowy "Ród". Mój ulubiony słownik PWN jako jedną z definicji tego słowa podaje formułkę: "grupa ludzi złożona z rodziców, dzieci, wnuków i bliskich krewnych". Ciepło, choć jeszcze nie ukrop. "Dawniej: pochodzenie, urodzenie". No, chyba cieplej. Bo wydaje mi się, że nie chodzi tu o przedstawienie struktur familii, niczym w opowieści o mafiosach. W tej książce widziałam coś innego. Determinizm. 

Wiem, filozofuję. Być może mijam się z interpretacją i ideą, którą chciał przedstawić autor. Książkę Emila Strzeszewskiego czytałam nocą na hostelowej recepcji. Oczy kleiły się niemiłosiernie, niekiedy "czacha dymiła", bo "Ród" nie jest prosty w odbiorze jak babskie czytadło na plażę lub do kibelka. Ale nie daje zasnąć. Trzyma w napięciu do samego końca. Prowokuje do myślenia, do przewracania kolejnych stron, pochłaniania linijek. Warto po nią sięgnąć.

 Ród

autor: Emil Strzeszewski
wydawca: Genius Creations
data wydania: 2014
ilustracja okładkowa: Anna Faraś-Pągowska, aka Ty'iga

moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Genius Creations:

https://www.facebook.com/wydawnictwogeniuscreations?fref=ts

Ok, "poza konkursem". Od jakiegoś czasu chciałam zapoznać się z twórczością Emila Strzeszewskiego. Dlaczego? Ano, macie może coś takiego, że poszukujecie twórców z Waszego miasta? Warszawa, Kraków, czy Wrocław mają łatwo. A Łomża..? No gorzej. Lista jest naprawdę krótka. Słynnych i urodzonych w Grodzie nad Narwią jest niewielu.
Jednego autora już odnalazłam. Gdy trafię jeszcze na kogoś, nie omieszkam Was powiadomić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.