poniedziałek, 19 października 2015

Król Wron - czyli nie do końca przez Króliczą Norę...

Jakiś czas temu w skrzynce mailowej odnalazłam wiadomość o powstaniu nowego wydawnictwa literackiego oraz o możliwości bliższego poznania ich debiutanckiej publikacji. Przeczytałam maila, przejrzałam załączniki i pomyślałam, że czemu nie, przecież można przeczytać opowieść debiutanta, mimo że kilka spraw, o których wspomnę później, pozostawia trochę do życzenia. 

Jakiś czas temu umknęła mi społeczna zrzutka na powstanie wydawnictwa MadMoth Publishing i - co za tym idzie - wypuszczenia na rynek pierwszego tomu snutej przez Szymona Kruga opowieści na granicy fantasy i horroru. Niektórzy recenzenci doszukują  się w tej książce nawiązań do "Czarnoksiężnika z Krainy Oz", czy też "Alicji w Krainie Czarów". Cóż, sama poza wymienionymi dostrzegam tu niekiedy echa jednej z moich ulubionych gier komputerowych - "American McGee's Alice". Ale nie uprzedzajmy faktów.

Już na początku pozwolę sobie przybliżyć Wam sylwetkę autora. Nie ujawnia wielu faktów. Jak można przeczytać w książce: "Szymon Krug ma dwa czarne koty i las tuż za oknem. Pracuje od wczesnych godzin rannych po późne popołudnia, za to wieczory spędza snując się po rzadko uczęszczanych drogach. Lubi burze, ciemne garnitury, nie słodzi kawy i jeszcze nigdy nic nie wygrał."

Jeden z popularnych utworów grupy Turisas mówi, że żadna dobra historia nie zaczyna się od picia herbaty. Z perspektywy czasu Adam zapewne wolałby napić się "czaju", być może wtedy nie zostałby wciągnięty w wir wariackich zdarzeń, w trakcie których przyjdzie mu walczyć o życie. Ale... Wszystko zaczęło się, gdy Adam szedł przez park w kierunku postoju taksówek. Jak to z ludźmi pijanymi bywa, bohater miał "przygodę niekonwencjonalną". Ot, wydało mu się, że wrony mówią ludzkim głosem, a jedna przybrała ludzki kształt. I nie miała pokojowych zamiarów. Adam poczuł ból, a potem zrobiło się już ciemno.
Przebudził się w szpitalu, mając przy sobie Eliasza, najlepszego przyjaciela. Dowiedział się, że podobno był cały we krwi, ale zdiagnozowano u niego wstrząs mózgu i krwotok z nosa. Brak śladów napadu.
Wrona na latte, czyli magikuję w Kawiarni u Prusa w Warszawie.
Stroskany przyjaciel i współpracownik (mężczyźni prowadzą wydawnictwo) proponuje Adamowi pobyt w zakładzie psychiatrycznym. Czy tam bohater odnajdzie odpowiedzi na swoje pytania? Nie zdradzę tej tajemnicy. Mogę Wam jednak szepnąć, że spotka wiele ciekawych person, w tym jedenastolatkę wyglądającą, jakby żywcem wyjęto ją z "Rodziny Addamsów", czy z pozoru potulnego wariata, podejrzewanego o podpalenie fabryki.
I o co chodzi niejakiemu Wiązowi, następnemu tajemniczemu stworowi, który pragnie pochwycić Króla Wron?

Książka zaczyna się z pozoru niewinnie: Adam spławia jedną z dziewczyn, by po chwili akcja ruszyła ostro z kopyta. Jest groźnie, ale niezwykle wciągająco.Pan redaktor trafia na wiele barwnych i ciekawych postaci, którym można przypisać słynne Alicjowe zdanie "We're all mad here". Kapelusze, dziwne stroje i zbyt szerokie uśmiechy. Wspomniana przeze mnie gra? A może klimat z dzieł Burtona? Czy też może wspomniani bohaterowie chcą coś odnaleźć, na wzór postaci z "Czarnoksiężnika z Krainy Oz"? Ich motywy działania nie zawsze są jasne - ba, mało kiedy odkrywają swoje karty. Niektóre do końca książki pozostają  dla czytelnika tajemnicą. I gdy już akcja gna jak szalona, pojawia się epilog i podziękowania... Wtedy nie przychodzą odpowiedzi. Ej no, akurat jak się wciągnęłam.

Książka jest niezwykle plastyczna. Może nie uświadczycie tu opisu każdego ściegu na garniturze, czy też pyłku na cylindrze, ale porównania autora są tak obrazowe, że bez problemu można wszystko sobie wyobrazić. Ba, aż mnie długopis i kartka swędzą.
A co do długopisu i kartki - zamieszczone wewnątrz ilustracje i okładka są prześliczne. Tworzył je pan Iwo Widuliński, grafik  odpowiedzialny przykładowo za okładkę "Kłopotów w Hamdirholm" nieżyjącego już Wojciecha Świdziniewskiego.

Tylko że... tylko że jest zgrzyt. Duży. Redakcja i korekta ma na imię, a jakże.
Nie pali się laku, lecz się go topi lub nadtapia. "Wojnę światów" napisał George Wells, a nie Welles. Znikające ogonki, ulatniające się kropki. I przecinki. Dużo przecinków w niewłaściwych miejscach, brak znaków przestankowych w miejscach, gdzie są wymagane.

"Jej bohaterem jest mężczyzna, który z powodu jednej 
zupełnie nieistotnej decyzji trafia na pogranicze 
zaświatu, gdzie drapieżne stworzenia wypełzają 
spod szaf i łóżek, martwi rozgrzebują groby a wrony 
wieszczą bzdury w pustych ulicach i na kurhanach.  
Nowy ład zbliża się coraz większymi krokami 
a śniący budzą się z krzykiem w kolejnych koszmarach. 
Na dobre i na złe, na złe i jeszcze gorsze." - blurb, gdzie przydałoby się nieco pozmieniać.

Powiem Wam jednak tyle: gdyby skasować te potknięcia, wyszłaby naprawdę super książka. Dlatego też tuptam z nogi na nogę w radosnym oczekiwaniu i obiecuję Wam, że kiedy pojawią się jakieś wieści od MadMoth na temat wypuszczenia tomu drugiego "Króla Wron", z pewnością Was powiadomię i sama kilka groszy znajdę, by inicjatywę wspomóc. A tymczasem się odmeldowuję, bo Warszawę ciemność spowiła i nawet wrony już nie kraczą.

Król Wron

autor: Szymon Krug
wydawnictwo: MadMoth Publishing
data wydania: 2015

moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję MadMoth Publishing.

https://www.facebook.com/madmothpublishing?fref=ts

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.