wtorek, 26 stycznia 2016

Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina - czyli o udanym autoprezencie na Mikołajki

Klucze do koszmaru i magiczna księga. Wymienione tak bardzo potężne
jak asortyment kramu Cuda i Dziwy.
Był taki dzień, całkiem ładny, choć grudniowy. Śnieg nie padał, więc żaden święty nie przypałętał się ze swoimi reniferami i saneczkami, nie straszył w Warszawie w przeddzień swoich imienin...
Chciałam napisać, że szkoda, że dlatego właśnie w znalezieniu miłych upominków musieli wyręczyć go inni, ale c'mon, kto jeszcze wierzy w Mikołaja? Kto się oszukuje, że nie dojechał, bo zgubił GPS?
Ale ok, nie napiszę. Jestem stworzeniem z natury niegrzecznym, czasem (!!!) zrzędliwym i najlepsze prezenty kupuję sobie sama (potwierdzone info). W tym roku postanowiłam zaryzykować - zachęcona internetowymi opiniami o "Cudach i Dziwach Mistrza Haxerlina" zdjęłam jeden egzemplarz z półki warszawskiej księgarni Matras (tej samej, w której śmiałam się z "Mórz Wszetecznych" w dziale dla dzieci, ale mniejsza o to). Tamtego dnia nie przypuszczałam jeszcze, że wsiąknę, że będę musiała uważać na to, by nie przegapić przesiadkowego przystanku. Ale stało się. Jakim cudem? Pozwólcie, że Wam opowiem, wszak słyszę już kroki i koła na drodze. Ktoś tu ciągnie swój magiczny asortyment.

Poznajcie Mistrza Haxerlina, wędrownego handlarza pchającego swój kramik z magicznym asortymentem od miasta do miasta. Poszukujecie mapy do skarbu i magicznego szpadla? No to nie zastanawiajcie się zbyt długo, bo istnieje ryzyko, że nieprędko Haxerlin znów się tu pojawi. I nie, nie chodzi o to, że po odejściu reklamacji się  nie uwzględnia, że jakiekolwiek próby użycia przedmiotu mogą zostać odczytane jako niezgodne z zastosowaniem. No dobra, chodzi. Ale cicho, nie wiecie tego ode mnie. Nie po tym, jak pochwaliłam się posiadaniem kluczy do koszmarów wszelakich. Wlazłam między wrony.

Zatem Haxerlin - przedsiębiorca, handlarz, a gdy trzeba także mag i alchemik - te ostatnie z przymrużeniem oka, ale "nasz klient nasz pan". Tak jak w "Zadziwiającym Maurycym i jego uczonych szczurach" - potrzeba matką wynalazku, a popyt generuje podaż. Jakoś trzeba na swoje potrzeby zarobić.
Człowiek nie ma łatwego życia. Niezadowoleni klienci, niekiedy konkurencja, czasem dziwne zlecenia, na których można dorobić. Biznes to biznes. Nawet jeśli idzie o sprowadzenie do bogatego panicza Lorelei... tak, tej Lorelei. Wiecie, "ich weiss nicht was soll es bedeuten dass ich so traurig bin..." (po nocach mi się pan Heine kiedyś śnił i przez niemiecką fonetykę budziłam się z krzykiem) lub sympatyczniej:


Jest też zadymka z jedenastolatkiem, co demonami się interesował, dzięki czemu pojawia się jeden z najbardziej czarujących bohaterów: Thuz (Trylogia dla Thuza!) - pomiot piekielny, zło wcielone i przyległości zamknięte w ciele tłuściutkiego chłopca. Jest też zabawa z Grotą Valdura, co rozpoczyna się w knajpie Pod Cynową Tiarą (No, kto grał w "Baldur's Gate", przyznawać się) i wiele, wiele innych smaczków. Aż chce się zatańczyć na ostrzu noża.

Jak już wspominałam, trafiłam z tym prezentem mikołajkowym. Pal go w sześć, że ludzie w komunikacji miejskiej się odsuwali - tym razem część pozostała, przyzwyczajona zapewne do mego chichotu.
Odnalazłam perełkę. Zachwyciłam się, zachłysnęłam i poczułam magię. Taką, co nie przemija od dłuższego czasu. I trzyma w najlepsze. Nie wiem co takiego za pomocą Mistrza Haxerlina zaserwował mi Jacek Wróbel, ale chcę więcej.
Polecam i Wam. Warto.

Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina

autor: Jacek Wróbel
wydawca: Genius Creations

moja ocena: 8/10

Wyzwaniowo:

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.