czwartek, 7 stycznia 2016

Restart, czyli "a kto umarł..." ten nadal żyje

Grafika pobrana ze strony Gildii.
Wyobraź sobie świat, gdzie śmierć nie oznacza metaforycznego postawienia kropki, bowiem za sprawą tajemniczego wirusa wszyscy ci, którym radośnie zeszło się z tego świata, dostają od Losu drugą szansę i powracają na padół łez i rozpaczy jako Restarci - wykoksowani wojownicy bez jakichkolwiek ludzkich uczuć. Tak przynajmniej wygląda teoria. W praktyce zależeć to ma od czasu, jaki umrzyk pozostał martwy przed powrotem. Bowiem im dłużej ktoś leży sztywny, tym lepiej się porusza, mniej czuje i ogólnie zachowuje się jak zimny drań. Z naciskiem zimny.
If you know what I mean.

Jednak nie może być tak radośnie. Pieczę nad Restartami sprawuje KORP - organizacja mająca odseparować niechciane przez społeczeństwo elementy, szkolić posłusznych żołnierzy i ogólnie "dbać" o bezpieczeństwo ogółu. 




Ale nie. Nie zacieszajcie za mocno. Jeśli jesteście takimi antykami jak autorka tego posta ("Pani pod trzydziestkę", jak mnie żartobliwie określa maupa z tego samego rocznika), z pewnością po radosnym powrocie ze zgonu (nie koniecznie imprezowego) nie czeka na was afterparty. "Baseballem w łeb i do dołka", jak przekonywał dawno temu Królik z parodii "Kubusia Puchatka". Bo Restarci powyżej dwudziestki są "wywożeni na wieś", "wysyłani na wakacje" lub po prostu utylizowani - wybierzcie sobie określenie zgodne z Waszą wrażliwością. Dlaczego? Zaryzykowałabym stwierdzenie, że dziecku/ nastolatkowi łatwiej wcisnąć kit.

A zatem poznajcie Wren, siedemnastolatkę, której umarło się pięć lat temu i od tamtej pory znajduje się w KORPie. Dziewczyna powróciła po sto siedemdziesięciu ośmiu minutach, obudziła się w pokoju dla umrzyków - przykleili jej etykietkę, że nie rokuje i postanowili pogrzebać. No, a tu psikus i wrzask. Po raz pierwszy i ostatni. Bo wrzask to słabość. Wrzask to śmierć. Dlatego też ta chłodna łowczyni nie lubi, gdy jej ofiary krzyczą. Niech uciekają, niech się potykają, niech walczą o przetrwanie, niech nawet płaczą, ale niech nie krzyczą - do jasnej cholery!
Potem akcja się kończy. Wren wraca do pokoju o przezroczystych ścianach, gdzie witana jest przez przyjaciółkę, również Restartkę. Tylko że tej się powróciło do życia o wiele wcześniej. Jakieś dwie godziny wcześniej. Przez to ma uczucia, zachowuje się jak typowa nastolatka. I pewnego dnia zaczyna świrować, rzuca się na Wren, by ją pożreć. Jak nic argument dla "internetowych wegetarian".

W KORPie pojawia się również kuriozum - Restart, któremu się wstało po dwudziestu dwóch minutach. Callum, bo tak owe chłopię ma na imię, od samego początku wodzi tęsknym spojrzeniem za niską blondyneczką o niebieskich oczkach. Tak, Wren jest blondynką, a nie tą seksowną laską z grafiki Dark Crayona. I ma na piersiach blizny po postrzale, taka pozostałość z dzieciństwa. Taka wpadła Callumowi w oko, więc chłop regularnie stara się ją prowokować, przyciąga jej uwagę. Udało mu się nawet przekonać Wren, by ta wzięła go na swojego ucznia. No i wiecie co...



No i przestało być fajnie, a zrobiło się mdło. Badass, jakim była główna bohaterka, najbardziej martwy martwiak w całym Teksasie, ma jednak uczucia. I zaczyna się biadolenie i przeżywanie jak w typowym paranormalu. Koniec radości z tego, że trafiła się babka z jajami typu Battle Angel Alita. Nie, zapomnijcie o twardzielce. Ona teraz będzie się rozklejać. Bo bańka pękła. I weź się  nie zirytuj. Jestem lotosem dryfującym na... Chromolić.
Ogólnie, jeśli przyszłoby przedstawiać moje odczucia co do poziomu tej książki, zastosowałabym grafikę z równią pochyłą. Zaczęło się czadowo. Jest wirus, po zainfekowaniu bohaterowie dostają takiego koksa jak dobermany z filmowego "Resident Evil". Potem korpo będące czymś na kształt farmy, może i hodowli Restartów, co spuszcza swoje piesełki ze smyczy dopiero wtedy, gdy trzeba przeprowadzić akcję. Ale nie zapomina o nadajniku. Wszak ogar zgubić się nie może.
A potem ślizg. Miłosne perypetie, bo ta książka ma być dla młodzieży. I zakończenie, które jest na siłę.

Ogólnie wrażenie zepsuły także literówki. Word nie wyłapał, ale trochę za dużo ich było na niecałe 300 stron tekstu.

Ogólnie mi smutno, bo dostałam tę książkę w prezencie od kogoś, kogo bardzo lubię. Dostałam, bo ten ktoś wie doskonale, że lubię opowieści o wszelakiej zagładzie i potrafię zrobić sobie maraton serii "Resident Evil", choć obiektywnie rzecz ujmując to straszna kiszka.
Ale z "Restarta" nie jestem zadowolona. Na początku wysłałam darczyńcy wiadomość, że jest super, że szybko się czyta, a po połowie książki było już tylko "ej, ja to opchnę i nie chcę drugiego tomu". Bo w domu już mi się książki nie mieszczą. A szkoda jednak przerabiać tego na papierową wiklinę, choć gramatura papieru akuratna, nie? Może akurat komuś przypadnie do gustu.

Restart

autor: Amy Tintera
wydawca: Mag
tom w serii: 1
data wydania: 2015

moja ocena: 5/10

No to jeszcze Wam się przyznam:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.