piątek, 1 stycznia 2016

Rok 2015 - podsumowanie czytelnicze i okołoczytelnicze

Orian - postać z opowiadania Katarzyny Szewioła-Nagel
Rysunek mojego autorstwa
Wydaje mi się, że nie będę oryginalna, gdy przysiądę na chwilę na stołku i z zadumą podsumuję rok 2015. Działo się bowiem wiele - zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym oraz hobbystycznym - to ostatnie w chwili pisania tych słów wydaje się najbardziej istotne. Wiele rzeczy chciałabym zmienić, część być może przeżyć raz jeszcze, ale "nic dwa razy się nie zdarza" i sorry Winnetou.

Według lubimyczytac.pl ostatnie 365 dni wypadły mi słabo w znaczeniu czytelniczym. Przeczytałam łącznie 88 książek i komiksów - wygląda to tak trochę blado przy roku 2014 (107 książek i komiksów), czy też - zgrozo! - 2013 (łącznie 166 publikacji). Opuszczasz się, electric_cat, oj opuszczasz.

Mieszane uczucia towarzyszą mi pisaniu tej notki. Owszem, udało mi się podpisać dwie umowy wydawnicze z wydawnictwem The Cold Desire (antologia yaoi "Lustra" ze "Znów w lustrze pada deszcz" i yuri "Światła" z "Ingą-02"), na konkurs powędrował "Loczek" i jeśli pójdzie dobrze, ukaże się w antologii yaoi "Pokusy". Czekam również na wyniki konkursu z Pearlic - stawką jest publikacja w antologii fantasy i jeśli starczy mi szczęścia, "Cicha Przystań" pojawi się drukiem. Tyle z pisarskich sukcesów i nadziei. Obym za rok mogła pochwalić się, że "to opublikowane, tamto też, tu jest konkretny termin, a na to poszła umowa". Nie ukrywam, że nie zamierzam spocząć na laurach.

Cieszę się w sumie, że 2015 się skończył. Bo niby wyszły nowe "Gwiezdne Wojny" (film taki sobie, ale radocha w kinie była), ale ten rok zostanie jako czas, kiedy uświadomiłam sobie, że nie uda mi się już spotkać, czy też zobaczyć swoich idoli. W marcu odszedł sir Terry Pratchett, w czerwcu sir Christopher Lee, pod koniec grudnia Lemmy Kilmister. Tego ostatniego udało mi się raz usłyszeć na żywo, czym mogę się pocieszać. Jeden z lepszych koncertów w moim życiu.

Poprzedni rok kiepski był również pod kątem wszelakich targów książki (nie byłam nawet na jednych), festiwali (ominęło mnie kochane Masters of Rock) i koncertów. Nic, tylko narzekać, co nie? Ano nie chce mi się.

Opowiem Wam zatem o książkach i komiksach, które w tym roku zwróciły moją uwagę. W pozytywnym i negatywnym znaczeniu.

Cycki nieco rozbieżne, czyli moja propozycja
ilustracji do "Ingi-02" ;)
Zawiodłam się na:
  • mangowej serii "Battle Royale".  Lubię sobie raz na czas puścić film i się przy nim pośmiać (wiem, że nie jest to komedia, ale momentami mnie naprawdę bawi), zatem zachęcona aktorską adaptacją postanowiłam sięgnąć po inny produkt spod tego szyldu. I przestało być fajnie. Pominę, że nie podeszła mi kreska. To się zdarza i czasami można przymknąć oko. Ale 15 tomów dłużyło mi się niemiłosiernie. Jak już coś zaczynało się fajnie dziać, to wchodziły sentymenty. Nuda,
  • "Witchcraft", skoro już w mangowym klimacie. Wiem, że hentajce nie muszą mieć odkrywczej fabuły. Ba, wcale mieć jej nie muszą, ale ile można ratować świat za pomocą płynów ustrojowych przed wrogiem, co tą samą metodą próbuje uprzykrzyć życie (i rzycie!) bohaterom? Zostawię Was z tym pytaniem,
  • "Niemy strach" opchnęłabym, gdyby nie autograf autora,
  • "Hellheaven"dawało mi nadzieję na jakąś grozę lub historię z odłamu weird. Trafiłam na paranormala. Słabego. Nidy więcej,
  • "Podróży schizofrenii" - tu miałam nadzieję na coś  ciekawego i machnijmy ręką na szyld firmy wydawniczej. Nawet im się trafia coś dobrego wydać, ale odnalezienie takich tytułów graniczy z cudem. Sprawdzałam. "Podróż..." cudem nie jest,
  • "Dziedzictwie niewolnicy", choć nie wiem, czy w tym przypadku można o zawodzie mówić. Czytałam ją na plaży w Nowych Gutach w okresie wakacyjnym (rok wcześniej tak przerabiałam "Pana Lodowego Ogrodu") w dniu, kiedy utopił się tam chłopak w moim wieku. To wydarzenie o wiele bardziej wryło mi się w pamięć niż treść babskiego czytadła typu "nic na nim i tak nie zyskasz, chyba że w kibelku zabraknie papieru".
Ce'Seline di Votte, czyli kolejny fanart do książki
Pawła Atamańczuka
Były też jaśniejsze punkty:
  • "Triumwirat" Roberta Zaręby. Polecano mi to jako prześmieszne fantasy i "weź, to się uśmiejesz", więc się nie powstrzymałam, gdy trafiłam na tytuł w antykwariacie. I potem ciągałam ze sobą, by pokazywać znajomym. Super książka,
  •  "Wyspy Plugawe" Marcina Mortki. Ponowne spotkanie z lubianymi bohaterami, kolejne salwy śmiechu. Warto,
  •  "Wilki" Adama Wajraka - opowieść o wilkach z Puszczy Białowieskiej. Brak tu cukierkowatości i kiczu, natomiast czytelnik otrzymuje historię wieloletnich badań i dociekań na temat wilczej społeczności oraz mnóstwo kolorowych zdjęć. Wilk z lasu wywołany,
  • "Marsjanin" - film jest o wiele słabszy ;)
Postanowień noworocznych poczyniłam niewiele. W sumie jedno - mniej wydawać na książki. Brzmi to może kuriozalnie i księgarze się na mnie obrażą, ale nagromadziłam zbiorów i przydałoby się wreszcie za nie zabrać. Znalazłam dwa wyzwania w tym temacie:
 Pojawił się również rysunek, który możecie licytować na aukcjach WOŚP. Nie chodzi tu o politykę, o widowiskowe rozrywanie koszul. Chcę pomóc i odwdzięczyć się za sprzęt zakupiony do szpitala w moim mieście rodzinnym. Mi się nie przydał, ale służył komuś mi bliskiemu.
Dlatego zapraszam na aukcje :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.