wtorek, 2 lutego 2016

Druga Szansa - no może jednak bez

Zdjęcie: Zapiski z przypomnianych krain
Kulturalnie rok 2016 mógłby się dla mnie w ogóle nie zacząć. Wspominałam już o śmierci jednego z idoli (9 stycznia w trakcie oglądania transmisji z pogrzebu lidera Motörhead wznosiłam w górę kielich), potem raczysko wykosiło Bowiego i Rickmana. Ogólnie niefajnie, łaziłam w pracy jak podziurawiony Baymax z "Wielkiej szóstki". Dorzućmy do tego, że od początku roku ciężko mi było trafić na książkę wartą uwagi. Tendencję tę  przerwał podarowany komuś bliskiemu "Fahrenheit 451", ale zanim to nastąpiło, zaliczałam same czytelnicze faile i fakapy. Dzisiaj zamierzam Wam o jednym takim failu opowiedzieć, bowiem od dłuższego czasu zastanawiałam się co takiego w swoich książkach zawiera pani Katarzyna Berenika Miszczuk, że moja poprzednia współlokatorka tak bardzo do nich wzdychała i wymogła na mnie zakup trylogii "Ja: ..." oraz załatwienie na niej autografów. Drapałam się po głowie długo, aż zakupiłam "Drugą szansę" - książka zbierała dobre recenzje, do tego ma przepiękną okładkę - głupi by się nie skusił, nie? Właśnie. Głupi byłby do przodu. Dlaczego? Pozwólcie, że się wygadam, bo ta książka mnie nawet nie wkurzyła - nudziła wybitnie, ale jednak doczytałam do końca.

Oto Julia. Julia jest młodą kobietą o loczku blond, co budzi się w jakimś dziwnym szpitalu. Julia nie pamięta nic, ale jej terapeutka - Zofia Morulska - obiecuje powrót wszystkich wspomnień, nawet tych najbardziej bolesnych, ale na to potrzeba czasu. A wspomnienia będą naprawdę smutne, bowiem Julka straciła w pożarze rodziców i dom. Pewnego dnia sobie o tym przypomni, ale zanim to się stanie, musi stosować się do zaleceń Morulskiej i łykać przepisane tabletki. Podobno dzięki temu jakoś zniesie ból utraty bliskich.
Oto Julia. Kobieta zagubiona i skołowana jak Krakus w podziemiach Dworca Centralnego. Ubiera czarno jak Staszek, ale nie dlatego, że "jeden jest Jedi na Ziemia", tylko dlatego, że z ubrań w innym kolorze ma tylko niebieski sweter. Podobnie wygląda jej pokój - ubogi, monotonny, pozbawiony jakichkolwiek cech indywidualnych. Jedynie kruki siadające czasem na parapecie wywołują większe poruszenie - bohaterkę  przeraża ich krakanie. Jawi jej się, że ptaszyska ją śledzą,  popada w paranoję. Czy słusznie?
Oto Julia. Kobieta, która jednak nie jest sama. Oczko w głowie Morulskiej, pokracznej baby poruszającej się na groteskowych szpilkach, prezentującej na twarzy przekrój sklepu z tapetami. Do Julii podbija Adam Krukowski, jeden z pacjentów Drugiej Szansy. Jest jeszcze osiemnastoletnia Iza i Paweł, w którym się nastka kocha. Tak, szykujcie się na licealne dramy, o ile nie naoglądaliście się takich za czasów szkolnych. Cóż, osobiście po sześciu latach spędzonych w żeńskiej klasie i obserwacjach jak stadka wygłodniałych lwiczek rzucają się na nieświadome jeszcze chłopię - osobiście podziękuję.
Oto Julia. Chociaż chyba nie. Bo ktoś nazywa ją Karoliną. Nie będę Julią wierną na balkonie, jak kiedyś śpiewali członkowie Banda i Wanda, a z nimi cała Polska.

Impresja o... w sumie nie wiem gdzie było słońce.
Książka miała potencjał. Pal go w sześć, że jest wtórna, że nie wniesie do życia w miarę  wyrobionego czytelnika nic poza elementem rozrywkowym. O ile można się rozerwać przy tekście przewidywalnym do bólu, ukoronowanym słabą końcówką. Serio. Ta lektura nie potrafiła mnie porwać. Nie wciągnęła, nie przyciągała, nie odsuwała od codziennych zajęć. Po prostu nudziła. Usypiała nawet po kawie, którą wypijałam przed wyjściem z pracy. Mało co nie dojechałam do autobusowej pętli, pochrapując radośnie. A podobno miała być horrorem. Pewnie nawet nie... A nie, przez chwilę stała nawet obok horroru, ale jeśli o grozę idzie... Nie wyszło. Brakowało tego elementu wywołującego dreszcz, tego czegoś, co sprawiłoby, że chciałabym krzyknąć "ej głupia! Weź tam nie idź!". A ona polazła i pożądanego efektu też z tego nie było.

Jedna z czytelniczek na lubimyczytac.pl stwierdziła rezolutnie, że nie przepada za książkami pisanymi przez nastolatków, ale do tej przekonała się bez problemu. Teraz czas na prostą matematykę. Książka została wydana w roku 2013 i wtedy ja - niewiele od autorki rzeczonej książki młodsza - już od czterech lat nastolatką nie byłam. Autorka na kartach dziękuje swojemu mężowi, który był jej wsparciem. Poświęciła nawet miesiąc miodowy, by nakładać poprawki na powieść. Nie za bardzo brzmi to jak nastolatka, mimo że książka mogła powstać wcześniej, na przykład rok wcześniej.
Wiem, język może zmylić. Jest taki "nastolatkowy", ubogi, brak napięcia.

Plusy. Jeden rzuca się od razu - zaprojektowana przez Dark Crayona okładka, która miażdży. Mi osobiście kojarzy się ona z filmem "Labirynt Fauna". Wewnątrz intrygują również ilustracje Dominika Brońka - kawał dobrej roboty.

Skuszona pozytywnymi recenzjami na portalach czytelniczych i zaintrygowana upodobaniami dawnej współlokatorki, zakupiłam tę powieść. Okazało się jednak, że to najgorzej wydane pieniądze w roku 2015, zakup ten w dziedzinie nietrafiania może konkurować już chyba tylko z chwyconą przeze mnie kiedyś w amoku "Grą o Ferrin" Katarzyny Michalak, ale to już  opowieść na inny raz.
"Drugiej szansy" nie polecam, bo zawiodłam się sama. Po takim seansie z tekstem o niczym chyba nie dam sobie już tej drugiej szansy.

Druga szansa

autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
wydawca: Uroboros
data wydania: 2013

moja ocena: 2/10

Wyzwaniowo:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.