wtorek, 15 marca 2016

Poradnik pozytywnego myślenia - będzie dobrze. Rano ślub, wieczorem pogrzeb

"W ciężkich czasach ciężkie buty są jak złoto", tak śpiewał zespół
Big Cyc. Z tą książką z pewnością  lekko nie jest.
Jakiś czas temu, kiedy bardzo obiecująca znajomość dopiero co kiełkowała, ktoś mi bliski podsumował, że nasz dialog przypomina rozmowę Pata i Tiffany w restauracji. Roześmiałam się, bo nie podejrzewałam jegomościa o znajomość filmu "Poradnik pozytywnego myślenia" (sama również bym go nie poznała, gdyby kumpela nie chwyciła do uszy i do kina nie zaciągnęła), nie podejrzewałam również, że od tamtego czasu gorączkowo będę dążyć do tego, by tę historię sobie przypomnieć lub poznać na nowo - tym razem za sprawą  książki. Nazwijcie to romantycznym zrywem. Czasem i zrzędzie się coś takiego przytrafia.

Jakieś trzy lata temu seans nagrodzonego filmu był naprawdę miłym aspektem, opowieść dawała pozytywnego kopa, więc i książka musi być genialna - łudziłam się. Wyszło jednak inaczej. Pozwólcie, że Wam opowiem.
Dzień, może dwa po rozmowie z ktosiem.

Przychodzę do pracy i zaczynam męczyć panią Elę na temat tego, czy w księgarni mamy "Poradnik pozytywnego myślenia". Kobieta spogląda na mnie ze zdziwieniem i rzecze, że nie wyglądam na taką, której tego typu książki się przydają, ale skoro już się uparłam, niech mi będzie. Zamawia. W międzyczasie Maciej, kolega z pracy, obiecuje pożyczyć. Będę mu się przypominać jakiś miesiąc, czytać inne książki. Who cares? I tak się nie doczekam.

5.03.2016, Główna Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa w Warszawie

Tańcuję z radości, bliski człek przy stoliku siedzi, spogląda na mnie nieco nieufnie, ale euforia nie stygnie, mam wreszcie wytęsknioną książkę. Chowam zdobycz do torby i siorbię Yoga Tea. Jest dobrze.

7.03.2016 Komunikacja miejska

Przestaje być dobrze. Poznaję Pata,  trzydziestoczterolatka wypisanego z zakładu psychiatrycznego. Mężczyzna przechodzi pod opiekę rodziny pod warunkiem, że będzie brał leki i nie opuści terapii. Wierzy, że dzięki temu na nowo połączy się z Nikki, byłą żoną i nie potrafi pojąć, dlaczego w domu rodzinnym to temat tabu. Zniknęły wszystkie zdjęcia, nagrania, nie ma jakichkolwiek pamiątek. Ale jest siłownia, taka urządzona w piwnicy. Tu Pat będzie wyciskał siódme poty, byleby tylko w momencie, gdy zakończy się rozłąka, z jak najlepszej strony zaprezentować się ukochanej Nikki. Bo dla niej musi być lepszy, dla niej będzie czytał książki i w swoich przemyśleniach nieraz zarzuci ukochanej, że każe czytać swoim uczniom lektury nie pokazujące jak myśleć pozytywnie.
Poznaję również jego rodzinę. Matka to typowa kura domowa, ojciec kibic urodzony, co potrafi się przestać odzywać po porażce jego ukochanej drużyny. Jest jeszcze brat oraz trzymany krótko na smyczy przez żonę kumpel. Z męską częścią Pat upierdliwie będzie krzyczał "aaaaaaaaaa!" i tańczył litery składające się na nazwę kluby Orłów (Eagles).

10.03.2016

Jestem na jakiejś 200 stronie, Pat poznał Tiffany, wdowę po burzliwych przejściach, również uczęszczającą na terapię. Zabrał ją do restauracji na płatki, dał kelnerce duży napiwek, bo tego oczekiwałaby Nikki. Ogólnie temat Nikki wraca jak czkawka (ok, dolegliwość psychiczna bohatera, ale niech to zacznie wreszcie być jakoś... inaczej opisane?), Pat jak zwykle krzyczy "aaaa!" i tańczy litery, po czym... Zaskoczę Was. Krzyczy "aaaaaaa!" i tańczy litery.

Ta książka okazała się dla mnie porażką. Ok, nie będę zarzucać, że postępowanie Pata na swój sposób jest nielogiczne. Ma coś. Wydaje mi się, że każdy z nas przerabiał w życiu coś takiego, że gorączkowo, mimo jakichkolwiek przesłanek, łudził się, że będzie dobrze. I nie było.
Ale ta książka jest nudna. Szalenie nudna, w większości nie dzieje się w niej nic. Pat tylko krzyczy i tańczy, pakuje dla Nikki i myje okna dla... W sumie nie myje okien. Mądrzy się za to niemiłosiernie, aż mi się niedobrze zrobiło.
Serio, w trakcie lektury kilkakrotnie sprawdzałam, czy nie czytam przypadkiem Paulo Coelho.

Spalcie mnie na stosie, ale film był lepszy. Przez te około dwie godziny o wiele lepiej poznałam historię i motywy działania bohaterów, niż w książce przez niemal 300 stron. Odegrana tam została scena, na której mi zależało - rozmowa przy kolacji, dla mnie jest ona symbolem pewnego początku. Na kartach nie uświadczyłam, a szkoda. Nie uświadczyłam też niczego, co pozwoliłoby mi podejść do tego naukowo. Terminów brak, objawów brak. Nikki, Nikkinikkinikki.... Taniec, psychologia - to zostało potraktowane po macoszemu. Ale tańczył litery, już przez to ostatni posiłek do gardła podchodził. Ile można o tym samym w ten sam sposób?!
Ostatnio mało razy mi się zdarzało, że męczyłam się tak z lekturą, że wręcz powstrzymywałam się przed rzucaniem książką we współpasażerów. Dla mnie porażka. Będę omijać Quicka.

Poradnik pozytywnego myślenia

autor: Matthew Quick
wydawca: Wydawnictwo Otwarte

moja ocena: 3/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.