poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Exitus Letalis #01, czyli w mangowym stylu po polsku

Norwegia. Przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się jako kraj zimny, gdzie można pojechać układać dachy, nieźle się dorobić, choć i dużo zapłacić, pooglądać fiordy i trafić na ucharakteryzowanego na pandę gościa, który, dziko growlując, biega po lesie z toporem. Sielanka.

Inaczej widzi to osiemnastoletnia Eva Monroe, która właśnie zmierza do swojej pierwszej pracy. Z okna samochodu ogląda fiordy, jeziora, lasy... Piękna ta droga na peryferia Fla, miasteczka niedaleko Oslo. Tutaj znajduje się rezydencja Niflheim, gdzie ma spędzić rok, o ile się nie wycofa.
 Dziewczyna jest już po studiach (zabrzęczał mi alert, ale mam nadzieję, że zostanie to wyjaśnione w dalszych częściach i nie skończy się jednym wielkim śmiechem jak w przypadku "Gry o Ferrin" autorKasi, u której ceniona pani anestezjolog była poniżej trzydziestki. Dużo poniżej trzydziestki. Bo tak) i podejrzewa, że jej młody wiek może niezbyt podpasować przyszłym pacjentom. Zająć ma się bowiem nie byle kim - grupką weteranów II Wojny Światowej, grupką starców zmagającą się z problemami psychicznymi.
Na miejscu okazuje się jednak, że ta "grupka starców" to kilku przystojnych nieumarłych. Nic, tylko kłopoty...

Eva pewnie oczekiwała, że przyjdzie jej się zająć kilkoma staruszkami, zapewne przykutymi do łóżek lub wózków inwalidzkich, którzy może będą budzić się w nocy z krzykiem, miewać jakieś dziwne odruchy, odzywki. Ogólnie PTSD.
Ale nie jest tak łatwo. Posiadająca zdolność retrokognicji (czyli możliwości poznania przeszłości) Eva otrzymuje zadanie poznania przyczyny nieśmiertelności sześciu przystojnych nieumarłych (w tym momencie tytuł oznaczający przyczynę śmierci wydaje się nieco przewrotny). By nie było łatwo, oni jej nie znają. Część ich wspomnień jest zablokowana.

By jeszcze skomplikować sprawę, wszyscy mają coś nie tak z główkami. Ścięty na grzybka Gabriell ma skłonności sadystyczne, szczególnie gdy idzie o ewentualną konkurencję o względy innych przystojniaków. David cierpi na rozdwojenie jaźni - raz jest seksoholikiem, innym razem zachowuje się jak sześciolatek. Ourell ma objawy HSAN - nie odczuwa bólu. Micheall cierpi na schizofrenię i ignoruje zalecenia lekarzy. Raffa przy pierwszym spotkaniu wyskakuje z okna, a wyszczekany Oliver patrzy na cierpiącą na narkolepsję Evę z przymrużeniem oka. Jak tu pracować, panie premierze?
Dorzućmy do tego jeszcze nawiedzonego księdza.
Aż dziw, że dziewczyna nie spakowała od razu swoich manatków i nie uciekła tam, skąd przyszła.
Przyznam się szczerze, że po trafieniu na epitety typu "mangowa Michalak", miałam pewne obiekcje wobec "Exitus Letalis". Zastanawiałam się, czy komiks, po który zamierzam właśnie sięgnąć, nie okaże się okołomangową klapą typu okołofantastycznej kichy "Gra o Ferrin", czołowego dzieła "fantasy" autorKasi. No i nie. Widać, że pani Michalina Daszuta, w przeciwieństwie do wspomnianej ał!torki, popełnia research, gdy zabiera się za tworzenie historii. Dowodem są chociażby przypisy na końcu tomu. 
Owszem, nadal zastanawia dlaczego Eva ma osiemnaście lat i jest już po studiach. W pierwszym tomie odpowiedzi na to nie znalazłam, czekam na następne odsłony.
Natomiast u Michalak w "Grze o Ferrin" (wytrzymałam 30 stron, czekam na order z ziemniaka za to osiągnięcie)  główna bohaterka jest ledwo wiążącą koniec z końcem szanowaną panią anestezjolog w wieku lat "dwudziestu-kilku", co musiała staż i studia zacząć wyrabiać w przedszkolu. Usprawiedliwiałoby to czemu chowa się w mieszkaniu pełnym jednorożców i jest postacią tak głupią, że odechciało mi się czytać. Widać, że ktoś miał "wzruszać", a nie napisać dobrą historię.

Zdjęcie: Zapiski z przypomnianych
krain
Zdarza mi się czytywać polskie komiksy rysowane w klimacie manga i muszę stwierdzić, że Katt Lett jest jedną z artystek, której prace zdecydowanie rzucają się w oczy. Jej kreska nie jest zawsze idealna, to widać. Niekiedy z kadrów spoglądają koślawe postacie, czasem może jakiegoś elementu zabraknąć.
Nie da się jednak nie zauważyć, że rysowniczka bardzo ładnie nakłada rastry, radzi sobie z kolorami, a jej postacie są naprawdę miłe dla oka. Włóczę się po sieci, widziałam rzeczy, nieraz zgubiłam się na deviantArcie, przeglądam "Mangamix Neo" i nie widzę  powodów do hejtu, jaki co rusz przetacza się po internetach. No dobra, dostało mi się już za to, że chwalę Katt, ale - nie oszukujmy się - jeśli chciałabym pokopać leżącego, wyciągnęłabym na wierzch publikacje z nieżyjącego już wydawnictwa Kasen, na czele z komiksem z króliczkiem na okładce. Ale tytułu nie zdradzę. Już się nad nim pastwiłam.

Wracając jednak do "Exitus Letalis"... Wciągnęło mnie, nie ma dwóch zdań. Historia zaserwowana przez Katt Lett przypadła mi do gustu, zaintrygowała. Z ogromnym uśmiechem przywitałam wstawki horrorowe, nie takie na szczęście jak w produkcjach typu "Zmierzch", gdzie krwiopijca zabłyśnie w świetle słońca i nie zrobi nic ciekawego.
Chociaż pojawiają się poszlaki ku wątkom romantycznym, EL nie zanosi się na typową haremówkę, gdzie stado pięknych chłopców będzie rywalizować o uwagę pięknej dziewczyny. Dobrze, bo już mi się przejadło.

By już się nie zagadywać... Na okładce znajduje się informacja, że komiks przeznaczony jest dla starszego czytelnika (pełnoletniego), jednak zauważyłam, że tytuł ma wielu fanów nie będących w stanie wylegitymować się jeszcze dowodem osobistym. Nie dziwota. Sama jako smarkacz zabierałam "Hellsinga" na oazy dla gimnazjalistów. Ten element buntu...

"Exitus Letalis" jest historią dobrą, intrygującą. Ostatnio zdarzyło mi się odłożyć na bok kilka mang i komiksów, bo były o niczym, natomiast perypetie Evy i spółki doczytałam do tomu trzeciego, czekam na dostawę "czwórki". Osobiście polecam to osobom, które lubią nastrój tajemniczości, interesują się chorobami psychicznymi (jak wygląda to w praktyce),  śledzą polską scenę komiksową. Bo zawieść się nie powinny.

Exitus Letalis #01

autor: KattLett
wydawca: Kotori
data wydania: 2014 (wyd II)

moja ocena: 7/10

Komiks możecie kupić w sklepie internetowym Okami:
http://okami.sklep.pl/pl/searchquery/exitus+letalis/1/phot/5?url=exitus,letalis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.