poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wattpad na cenzurowanym! Spotted: po co umieć pisać?! Przecież już ktoś dobre książki napisał, wezmę se!

Gdybyście chcieli pogadać, to jestem także i tu.
Jakiś czas temu odnalazłam portal pisarski Wattpad. Ok, nie odnalazłam. Trafiłam na jego ślad przy okazji ksiązki "Cień" Pauliny Klecz - przy niej było wspomniane, że Łukasz Orzechowski, właściciel wydawnictwa Pearlic, natrafił na jej prozę na tym portalu. Prędko okazało się, że to nie jedyne nazwisko, jakie zostało odkryte przez tę platformę, chociaż inne, które mogłabym Wam podać, należą do autorów zagranicznych, znalezionych przez łowców talentów.

Pomyślałam sobie zatem, że jako 'wanna-be writer' powinnam się tam ulokować ze swą twórczością radosną. Jeśli ktoś to skomentuje i błędy wytknie, pomoże mi ulepszać warsztat. Jeśli me wypociny nabiorą popularności, wtedy może nawet i stanie się to argumentem w rozmowie z potencjalnym wydawcą - rzuciłam entuzjastycznie w przestrzeń, a mój współlokator - zadziwiony nagłym wybuchem entuzjazmu - mało co nie upuścił kubka z podgrzewaną  w mikrofalówce kawą. Nie pytajcie. Nie wiem czemu tak robi, ale twierdzi, że w tym szaleństwie jest metoda.

Zatem założyłam konto na Wattpadzie. Portalu dla pisarzy, autorów, literatów i czytelników. Pisarski deviantart, takiego określenia używam, gdy opowiadam o nim tym, którzy nie są w temacie (deva kojarzą, nawet jeśli z prześmiewczych stron na facebooku). Z radością powitałam znajomych, którzy publikowali swoje teksty na blogach, dwie inne osoby zachęciłam do przerzucenia się na tę platformę. I dodałam ich teksty do listy czytelniczej, sama mam nadzieję, że z czasem zechcą poczytać i moje. Bo tworzę okładkę i zamierzam tam przenieść "Most Płaczącej Wywerny", wreszcie go skończyć, bo pisanie 17 stron w 10 lat to trochę kicha.

Ale przyszły schody. Cholerne schody. Zajrzałam do wattpadowego działu z fantastyką, a tam cuda i dziwy, bynajmniej nie Mistrza Haxerlina. Odkryłam Otchłań, przy której Mordor na Domaniewskiej, moja uczelnia, kilka miejsc pracy, dworzec w Białymstoku (chyba że przeszedł remont) i legenda Sosnowca to nic. To zwykłe bajki, które można porównać do głupkowatego "bo jak nie zjesz groszku, to zabiorą cię Cyganie" (nie mam na celu obrażania grupy etnicznej, ale słyszałam, że tym się małe dzieci straszy). Tej otchłani na imię...

PRZEPISYWANIE KSIĄŻEK!

Zapewne teraz roześmiejecie się w głos, że tę Gwarę powaliło równo, w końcu w erze ogólnodostępnej kultury, tej legalnej i tej od gryzonia, nie trzeba się trudzić, by coś do czytania złapać. Ostatnio wyszła koordynowana przez Fenrira antologia Geniusze Fantastyki (pobierajcie ze strony, pokażcie twórcom, że nas siła), ponad 1000 darmowych stron od Genius Creations, kiedyś już wspominałam o darmowych i legalnych ebookach. Tego jest multum, tylko rwać jak przysłowiowy Reksio szynkę (wiem, że porzekadło, ale porzekadłowy Reksio brzmi głupio). A jeśli nie papier w pierwszym obiegu, to zawsze są biblioteki, wymienialnie, możliwość odkupienia od kogoś analoga w niższej cenie. Wiem, bo sama handluję.

Ale wróćmy do Wattpada. Przeglądałam sobie zasoby portalu i mnie zmroziło. Zima przyszła, przeciąg jak 150 i ktoś mnie zamknąl w zamrażarce. Nie podpasowało mi, że okładki niektórych tytułów wyglądają mi zbyt profesjonalnie i zbyt znajomo, choć książek młodzieżowych unikam jak ognia. Przestało mnie ciągnąć do dystopii, romansu i... romansu. Zrobiłam się stara, kryzys wieku przeszłam w okresie nastoletnim, w miłość do grobowej deski wierzyć się przestało, więc pozostało mi tylko zrzędzić. Ale przecież ja te tytuły widziałam na księgarskich półkach, niektóre nawet w pracy!
Zaniepokojona scrollowałam listę. Użytkownicy niezłe dziki, z uporem średniowiecznych mnichów przeklepują (nieraz nieudolnie, bo ortografia trudna, chociaż to może specjalny filtr uniemożliwoający znalezienie pliku przez wydawcę) liczne publikacje. Głównie młodzieżowe, chociaz i mojemu ukochanemu Pratchettowi się dostało.

Co mieli na celu? Pokazanie światu, że som gjenialnymi pisażami? Nabicie wyświetleń na portalu? Podskoczenie w klasyfikacji? Szpan w gimbazjum? Serio od tego rośnie... ego?
Niektórzy wspominają w opisach "swoich książek", że przyświeca im misja. Mają pokazać światu geniusz zawarty w ukochanej opowieści, jakoś ją rozpowszechnić. Tylko że zamiast bezmózgiego przepisywania, mogliby spróbować zrecenzować, napisać fanfika, narysować fanarta lub pożyczyć swój egzemplarz koleżance/ koledze. Nie, to by było za łatwe. Oni mają jakąś pokutę za grzechy właśnie popełniane, muszą rozpowszechnić książkę kosztem autora, kosztem wydawcy i kosztem również czytelnika, bo wydawca traci, to wydawca nie ma środków na nowe, ciekawe tytuły. I kto dostaje po dupie? Chociażby ja, która lubi sobie książkę kupić.

Swoją drogą mam wrażenie, że tego typu praktyka jest najbardziej powszechna wśród dzieci i młodzieży szkolnej - ta ortografia w komentarzach wręcz bije po oczach. I to bezczelne "książka przepisana" jako element opisu, o ile "ał!tor" się skapnie, że robi coś nielegalnego. By fans for fans, tak? Tylko powiedzcie mi, moi kochani: ile "czytelników" książki z Wattpada potem to kupi w wersji legalnej? Po amputacji policzę na palcach jednej ręki.

Spędziłam na Wattpadzie pół godziny. W tym czasie odkryłam, że okradziono (kolejność przypadkowa, nie jest dyktowana moimi sympatiami do danego wydawcy):
  • Wydawnictwo Jaguar,
  • Dom Wydawniczy Rebis,
  • Wydawnictwo Filia,
  • Wydawnictwo Prószyński i S-ka,
  • Wydawnictwo W.A.B,
  • Wydawnictwo Media Rodzina (koksu Pottera przepisuje),
  • Wydawnictwo Świat Książki,
  • Wydawnictwo Galeria Książki,
  • Wydawnictwo Uroboros,
  • Wydawnictwo Fabryka Słów,
  • Wydawnictwo Zielona Sowa,
  • Wydawnictwo Egmont,
  • Wydawnictwo Amber,
  • Wydawnictwo Otwarte,
  • Wydawnictwo Mag.
Tu moja lista się zamyka, jednak nie wykluczam, że mogły mi umknąć jakieś wydawnictwa lub autorzy publikujący w trybie self. Wymienione otrzymały ode mnie prywatne wiadomości z linkami do ich książek, niektórzy zareagowali do momentu pisania tych słów (z początku wierzyli, że to tylko nieszkodliwe fanfiki, ale szybko łudzić się przestali), pozostali pewnie zalogują się jutro z rana, w godzinach pracy. Czeka ich naprawdę niemiła niespodzianka. Bo nie każde z wymienionych to ogromny dom wydawniczy, niektóre dosłownie walczą o każdy sprzedany egzemplarz.

Dlatego też apeluję do Was - nie mijajcie tego obojętnie. Weryfikujcie. Nie pochlebiajcie. Piętnujcie! Zgłaszajcie problem, uświadamiajcie. Wiem, że to walka z wiatrakami, ale razem możemy zrobić coś dobrego. Możemy zahamować mechanizm wybijania się cudzym kosztem, głupawej zabawy dla podbicia ego.

Udostępniajcie informację, piszcie o tym u siebie. Zależy mi na tym, by jak najwięcej osób było świadomych problemu. Może dzięki temu chociaż garstka z tych <skasowałam 4 linijki niecenzuralnych słów> piratów zreflektuje się i jeśli zechce pisać, będzie pokazywało swoje teksty - lepsze lub gorsze, ale swoje.

P.S. Cała sprawa wypłynęła równolegle z kolejnymi (!) kradzieżami loga Gamedecverse, aniołka i demona. Grafika piękna i aż kusi, coby ją wykorzystać, zresztą Marcin Przybyłek dostaje liczne sygnały o tym, że gdzieś ktoś to zauważył. Ode mnie dzisiaj popłynęły 2 wiadomości, wcześniej autorzy opowiadań, które zilustrowano "tańczącymi", zostali o fakcie powiadomieni. Jeden był na tyle bezczelny, że stwierdził, że wycofa sporną "okładkę" dopiero po tym, jak pisarz go o to poprosi. Nie domyślił się, by poprosić najpierw o zgodę na wykorzystanie ilustracji do czegoś innego niż uniwersum przeznaczone.
Ręce i cycki opadły, teraz radośnie ciągam je pomiędzy pokojem, a łazienką.
Beznadzieja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.