niedziela, 3 kwietnia 2016

Wyspy na niebie - czyli młodzieży naukowe przygody w kosmosie. Recenzja Tygrzyka

Hej, ostatnio mam podejrzanie mało czasu na czytanie. Redauję pewien projekt, poza tym w przyszły piątek, jakby na ukoronowanie ostatniego weekendu w obecnym miejscu pracy, ruszam z Wattpadem. Pojawi się tam utwór, który mrugnął już na Zapiskach, jednak nastąpi tam kilka zmian. Jakich? Przekonacie się. Teraz jednak nie przedłużam. Oddaję głos Tygrzykowi, który chciałby Wam opowiedzieć o niedawno przeczytanej przez niego książce.


Są książki przy których zastanawiam się od czego zacząć, opisu autora czy fabuły?
Może jednak lepiej od autora.

Prof. Sir Arthur C. Clarke (6 grudnia 1917 - 19 marca 2008) znany jest większości młodszego pokolenia czytelników fantastyki z serii „Odyseja Kosmiczna” oraz ekranizacji dwóch z 4 części cyklu przez Stanleya Kubricka  („2001: A Space Odyssey”) oraz Petera Hyamsa („2010”), a także niedawno wyemitowanego serialu będącego ekranizacją powieści „Koniec Dzieciństwa”.
Tworzył nie tylko utwory z gatunku SF, ale i publikacje naukowe („The Wireless World” z 1947 była podstawą stosowanych dziś technologii satelitarnych), futurologiczne („Voices from the Sky” 1966, opisujące industrializację Księżyca, loty międzyplanetarne i międzygwiezdne oraz rozwinięcie koncepcji ComSatów) czy popularnonaukowe (wydane w Polsce „Na Podbój Kosmosu” i Na Podbój Księżyca z lat 50ych, opisujące przedsputnikowe loty kosmiczne i księżycowe, czy Śniegi Olimpu z 1994 roku, opisujące eksploracje, kolonizacje i terraformowanie Marsa).  Na półkach księgarni jeszcze niedawno leżały wznowienia jego książek, takich jak „Spotkanie z Ramą”, „Imperialna Ziemia” czy „Fontanny Raju”, i chociaż każda z wymienionych jest uznawana za klasykę fantastyki naukowej, a w 1979 „Fontanny Raju” wygrały nawet z technicznie lepszym „Web Between the Worlds” Charlesa Sheffielda, Clarke renomę w fantastyce wyrobił sobie dziełami znacznie starszymi.
Należą do nich opowiadania takie jak „A Walk in the Dark” (horror na księżycowej kolonii górniczej), „A Venture to the Moon”, „Jupiter Five” oraz powieści: „Prelude to Space” z 1951, opisujące dwustopniowy system wynoszenia pojazdu kosmicznego, zarazem koncepcję zasilanego energią atomową suborbitalowca, wynoszącego właściwy pojazd kosmiczny metodą „na barana”, dystopijne Against the fall of night z 1948 oraz cykl zwany „Trylogią kosmiczną” który chronologicznie (pierwszym wydanym w tym cyklu są „Piaski Marsa”) otwierają „Wyspy na Niebie”.

Akcja toczy się w drugiej połowie XXI wieku. Szesnastoletni Roy Malcolm zakwalifikował się do finału telewizyjnego konkursu lotniczego. Nagrodą w konkursię, fundowanym przez World Airways, Inc., jest podróż do „jakiejkolwiek części Ziemi”. Po ogłoszeniu wygranym, Roy obwieszcza że chce polecieć na Stację Wewnętrzną, stację kosmiczną obsługującą statki kosmiczne lecące z Ziemi na inne planety układu słonecznego. Wykorzystując lukę prawną wynikającą z  ewidentnego błędu w regulaminie konkursu, którego zdaniem prezentera konkursu rzeczony paragraf brzmi „jakiegokolwiek miejsca na Ziemi”, poinstruowany wcześniej przez swego Wuja Jima, radcę prawnego Kombinatu Atomowego Roy twardo stoi przy swoim. Na nieszczęście organizatorów konkursu, Roy przywołuje założenia Konwencji Tycho z 2054 roku, wyznaczającą obszar Ziemskiej Przestrzeni Terytorialnej (na wzór morski) którego granicą jest 1000 kilometrów nad poziomem morza, a właśnie tam znajduje się Stacja Wewnętrzna (na marginesie, to jest to sporo ciekawsze niż ustanowione ponad dekadę później przez ONZ rzeczywiste międzynarodowe konwencje dotyczące przestrzeni kosmicznej – wiem,  przepraszam, zboczenie zawodowe).

Przyparty do ściany paragrafami oraz mocą transmisji telewizyjnej programu sponsor ostatecznie decyduje się opłacić i dopiąć wszelkich formalności związanych z podróżą Roya na Stację wewnętrzną. Bohater przechodzi szczegółowe testy, ćwiczenia, po czym staje się pasażerem rakiety  zmierzającej w stronę stacji wewnętrznej.
Po przybyciu na Stację, Roy poznaje beznogiego Komandora Doyle'a oraz jego praktykantów, których lider, Benton, zostaje wyznaczony jako opiekun Roya na czas jego dwutygodniowego pobytu na terenie Stacji.
Ciężko nazwać tą książkę jednostajną fabułą, jest to raczej zbiór przygód przeplatanych dość szczegółowymi opisami działania sił w przestrzeni kosmicznej (warta uwagi scena z zapałką, która jest humorystyczna, z drugiej strony eksperyment który dowiódł że proces zachodzi znacznie wolniej został przeprowadzony dopiero na pokładzie stacji MIR w latach 90ych). Mamy motywy elektrowni kosmicznych (Słonecznych, które w czasie trwania akcji powieści są już przestażałe, zastąpione tanimi zminiaturyzowanymi generatorami atomowymi, (niech was szlag ONZ za porozumienie o zakazie testów atomowych, obejmującą przestrzeń kosmiczną) złomowisk (Jutrzenka i wahadłowy Skowronek), naprawiania porzucanych wraków, medycyny kosmicznej, bijatyk w stanie nieważkości. Bardzo fajnym fragmentem jest kwestia kręcenia seriali fantastyczno-naukowych w przestrzeni kosmicznej (z dobrym pokazaniem jak bardzo idealizujemy bohaterów kina akcji i aktorów którzy ich grają), oraz zagadnienia piractwa kosmicznego.
Powieść mocno jednak się zdezaktualizowała, kosmiczne szpitale są fajnym pomysłem na leczenie osób z problemem krążenia, gdyż nawet u zdrowych astronautów po dłuższym przebywaniu w stanie nieważkości prowadzi do zmniejszenia mięśnia sercowego, o tyle sama próba przetransportowania pacjentów używając technologii rakietowej może im bardziej zaszkodzić niż pomóc. Tak samo tyczki do poruszania się po stacji (posiadają sprężynę i hak) czy rakietowy skafander astronautów. Jednak Stacja tranzytowa, budowa statków i materiałów pędnych na księżycu, wystrzeliwane za pomocą katapulty elektromagnetycznej zasobniki z paliwem jako forma „kosmicznej stacji benzynowej” są obecnie częścią business planu Planetary Resources inc., Deep Space Industries, farmy morskie i omawiane kwestie kolonizacji Marsa są dziś jak najardziej tematami akademickimi, które powoli przechodzą do tematu debaty publicznej.
Co jeszcze warto powiedzieć o Wyspach na Niebie? A no dwie kwestie naukowe które nie zostały poruszone w poprzednich akapitach. Pierwszą jest kwestia hipotezy tymczasowych jezior wodnych na Marsie, powstających w wyniku nasłoneczniania lodwców. Potwierdzono ją definitywnie dopiero w zeszłym roku. Drugą zaś anglojęzyczny termin „Zero G”. Termin ten oznacza stan braku ciążenia, tudzież zerowego ciążenia (zero gravity), pierwszy raz został użyty właśnie w tej powieści (w scenie z aktorami kręcącymi film pobliżu stacji). Wspomnieć też wypada że postać Komandora Doyle mogłaby służyć jak wzór do naśladowania dla osób niepełnosprawnych.

A no i prawie nie ma dziewczyn.

Podsumowując, Wyspy na Niebie były przez wiele lat jedną z podstawowych powieści młodzieżowych na zachodnim rynku dla pasjonatów kosmosu. Wydanie polskie nie zostało wznowione od roku 1953. Szkoda, bo pomimo błędów językowych tłumaczenia, (w paru miejscach mamy pojechaliśmy, zamiast polecieliśmy), jest to powieść jakich brakuje na rynku i w bibliotekach.
Nie jest to młodzieżówka o gimnazjalistach, tudzież gimbusach, w świecie durnie poszeregowanych kast, gdzie muszą walczyć o swoją miłość, ale ciężko wybierać jeżeli ona jest czarodziejką kosmitką, a on cofającym się w czasie wilkołakiem z kasty sparklujących piórek...
Powieść była pisana właśnie pod pasję młodego chłopca, jego zainteresowania i miała mieć walor rozrywkowo edukacyjny. Może i fabularnie jest swoistą szatkownicą krótkich historii i perypetii, jednak obydwa te walory zachowuje.
Solidne 8/10
Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.