niedziela, 22 maja 2016

Okup krwi - czyli o pewnej kłopotliwej przesyłce

Mówią, że w Warszawie nie można już używać magii. W trakcie drugiej wojny światowej miasto złożyło Okup Krwi, tak wiele posoki wsiąkło wówczas w ziemię, co skutecznie zablokowało możliwości magiczne na lata. Okazuje się bowiem, że succi vitalis skutecznie blokują przepływ jakiejkolwiek mocy. Im bliżej stolicy, tym bardziej słabną czary, co nie wszystkim wydaje się być na rękę.

W Podkowie Leśnej, małym miasteczku nieopodal grodu Warsa i Sawy, mieszka pewien krawiec, Herbert Kruk. Jako przedstawiciel ginącego zawodu może i nie ma zbyt wielu klientów, ale naprawdę lubi to, co robi. Czuje się naprawdę spełniony. Spotyka się z piękną Melanią, którą poznał na torze wyścigów konnych na Służewcu, jednak pomimo zaawansowanego statusu w związku żadne z nich nie chce się przeprowadzić do drugiego. Kobietę pociąga wielkomiejski zgiełk i posiadanie wszystkich atrakcji na wyciągnięcie ręki, Herbert natomiast ceni sobie ciszę. W stopniu - wydawałoby się - wręcz kuriozalnym. Bohaterowi jakoś  nie po drodze z używaniem telefonu komórkowego lub Internetu, mimo że z pewnością nie jest on jeszcze w podeszłym wieku.
Jest coś  jeszcze. Tajemniczy krawiec skrywa przed światem swoje drugie oblicze, to magiczne. Nie wypuszcza z pomieszczenia swego pupila, przywołańca stworzonego w czasach szczenięcych. Owszem, mag mógłby go może i unicestwić, musiałby tylko wiedzieć jak. A nie wie.
Pewnego dnia, jakoś w kwietniu, do pracowni krawieckiej przybywa tajemniczy Gerhard Schrödinger. Tak, ten od kota, śmierci, życia i względności. Przynosi zlecenie. Konkretne, propozycja nie do odrzucenia.
Mianowicie - jeśli Herbert przystanie na propozycję Gerharda i dostarczy przesyłkę we wskazane miejsce w Warszawie, uniknie nieprzyjemności. Osobiście może nic go nie ugodzi, ale wiadomo, że zawsze boli bardziej, gdy na szali stawia się bezpieczeństwo osób bliskich. Tak więc krawiec z Podkowy Leśnej musi wyrobić się z tajemniczą kopertą w wyznaczonym terminie, albo nie odzyska Melanii całej i zdrowej, dowodem na to ucho z charakterystycznym kolczykiem w pudełeczku. Czy bohater da radę dotrzeć na czas? Szczególnie, że jakieś siły starają się go powstrzymać...
Szczególnie, że nie za bardzo może liczyć na pomoc przyjaciela, maniaka sił nadprzyrodzonych, administratora strony zakultowany.pl (offtop, ale ta strona rzeczywiście istnieje. I opisana na kartach "Okupu krwi" kombinacja również śmiga) Zezela. Ktoś  z pewnych przyczyn w trakcie napadu na jego dom zamordował sąsiadkę, bliską przyjaciółkę babci, która jak zwykle wchodziła bez pukania. No i tak się łażenie jak po swoim kończy...

Dałam się przyłapać z polską książką.
"Okup krwi" jest powieściowym debiutem Marcina Jamiołkowskiego, a zarazem pierwszym tomem cyklu o warszawskim magu Herbercie Kruku (na rynku dostępny jest także "Order", w przygotowaniu "Bezsenni"). Poza tym autor wydał także "Kellera" w Wydawnictwie Czwarta Strona, zebrał opowiadania i drabble w tomie "Migawki", stworzył interaktywnego ebooka "Tuk i przyjaciele", opublikował również pięć opowiadań w darmowej e-antologii "Geniusze fantastyki". Ładny dorobek literacki jak na dwa lata. Nie ukrywam, że trzymam kciuki, by primaaprilisowe "Spalić kruka" kiedyś jednak ciałem (no dobra, papierem lub ebookiem) się stało - nie tylko w propozycjach recenzenckich tych, którzy wkręcić się dali.

Sama książka. Cieszę się, że Marcin Jamiołkowski nie umieszczał akcji powieści w jakimś fantasy Never-neverlandzie, czy też - zgrozo - w  tajemniczym, acz nieistniejącym amerykańskim miasteczku, które część polskich autorów klei na podstawie tego, co zobaczyło w filmach, teledyskach, czy przeczytało w książkach innych Polaków. Serio, przejadło mi się coś takiego. Już nawet śmieszyć przestało.
Autor zabiera czytelnika na wycieczkę do Warszawy i w jej okolice: Pruszków, Tworki (w tym szpital psychiatryczny), Podkowa Leśna (dotychczas literacko znana mi z powieści Ałbeny Grabowskiej). Ochota, Centrum, starówka - odwzorowane naprawdę zręcznie, niemalże z precyzją fotografa.

Narracja pierwszoosobowa, czytelnik poznaje świat przedstawiony z perspektywy Herberta, razem z nim składa elementy układanki. Nie zauważyłam typowych dla tego sposobu wpadek - pierwszoosobowy narrator nie doznał nagle cudownego objawienia i nie dowiedział się wszystkiego, by nagle za sprawą mocy tajemnej zapomnieć lub zgrywać głupka, że nic takiego nie było. Na szczęście obyło się bez takich zgrzytów.

Wydanie. Okładka prosta, trzykolorowa, ciekawa. Po prostu ładna, przykuwa wzrok. Szkoda tylko, że folia, którą jest pokryta, zaczyna się odklejać na brzegach (nie ciągałam swego egzemplarza wszędzie, starałam się użytkować raczej ostrożnie). Nie wiem jak sprawa ma się w wydaniu drugim, jednak w pierwszym zaskoczyło mnie rozpoczęcie partii tekstu na pierwszej stronie już od samej góry. Przejrzałam inne książki z Genius Creations, które mam na półce - tam już tego nie ma.

"Okup krwi" już za mną. Nie zawsze dawałam się porwać akcji, coś nie stykało z humorem, ale z ręką na sercu jestem w stanie stwierdzić, że to jedno z lepszych, o ile nie najlepsze urban fantasy, jakie zdarzyło mi się ostatnio czytać. Nie ma zbędnego cwaniakowania, nie zaobserwowałam objawów syndromu niejakiej Mary Sue, co niestety części autorów z nurtu się zdarza.
Z czystym sumieniem polecam.

Okup krwi

autor: Marcin Jamiołkowski
wydawca: Genius Creations
data wydania: 2014

moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Genius Creations.

http://geniuscreations.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.