środa, 1 czerwca 2016

Arkady Saulski – cykl „Kroniki Czerwonej Kompanii”. Tom 1 – Czarna Kolonia - tekst Tygrzyka

Cześć, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka! Przy okazji do głosu dopuszczam Tygrzyka, niech pogada Wam o "Czarnej Kolonii". Enjoy!

Dzisiejsza recenzja nie będzie kolejnym wygrzebywaniem fantastyki naszych dziadków i
pradziadków, wyciąganiem dawno zapomnianych dzieł czy autorów, których pamiętać i kojarzyć może już tylko Wojtek Sedeńko.

Dziś na warsztat bierzemy debiutanta, Arkadego Saulskiego i jego "Czarną Kolonię".

W dalekiej przyszłości Mars zostaje zasiedlony przez Ziemian. Reklamowany jest jako Obiecana Ziemia, sterraformowana planeta szczęścia i radosnych kolonistów. W rzeczywistości jest wysypiskiem ludzkich odpadów, gdzie miliony ludzi wysiedlono, głównie dzięki technologii lotów skokowych. Panuje tu pył i nędza, a korporacje stworzyły z Ziemi zrekultywowaną planetę dla ludzi „Premium”. Państwa oczywiście straciły na znaczeniu, konwencje międzynarodowe są już tylko pożółkłym papierem.

Czytelnik śledzi losy bohaterów w momencie wybuchu konfliktu między dwoma największymi korporacjami. Zabiegiem, który umożliwia nam poznanie różnych stron konfliktu i warstw tej historii jest oparcie trzecioosobowej narracji o fragmenty bazujące na punkcie widzenia postaci. Poznajemy Kerę Poniatowską oraz Steffena Poniatowskiego. Córka i jej ojciec, służących w kontraktowych jednostkach zbrojnych korporacji Van Graff. Mają za sobą ciężką przeszłość i poszarpane relacje. Kiedy ojciec dowodzi krążownikiem Wiking, córka odbywa służbę w szeregach Czerwonej Kompanii.

Poznajemy także rodzeństwo Van Graffów, Jeana-Baptiste i Glorię. Gloria przejmuje jednak fabularnie prowadzenie, przypominając jednocześnie Johna Galta z „Atlasu Zbuntowanego” Ayn Rand czy Jethro Knights z „Transhumanist Wager” Zoltana Istvana, marząca o staniu się Bogiem, bezwzględna i zdecydowana.

Smaczku dodają wtrącenia z punktu widzenia postaci pobocznych, z których najbardziej podobało mi się opisanie kwestii cyborgicznych zmian w psychice operatora mecha. Temat nie raz rozważany na punkcie tak Hard SF jak cyberpunku, a także i w filozoficznych pracach transhumanistów.

No właśnie, mamy skafandry bojowe, krążowniki, mechy w kilku odmianach, pojazdy opancerzone, drony, piechotę powietrzną, kanonierki (dobre wybrnięcie z anglojęzycznego określenia Gunship, oznaczające jednocześnie kanonierkę morską, jak i śmigłowce szturmowe), hakowanie, zwiad, zagłuszanie, maskowanie, wykorzystanie terenu i elementów zaskoczenia. Czyli to, po co sięgamy po wojenną powieść fantastyczno naukową. Autor zrobił w nazewnictwie pojazdów lub broni tu kilka ukłonów do klasyków, takich jak gier  komputerowych jak Starcraft, Mass Effect, Sword of the Stars, Halo, ale też i literatury, jak chociażby „Żołnierze Kosmosu” – Roberta E. Heinleina. A wszystko to świetnie opisane.

Czy powieść zmusiła mnie do rozważań? Tak, typowych dla mnie, tj, wymienionego pilota, ale także aspektu mniejszej siły ciążenia Marsa w stosunku do ziemskiej, która umożliwiałaby Mechom stanowić ważny element pola walki, a także kwestii opancerzenia nóg, co kiedyś opisywał Daniel H. Wilson w „Jak przetrwać bunt robotów”, dziesięć lat temu. Zgodnie z tezą Wilsona, nogi mechów winny być znacznie lżejsze i mniej opancerzone by zachować odpowiednią mobilność i równowagę, podobnie wynika z moich doświadczeń z modelowymi robotami.

Do rozważań też skłoniła kwestia broni laserowej i efektów trafienia szeroką wiązką w ciało człowieka. Ostatnim była bardzo słusznie rozwiązana (autor lekcje odrobił) kwestia umiejscowienia i konstrukcji mostka w wojennych okrętach kosmicznych.

Jedyne co budziło moje zastrzeżenia to kwestia „odpadów kosmicznych” stojących w miejscu na orbicie. Dopowiedzieć mogę sobie że sztuczna grawitacja panująca na statkach ściąga je w pobliże pancerza, jednak nie zostało to poruszone przez autora. Poza tym jest to militarna space opera, nie zaś hard sf pisane z kalkulatorem w ręku (jak u Hala Clementa czy Roberta L. Forwarda).

Fabularnie nie będę zdradzał tajemnicy jaką kryje Mars w tej powieści. Powiem jedynie że czekam na następny tom.

8/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.